Reklama

Aby się udało!

Niedziela warszawska 47/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MILENA KINDZIUK, ANDRZEJ TARWID: - Spotykamy się na kilka dni przed święceniami biskupimi, które 19 listopada przyjmie Ksiądz w katedrze św. Floriana. Jak kapłan przygotowuje się do takiej uroczystości?

BP MAREK SOLARCZYK: - Dla mnie osobiście najważniejsza jest sprawa przygotowania wewnętrznego. Dlatego, tak po ludzku, staram się zrobić wszystko, co tylko mogę, aby jak najlepiej wejść duchowo w przeżycie sakramentu święceń biskupich. Jednocześnie jako ksiądz wiem, że mówię o sprawach, które nie tylko ode mnie zależą. Dlatego dziękuję wszystkim kapłanom, parafianom i znajomym, którzy się za mnie modlą.

- Po święceniach zacznie Ksiądz Biskup formalnie swoją pracę w kurii diecezji warszawsko-praskiej. Z jakim programem nowy biskup pomocniczy rozpocznie swoją posługę?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Ten program jest bardzo prosty i ambitny zarazem. Pragnę jednak podkreślić, iż to nie jest mój program, tylko kilka wskazań zawartych w przyrzeczeniach elekta. I właśnie te wskazania - jak np. to o „pełnieniu urzędu z łaską Ducha Świętego” - będę starał się wykonywać najlepiej, jak potrafię. Innymi słowy, chciałbym w moim przeżywaniu biskupstwa być wierny temu, co kapłaństwo niesie. Czyli przede wszystkim być odpowiedzialny za tych, którzy będą mi powierzeni, i za dzieła, które będę podejmować.

Reklama

- Jakimi konkretnymi sprawami Ksiądz Biskup będzie się zajmował?

- Abp Henryk Hoser wspomniał o pracy w pionie duszpasterskim, ale nie rozmawialiśmy jeszcze o konkretnych zadaniach.

- Jedni hierarchowie są zamknięci przed otoczeniem, a do innych księża i wierni znają numer telefonu komórkowego i nie boją się dzwonić. A jak będzie postępował nowy biskup?

- (śmiech) Mój numer telefonu jest znany i obiecuję, że go nie zmienię po święceniach.
Natomiast mówiąc bardziej generalnie o stylu pracy, to zaliczyłbym siebie do osób otwartych. Tak było, kiedy pracowałem w seminarium. I tak samo postępowałem, będąc proboszczem.
Wierni z parafii katedralnej wiedzieli, kiedy mam dyżury w kancelarii, i zawsze mogli przyjść porozmawiać. A ja, po pierwsze, starałem się ich wysłuchać i zrozumieć. Kiedy mogłem, to pomagałem, a kiedy sprawy dotyczyły materii trudniejszej, to starałem się im towarzyszyć. I taki styl pracy zamierzam kontynuować jako biskup.

- Jakie sytuacje ma Ksiądz Biskup na myśli, gdy mówi, że „towarzyszył” komuś?

Reklama

- Np. śmierć kogoś bliskiego. Sam przeżyłem śmierć mamy. Pamiętam, że wówczas najbardziej sobie ceniłem, gdy ktoś nie oczekiwał ode mnie słów, komentarzy czy jakichś opowieści, tylko stał obok mnie i mówił: jestem, możesz na mnie liczyć. Właśnie taki rodzaj towarzyszenia mam na myśli. I choć w pierwszej chwili wydaje się to nieefektywne, to z doświadczenia wiem, że jest to pomocne.

- Przez kilkanaście lat był Ksiądz Biskup związany z katedrą św. Floriana, w ostatnich latach jako proboszcz. Czy trudno będzie się rozstać z parafianami?

