1. Każdego roku liturgia dwukrotnie proponuje nam modlitwę i refleksję nad postacią św. Jana Chrzciciela, świętując 24 czerwca jego narodziny, a dzisiaj jego męczeństwo.
Dzisiejsza rocznica Prekursora Chrystusa ma z pewnością szczególny wydźwięk w tym kościele, który jest jemu dedykowany. Kościół ten jest katedrą, bo tu znajduje się krzesło, siedziba (z języka greckiego kathedra biskupa), czyli „znak nauczania i władzy pasterza Kościoła partykularnego oraz jedności wiernych w tej wierze, którą biskup, jako pasterz trzody, głosi” (Caeremoniale Episcoporum, 41). Dlatego ta archikatedra jest nierozerwalnie związana z pasterzem archidiecezji, który nosi paliusz nałożony mu przez Ojca Świętego Leona XIV. Gratulujemy arcybiskupowi Adrianowi i zapewniamy go o naszych modlitwach w intencji wspólnoty i misji Kościoła, który rozciąga się także na diecezje sufraganalne Płocka i Warszawy-Pragi. Metropolicie Warszawy chciałbym życzyć tego, co przed wiekami napisał papież Jan VIII: „Tak jak teraz zaczniesz świecić na zewnątrz jaśniej niż inni dzięki godności tego paliusza, tak teraz, obyś w oczach Majestatu Niebieskiego, jaśniej świecił wokół siebie w życiu, postępowaniu i słowach nauczania” (List do Williberta z Kolonii, 874 r.). Wszystkie te okoliczności skłaniają nas do zadania pytania: co męczeństwo św. Jana Chrzciciela mówi pasterzom i wszystkim wiernym Kościoła?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
2. Męczeństwo Prekursora było szczególne ze względu na motyw, dla którego Herod go zabił, i ze względu na to, że Chrzciciel zaakceptował wymierzoną mu śmierć. Zauważył to już św. Augustyn: „Dlaczego mówimy, że Jan był męczennikiem? Czyżby publicznie wyznał swoją wiarę w Chrystusa i znosił cierpienia dla Niego? Z tego powodu wszyscy inni po męce Chrystusa mogą nazywać się męczennikami. Dlaczego więc Jan jest męczennikiem? Czyżby dlatego, że został ścięty? Jednak to nie kara czyni męczennikiem, lecz przyczyna. Czyżby dlatego, że obraził potężną kobietę? Jak ją obraził? Dlaczego ją obraził? Za to, że powiedział prawdę królowi, który został jej mężem, że nie wolno mu było poślubić żony swego brata... Słyszałeś, że Jan poniósł męczeństwo i, jeśli weźmiesz pod uwagę prawdę, umarł za Chrystusa. «W jaki sposób umarł za Chrystusa - zapytasz - skoro nie był przesłuchiwany w odniesieniu do Chrystusa ani zmuszany do wyrzeczenia się Chrystusa?» Posłuchaj jednak samego Chrystusa, który mówi: «Ja jestem drogą, prawdą i życiem»” (Mowa 94A, 1-2). Tak więc przyczyną męczeństwa, które dziś wspominamy, był Chrystus, ponieważ On jest prawdą.
W encyklice Veritatis splendor św. Jan Paweł II doprecyzował, że chodzi o prawdę dotyczącą postępowania moralnego. W przypadku Jana Chrzciciela męczeństwo jawi się jako „najwyższe potwierdzenie nienaruszalnej świętości prawa Bożego”, a encyklika wyraźnie wspomina przykład naszego świętego, który „nie chciał pomijać milczeniem prawa Pańskiego i nie zgadzał się na kompromisy ze złem: dlatego «życie dał za prawdę i sprawiedliwość», stając się zwiastunem Mesjasza także przez męczeństwo” (nr 91). Św. Jan Paweł II przypomina nam, że oprócz Prekursora Chrystusa Pana „Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych mężczyzn i kobiet, którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. [Kościół] wyniósł ich do chwały ołtarzy, to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia” (idem).
Reklama
3. Bardzo często, kiedy świętujemy męczenników, z pewnością ich podziwiamy, ale być może myślimy, że trudno nam naśladować ich śmierć za Chrystusa (chociaż dzisiaj - jak wielokrotnie przypominał papież Franciszek - na świecie jest więcej męczenników niż w pierwszych wiekach chrześcijaństwa!). Męczeństwo św. Jana Chrzciciela, jako męczeństwo za prawdę, jako męczeństwo za głoszenie pierwszeństwa posłuszeństwa przykazaniom Bożym, pokazuje nam, że również my, którzy nie żyjemy w czasach otwartej przemocy i prześladowań, możemy i powinniśmy podążać śladami męczenników.
Św. Augustyn, przypominając słowa apostoła Pawła, który mówi: „Wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania”, zauważa: „Wszyscy, mówi; nie wyklucza nikogo, nie robi wyjątków. Jeśli chcesz doświadczyć prawdziwości tego, co mówi, zacznij żyć wiernie Bogu i zjednoczony z Chrystusem, a zobaczysz, że to, co mówi, jest prawdą” (mowa 94A, 2). A św. Jan Paweł II naucza: „Jeśli męczeństwo jest najwyższym świadectwem o prawdzie moralnej, do którego stosunkowo nieliczni są wezwani, to istnieje także obowiązek świadectwa, które wszyscy chrześcijanie winni być gotowi składać każdego dnia, nawet za cenę cierpień i wielkich ofiar. Wobec rozlicznych bowiem trudności czy też w najzwyklejszych okolicznościach wymagających wierności ładowi moralnemu, chrześcijanin jest wezwany, z pomocą łaski Bożej wypraszanej na modlitwie, do heroicznego nieraz zaangażowania, wspierany przez cnotę męstwa” (Veritatis Splendor, 93). Zatem ten, kto wiernie przestrzega prawa Bożego, stawiając czoła przeszkodom, jakie to za sobą niesie, staje się nie tylko wielbicielem, ale także naśladowcą Jana Chrzciciela i męczenników, którzy zginęli za prawdę.
Reklama
Dlatego dzisiaj Prekursor Chrystusa pyta nas o naszą prawdziwą wierność Bogu i Jego prawu w każdych okolicznościach, nawet jeśli to wymaga ofiary, nawet jeśli inni tego nie robią, nawet jeśli wydaje się to niemodne. Dlatego prosimy tego świętego proroka i męczennika Chrystusa, który teraz jest ukoronowany chwałą w niebie (ale także na ziemi!), aby wyprosił nam łaskę bycia takimi jak on świadkami Chrystusa, który jest prawdą.
Reklama
4. Jeśli przykład męczeństwa św. Jana Chrzciciela jest czytelny dla wszystkich chrześcijan, to z pewnością w szczególny sposób przemawia do pasterzy Kościoła, a także do tych, którzy z różnych powodów mają odpowiedzialność za prowadzenie swoich braci. Jest to zadanie nie tylko wymagające, ale także bardzo trudne ze względu na wszystko, co przeciwstawia się głoszeniu przez nich samych prawdy i prawa Bożego. Dzisiaj sprzeciw ten przybiera inną formę niż w czasach męczeństwa św. Jana Chrzciciela: ten, kto głosi prawdę Bożą, nie musi obawiać się śmierci fizycznej, ale raczej odrzucenia społecznego i ataku na swoje dobre imię. Pasterz Kościoła, który głosi w sposób integralny przykazania Boże, zwłaszcza dotyczące ochrony życia ludzkiego w każdej fazie jego rozwoju oraz małżeństwa jako „kanonu prawdziwej miłości między mężczyzną i kobietą: miłości całkowitej, wiernej, płodnej” (Leon XIV, Homilia, 1.06.2025), musi liczyć się z krytyką, niezrozumieniem, nieporozumieniami, a nawet oszczerstwami, które w oczach ludzi mają służyć podważeniu głoszonej nauki. Jednak tak jak Jan Chrzciciel nie zatrzymał się w obliczu niebezpieczeństwa miecza kata, tak i ci, którzy ponoszą odpowiedzialność za osoby i wspólnoty, nie powinni dać się zastraszyć negatywnymi reakcjami na prawdy mniej akceptowane przez dominującą opinię publiczną, a tym bardziej nie mogą zmieniać prawdy przykazań Bożych, aby cieszyć się łatwym życiem, a może nawet popularnością. Oczywiście, głoszenie prawdy powinno się odbywać z szacunkiem, ale „ta miłość i dobroć nie mają nas bynajmniej czynić obojętnymi na prawdę i dobro. Przeciwnie, sama miłość przynagla uczniów Chrystusowych, aby głosić wszystkim ludziom zbawczą prawdę” (Gaudium et spes, 28).
Prosimy św. Jana Chrzciciela również o jego odwagę, to znaczy taką odwagę, by nie przemilczeć prawdy z powodu osobistych interesów i ludzkich wygód, a zamiast tego, jak pisał św. Grzegorz Wielki, „z miłości do prawdy kochać przeciwności losu i być ostrożnym i czujnym wobec sukcesu” (Regula Pastoralis).
5. W każdej celebracji eucharystycznej spotykamy św. Jana Chrzciciela, który wypełnia swoją misję Prekursora Chrystusa, gdy powtarzamy słowa: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Wskazuje on nam w ten sposób na Najświętszą Eucharystię, która jest „chlebem silnych”, jako źródło siły, abyśmy byli jak on świadkami prawdy, nawet jeśli będzie to nas kosztowało. Niech tak się stanie!