- Ludzie, których miałem obok, są warci troski, życzliwości i miłości. Pocieszające jest więc to, że tak do końca się z nimi nie rozstanę. Kuria jest obok katedry, będę więc nadal żył i pracował wokół osób, które znam i szanuję.
Poza tym, przez te lata pracy zebrała się spora grupa wiernych, która się ze mną zżyła, np. ludzie, którzy się u mnie spowiadają. Nie wyobrażam sobie, że będąc biskupem, zagubię tę posługę wobec nich. Oczywiście będzie to miało inną formę.

- To znaczy?

- Pozwólcie Państwo, że uchylę się od odpowiedzi, bowiem odpowiedź ta wymaga przede wszystkim wcześniejszych ustaleń z moim następcą w parafii. A on musi mieć swobodę działania. Ja nie mogę i nie chcę - mówiąc kolokwialnie - siedzieć mu na plecach.

- Jak by Ksiądz Biskup podsumował swoje lata posługi w katedrze? Jakie były sukcesy, a jakie porażki?

Reklama

- Myślę, że kiedy w życiu księdza mówimy o sukcesach czy porażkach, to one generalnie sprowadzają się do tego, co jest związane z obecnością Boga w życiu człowieka. Jeśli więc udaje się to coś chronić i rozwijać, to można powiedzieć, że warto było.
Ostatnią satysfakcją było na pewno to, że kiedy moi parafianie dowiedzieli się, że zostałem mianowany biskupem, to byli szczęśliwi, ale jednocześnie dodawali, że trochę jest im smutno, iż odchodzę.

- A porażki?

- Mamy 16 tys. mieszkańców parafii katedralnej, a obecność na Mszy św. niedzielnej to 3 tys. Ten stan nie może zadowalać, nawet gdy w innych parafiach sytuacja jest jeszcze gorsza. Dlatego z innymi kapłanami podejmowaliśmy różne starania, by to zmienić. Np. z wielką troską podchodziłem do Mszy św. za parafian. To przywołanie mocy Boga było dla mnie kołem ratunkowym, aby chronić także tych, którzy w danej chwili sami nie widzą sensu uczestnictwa w żywym Kościele.

- Przez cały czas posługi w katedrze był Ksiądz także katechetą. Czy przeniesienie lekcji religii z parafii do szkół było błędem?

- Sam religii uczyłem się tylko przy kościele. A jako katecheta - uczyłem jej tylko w szkole. W obu przypadkach byłem zadowolony i widziałem sens tego, co się dokonywało.

- Na przykład?

- Od 19 lat uczę w tym samym Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława IV. Moja obecność nie ogranicza się tam tylko do bycia nauczycielem religii. Widzę siebie - i sądzę, że tak postrzegani są inni kapłani z dużym stażem - jako kogoś, kto jest swoistym kapelanem w szkole. Uczestniczyłem przecież w różnych wydarzeniach i tajemnicach życia uczniów, nauczycieli i ich dzieci oraz już dorosłych absolwentów tej szkoły. Np. błogosławiłem małżeństwa, udzielałem sakramentu chrztu itd. Młodzież jest wspaniała!

Reklama

- Całkiem niedawno część młodzieży głosowała na partię jawnie antykatolicką...

- Nie zgadzam się na takie uproszczenie. Znacznie więcej młodych głosowało zupełnie inaczej.

- Jak więc Ksiądz Biskup postrzega dzisiejszą młodzież?

- Przede wszystkim nie zapominajmy, że młody człowiek jest osobą niesamowicie wrażliwą na to, co go otacza. Na to, co jest pięknem, ale i na to, co jest przekleństwem danych czasów. Jednocześnie ma swoje ideały, które nie są do końca przez niego rozpoznane. Dlatego proszę, nie sprowadzajmy całej gamy zachowań młodych do haseł związanych z jednym ugrupowaniem.

- Ciężko jednak w tym miejscu nie mówić o Palikocie, bo właśnie przed budynkiem kurialnym, w którym teraz siedzimy, polityk ten robił swoje happeningi...

Reklama

- Nie idźmy jednak w stronę tych wydarzeń, które są najbardziej medialne, ale wcale nie wiodące dla życia kościelnego. Przypomnę, że kiedy trwała przywołana przez Państwa kilkudziesięcioosobowa demonstracja przed kurią, to żadna niemal stacja telewizyjna nie raczyła pójść do katedry, gdzie w tym samym czasie było zgromadzonych 600 młodych ludzi modlących się z ks. arcybiskupem.
Inny przykład. W przedostatnią sobotę października byłem na spotkaniu ponad stu młodych osób od 18 do 30 lat, które uczestniczyły w katechezach o Kościele. Proponuję więc, aby mówić o ludziach, którzy systematycznie wchodzą w dojrzałe życie duchowe. Rozdzielmy ewidentne problemy od poczynań politycznych i od pewnych komentarzy medialnych.

- Czyli to, co obecnie obserwujemy w Polsce, nie stanowi zagrożenia dla Kościoła?

- Myślę, że jest to wyzwanie. Ale nie w rozumieniu wejścia w konflikt z takim czy innym politykiem. To zaproszenie do nowej ewangelizacji, do tego, aby życie w Kościele było dojrzalsze i bardziej przejrzyste.

- Jest jeszcze jeden gorący temat polityczny, o którym nie sposób milczeć. To sprawa krzyża w Sejmie. Chcieliśmy zapytać o opinię biskupa i historyka.

- Proszę zwrócić uwagę, że w tych wszystkich medialnych dyskusjach brakuje jednego - Pana Boga. Tam nie ma mowy o tym, że mówimy o tajemnicy sacrum w życiu człowieka. Tam mówi się o elementach, które są zauważalne na zewnątrz. Tymczasem, kiedy mówimy o krzyżu, trzeba pamiętać, że w nim zawiera się bogactwo Ducha. Nie zapominajmy o tym, podejmując ten temat.
Z kolei jako historyk przypomnę, że w sejmie II RP - w którym parlamentarzystami byli duchowni innych religii oraz innych wyznań - krzyż wisiał i to nikomu nie przeszkadzało.

- Jest Ksiądz Biskup doktorem historii. Z tej racji od kilku lat bada akta IPN w odniesieniu do księży. Czy ta wiedza będzie pomagać, czy raczej przeszkadzać w pełnieniu posługi biskupiej?

Reklama

- Wiedza historyczna nigdy nie przeszkadza. Każdy przeczytany dokument pomaga lepiej zrozumieć, jak służby PRL oddziaływały na człowieka. Przyrost tej wiedzy prowadzi naukowca do wniosku, że nie ma prostych odpowiedzi i konieczne jest pełne poznanie. Gdybym chciał 2-3 lata temu wyciągnąć wnioski o postawie niektórych księży, to byłyby one mniej dojrzałe i mniej odpowiedzialne niż dzisiaj. To jest wniosek historyczno-naukowy. Natomiast kapłan widzi w tych dokumentach dramat i wielką tajemnicę człowieka, który wchodził w pewne sprawy i ponosi teraz tego konsekwencje.

- Jaką więc naukę wyciąga kapłan?

- Odpowiem nie wprost: W biuletynie IPN opisano historię funkcjonariuszy obserwujących ośrodek w Laskach. Zauważyli oni, że często przyjeżdża tam ten sam samochód. Po sprawdzeniu okazało się, że auto należy do płk Julii Brystygierowej, która pod koniec lat 40. XX wieku była główną animatorką działań wymierzonych przeciwko Kościołowi. Z innych przekazów wiemy, że kobieta ta miała kontakt z jedną z sióstr z Lasek i pod koniec życia nawróciła się. W tej historii jest więc odpowiedź, co zawsze powinien robić kapłan: zawalczyć o człowieka, tym bardziej, kiedy chodzi o jego życie wieczne.

- Pasję historyczną wyniósł Ksiądz Biskup z domu. A gdzie szukać początków kapłaństwa?

- Także w domu. Pochodzę z Duczek k. Wołomina. Razem z rodzicami i siostrą wspólnie chodziliśmy do tamtejszego kościoła. Bardzo wcześnie zostałem też ministrantem, a później lektorem. Potem na mojej drodze życia pojawiło się dwóch bardzo szczególnych kapłanów, którzy mnie zachwycili sobą i sprowokowali do pytania: może i ja zostanę księdzem?

- Kim byli ci kapłani?

- Pierwszym był ks. Jerzy Jędrzejewski, który obecnie pracuje w Kirgistanie, a wówczas był moim wikariuszem. Drugi kapłan to ks. Wiesław Kądziela, z którym w latach 80. miałem kontakt na kursie lektorskim.

Reklama

- Jak rodzice przyjęli decyzję młodego Marka Solarczyka, że pójdzie do seminarium?

- Pamiętam tę chwilę bardzo dokładnie. Mama nic nie powiedziała, a tata zapytał, czy na pewno dobrze się zastanowiłem. Powiedziałem, że tak.

- A jak teraz zareagował tata, gdy Ojciec Święty Benedykt XVI mianował jego syna biskupem?

- (śmiech) Żartując wypomniał mi, że go wcześniej nie uprzedziłem. A ja musiałem dochować tajemnicy i do momentu oficjalnego ogłoszenia nie mogłem nikomu nic powiedzieć.

- Tuż po ogłoszeniu nominacji podał Ksiądz Biskup swoje zawołanie „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Jest ono kontynuacją tekstu widniejącego na obrazku prymicyjnym Księdza...

- 19 lat temu starsi koledzy księża mówili mi: uważaj, co wybierzesz, bo naprawdę nie jest to przypadkowe. To będzie „szło” z tobą przez całe życie. Biorąc pod uwagę mojego patrona - św. Marka, byłem zdecydowany, że moje motto musi być zaczerpnięte z jego Ewangelii, a ten fragment był mi wówczas szczególnie bliski. Zachęcam zresztą wszystkich do przeczytania tego wersetu (Mk 9, 23) oraz jego interpretacji. Kryje się w tym wielkie bogactwo treści.

- A czy jest jakiś wzór biskupa, który chciałby Ksiądz naśladować?

Reklama

- Odwołam się do mojego jedynego spotkania z Prymasem Wyszyńskim. Miałem wówczas 13 lat. Trwała uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego w mojej rodzinnej parafii w Duczkach. Jako ministrant otrzymałem zadanie: przygotować kadzielnicę. Jednak w kociołku znajdował się nieodpowiedni węgiel i żarzył się bardzo powoli, aż w końcu wszystko zgasło. Kiedy podałem Prymasowi kadzielnicę, powiedział do mnie: „Cóż, chłopcze, nie udało ci się!”. Zapamiętałem to zdanie na całe życie. Potraktowałem je jako wskazanie, aby robić w życiu maksymalnie dużo. Tak, aby się udało!

- Na koniec zapytamy, czy jako biskup będzie Ksiądz miał czas na swoje pasje? Nie tylko historyczne, ale i jazdę na rowerze?

- (śmiech) Mam nadzieję!

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szkaplerz „kołem ratunkowym”

Szkaplerz to najpopularniejsza obok Różańca świętego forma pobożności maryjnej. Historia szkaplerza sięga góry Karmel w Ziemi Świętej, kiedy to duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili tam życie modlitewne. Było to w XII wieku. Z powodu prześladowań ze strony Saracenów bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel przenieśli się do Europy i dali początek zakonowi zwanemu karmelitańskim. W południowej Anglii w Cambridge mieszkał pewien bogobojny człowiek - Szymon Stock, generał zakonu, który dostrzegając grożące zakonowi niebezpieczeństwa, modlił się gorliwie i błagał Maryję, Najświętszą Dziewicę, o pomoc. Pewnej nocy, z 15 na 16 lipca 1251 r., ukazała mu się Najświętsza Panienka w otoczeniu aniołów. Szymon otrzymał od Maryi brązowy szkaplerz i usłyszał słowa: „Przyjmij, Synu najmilszy, szkaplerz Twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla Ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Od tamtej pory karmelici noszą szkaplerz, czyli dwa prostokątne skrawki wełnianego sukna z naszytymi wyobrażeniami Matki Bożej Szkaplerznej i Najświętszego Serca Pana Jezusa, połączone tasiemkami. Słowo „szkaplerz” pochodzi od łacińskiego słowa „scapulae” (plecy, barki) i oznacza szatę, która okrywa plecy i piersi. Papież Pius X w 1910 r. zezwolił na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym. Do wielkiej Rodziny Karmelitańskiej chcieli przynależeć wielcy tego świata - królowie, książęta, możnowładcy, ale i zwykli, prości ludzie. Dzięki papieżowi Janowi XXII - temu samemu, który wprowadził święto Trójcy Świętej i wyraził zgodę na koronację Władysława Łokietka - szkaplerz stał się powszechny. Papież miał objawienia. Matka Boża przyrzekła szczególne łaski noszącym pobożnie szkaplerz karmelitański. A Ojciec Święty ogłosił te łaski światu chrześcijańskiemu bullą „Sabbatina” z dnia 3 marca 1322 r. Bulla mówiła o tzw. przywileju sobotnim. Szczególne prawo do pomocy ze strony Maryi w życiu, śmierci i po śmierci mają ci, którzy noszą szkaplerz. Jest to niejako suknia Maryi, czyli znak i nieomylne zapewnienie macierzyńskiej opieki Matki Bożej. Kto nosi szkaplerz karmelitański, ten otrzymuje obietnicę, że dusza jego wkrótce po śmierci będzie wyzwolona z czyśćca. Stanie się to w pierwszą sobotę miesiąca po śmierci. Oczywiście, pod warunkiem, że ta osoba nosiła szkaplerz w należytym duchu i żyła prawdziwie po chrześcijańsku, zachowała czystość według stanu i modliła się modlitwą Kościoła. Jan Paweł II pisał do przełożonych generalnych Zakonu Braci NMP z Góry Karmel i Zakonu Braci Bosych NMP z Góry Karmel, że w znaku szkaplerza zawiera się sugestywna synteza maryjnej duchowości, która ożywia pobożność ludzi wierzących, pobudzając ich wrażliwość na pełną miłości obecność Maryi Panny Matki w ich życiu. „Szkaplerz w istocie jest «habitem» - podkreślał Ojciec Święty. - Ten, kto go przyjmuje, zostaje włączony lub stowarzyszony w mniej lub więcej ścisłym stopniu z zakonem Karmelu, poświęconym służbie Matki Najświętszej dla dobra całego Kościoła. Ten, kto przywdziewa szkaplerz, zostaje wprowadzony do ziemi Karmelu, aby «spożywać jej owoce i jej zasoby» (por. Jr 2, 7) oraz doświadczać słodkiej i macierzyńskiej obecności Maryi w codziennym trudzie, by wewnętrznie się przyoblekać w Jezusa Chrystusa i ukazywać Jego życie w samym sobie dla dobra Kościoła i całej ludzkości” (por. Formuła nałożenia szkaplerza). Papież Polak od wczesnych lat młodości nosił ten znak Maryi. I zawsze zaznaczał, jak ważny w jego życiu był czas, gdy uczęszczał do kościoła na Górce (Karmelitów) w Wadowicach. Szkaplerz przyjęty z rąk o. Sylwestra nosił do końca życia. (Szkaplerz św. Jana Pawła II znajduje się w klasztorze Karmelitów w Wadowicach.) W orędziu z okazji jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego pisał, że szkaplerz „staje się znakiem przymierza i wzajemnej komunii między Maryją i wiernymi, a w rezultacie konkretnym sposobem zrozumienia słów Jezusa na krzyżu do Jana, któremu powierzył swą Matkę i naszą duchową Matkę”. Matka Boża, kończąc swe objawienia w Lourdes i w Fatimie, ukazała się w szatach karmelitańskich jako Matka Boża Szkaplerzna. Wszystkie osoby noszące szkaplerz karmelitański mają udział w duchowych dobrach zakonu karmelitańskiego. Ten, kto go przyjmuje, zostaje na mocy jego przyjęcia związany mniej lub bardziej ściśle z zakonem karmelitańskim. Rodzinę Karmelu tworzą następujące kręgi osób: zakonnicy i zakonnice, Karmelitańskie Instytuty Życia Konsekrowanego, Świecki Zakon Karmelitów Bosych (dawniej zwany Trzecim Zakonem), Bractwa Szkaplerzne (erygowane), osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością w różnych formach zrzeszania się (wspólnoty lub grupy szkaplerzne) oraz osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością, ale bez żadnej formy zrzeszania się. Do obowiązków należących do Bractwa Szkaplerznego należy: przyjąć szkaplerz karmelitański z rąk kapłana; wpisać się do księgi Bractwa Szkaplerznego; w dzień i w nocy nosić na sobie szkaplerz; odmawiać codziennie modlitwę zaznaczoną w dniu przyjęcia do Bractwa; naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć. Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędowniczko Szkaplerza świętego! Matko Boga! Oto ja, Twoje dziecko, wznoszę do Ciebie błagalne ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja. Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, że Serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wieków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko utrapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz cierpienie, ulecz, uspokój mą zbolałą duszę, o Matko pełna litości! Ja wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. infułat Władysław Fidelus – świadek pontyfikatu św. Jana Pawła II

2026-07-16 09:30

[ TEMATY ]

śmierć kapłana

ks. infułat Władysław Fidelus

diecezja.bielsko.pl

W nocy z 15 na 16 lipca 2026 roku zmarł ks. infułat Władysław Fidelus, wieloletni proboszcz parafii konkatedralnej Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Żywcu. Miał 85 lat. Przez blisko pół wieku kierował jedną z najważniejszych parafii diecezji bielsko-żywieckiej, a jego życie i kapłańska droga były nierozerwalnie związane z osobą św. Jana Pawła II.

Ks. infułat Władysław Fidelus urodził się 26 maja 1941 roku w Zembrzycach koło Suchej Beskidzkiej. Ukończył Liceum Ogólnokształcące w Wadowicach - tę samą szkołę, do której uczęszczał Karol Wojtyła. Święcenia kapłańskie przyjął w Krakowie w 1965 roku. Pierwszą placówką duszpasterską była parafia w Trzebini Wodnej-Krystynowie. W 1968 roku został skierowany do parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Żywcu jako wikariusz i katecheta.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Reina: losu ludzkości nie wolno powierzyć algorytmom

2026-07-16 14:27

[ TEMATY ]

kard. Baldo Reina

los ludzkości

nie wolno

powierzyć

algorytmom

Vatican News

Kard. Baldo Reina

Kard. Baldo Reina

Połączenie sztucznej inteligencji z systemami nuklearnymi jest jednym z najpoważniejszych wyzwań naszych czasów - ostrzegł kard. Baldo Reina podczas prezentacji Deklaracji Rzymskiej na Kapitolu. Papieski wikariusz dla Rzymu podkreślił, że żadna maszyna, algorytm ani system autonomiczny nie mogą znaleźć się w centrum decyzji, od których zależy przetrwanie ludzkości.

Na trzy dni Castel Gandolfo stało się miejscem debaty laureatów Nagrody Nobla, ekspertów i przedstawicieli gigantów technologicznych na temat rozwoju sztucznej inteligencji oraz jej wpływu na kondycję człowieka. Ważnym punktem ostatniego dnia programu jest podpisanie Deklaracji Rzymskiej, której cel to promowanie wizji bezpieczeństwa międzynarodowego opartej na współpracy, godności człowieka i integralnym rozwoju.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję