Ktoś nazwał ich „wędrującą parafią”. Niektórzy, gdy ich widzą, ze zdumieniem kręcą głowami. Najmłodszym pielgrzymem była 2-tygodniowa Janina, która została ochrzczona podczas pielgrzymki, a wybór noclegów, tras i miejsc postojów do samego końca jest spontaniczny. W takim stylu 14 sierpnia dotarła na Jasną Górę 48. Pielgrzymka Młodzieży i Rodzin Różnych Dróg i Kultur, która pod różnymi nazwami od ponad czterech dekad co roku zmierza przed oblicze Matki Bożej Częstochowskiej.
Szpakowisko
Reklama
Magda pochodzi z Częstochowy. Pierwszy raz z pielgrzymką zetknęła się w wieku 13 lat. Dziś pielgrzymuje z własną rodziną, mężem Patrykiem i dwójką małych dzieci: Jagienką i młodszym Jeremiaszem. – Tak naprawdę to nie wiem, czy my wpadliśmy na „Szpakowisko” – bo tak potocznie nazywają nas od nazwiska nieformalnego duszpasterza pielgrzymki i jej inicjatora ks. Andrzeja Szpaka – czy ono wpadło na nas – mówi Magda o początkach swojego pielgrzymowania z grupą. – Gdy byłam nastolatką, pojechałam z rodzinką do zaprzyjaźnionego z nami o. Jarosza, który po przeniesieniu z Jasnej Góry przebywał od kilku dni we Włodawie. To właśnie tamtędy przechodziła pielgrzymka, do której rodzice znający ks. Szpaka dołączyli i spontanicznie, dojeżdżając do grupy, wędrowali z nią przez 2 dni. Tak im się to spodobało, że w kolejnym roku całą rodziną wyruszyliśmy do Częstochowy z Wejherowa – wspomina Magda i z dumą przyznaje, że „przyszłego męża również udało się jej zachęcić do pielgrzymowania”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Kiedy na trasie wchodzimy do kościołów, wiosek, to wszyscy na początku są jakby trochę na dystans – zauważa Bąbel z Wrocławia, który pierwszy raz na trasę pielgrzymki wyruszył w 1980 r. – A później są zaskoczeni, jakie to żywe towarzystwo jest u nas, jak dyskutuje, jak czasami się kłóci, a nawet mówi głupoty..., ale jest u nas na pewno życie, energia i tu ludzie doświadczają przemian – opowiada Bąbel, który chce zachować swoje imię dla siebie.
Akceptacja
Reklama
– Jest u nas wiele osób związanych ze sztuką. Są to ludzie bardziej wrażliwi niż większość społeczeństwa. Czujący więcej. Często niezgadzający się ze światem opartym na funkcjonujących systemach – zaznacza Edyta Kasperkiewicz z Białegostoku, organizator pielgrzymki. – To wyjątkowi ludzie, a wychowały się u nas już pokolenia – dodaje. Podczas pielgrzymowania uczestnicy stawiają na relacje i doceniają, że mimo odmienności mogą liczyć w grupie na akceptację. – Mogę w pełni korzystać z tego czasu, poznawać religię, bo są adoracje, Msze św., jest to więc chyba jedyna taka pielgrzymka, w której mogę pójść, a jednocześnie nie zmieniać siebie – zauważa Ania, studentka psychologii, deklarująca się jako niewierząca. – U nas znajdzie się miejsce dla każdego poszukującego czegoś więcej, dla osób z innych kręgów kulturowych. Zawsze mamy otwartą przestrzeń do dyskusji. Jestem przekonana, że jeżeli ktoś doświadczy u nas miłości, akceptacji, dostrzeże w nas autentyczność i znajdzie kogoś, kto go wysłucha, to zawsze jest szansa, że go to dalej pociągnie – zauważa Edyta Kasperkiewicz. I z dumą przyznaje: – Przyniosło to rzeczywiście wspaniałe owoce, bo mamy wielu pielgrzymów, którzy dziś tworzą wielkie rzeczy dla Kościoła.
Festiwal osobowości
Czasem sami uczestnicy pielgrzymki mówią o sobie: „festiwal osobowości”. – Wiesz, bo to jest tak, że gdy jeden idzie asfaltem, to drugi chciałby iść leśną ścieżką. Ktoś narzeka, że drugi dzień z rzędu jest pomidorowa, a ktoś inny w tym czasie chciałby pić colę – mówi Ania z Torunia. Również br. Benedykt Maciej Stolarski, franciszkanin, nowy opiekun grupy, zauważa, że pielgrzymka od wielu lat przyciąga ludzi z różnych środowisk i o różnych światopoglądach, którzy wspólnie udowadniają, że to, co nas łączy, jest nieskończenie razy ważniejsze, niż to, co nas dzieli. – Naszą ideą jest przejście wspólnej drogi, doświadczenie tego, jak silne są wzajemna miłość oraz doświadczenie wiary i obecności Boga – wyjaśnia. Asia Mieszkowicz z Krakowa przyznaje, że trudno jej zliczyć, ile razy była już z grupą „różnych dróg i kultur” na pielgrzymce. – Nasty na pewno – mówi. – Czasami pielgrzymują z nami zwierzęta. W tym roku były psy, parę lat temu koza – wspomina Asia. Specyfiką pielgrzymki jest brak „twardego” regulaminu i przymusu. Długie modlitwy i rozmowy w drodze oraz kilkugodzinne Msze św. z dialogowanymi homiliami tworzą swoisty ewenement modlitewno-wędrowny, o który dbał ks. Szpak. – Są u nas osoby, które po latach oddalenia wracały do Kościoła, bo odnalazły tu swoje miejsce i zobaczyły w swoim życiu Boga. Mamy od tego kapłanów, którzy czuwają nad nami – można usłyszeć od pielgrzymów.
* * *
Pomysł pielgrzymki, nazwanej później Pielgrzymką Młodzieży i Rodzin Różnych Dróg i Kultur, zrodził się w 1978 r. na zlocie hipisów w Częstochowie, w którym brał udział ks. Andrzej Szpak (1944 – 2017) – nieformalny duszpasterz ruchu. Był salezjaninem. Jako młody duszpasterz posługujący we Wrocławiu spotykał się z hipisami w squatach, na dworcach, w kawiarniach i na ulicach, jeździł też na zloty całego środowiska. W 1979 r. ks. Szpak poprowadził hipisów na Jasną Górę w ramach Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej. A od 1982 r. grupa ta stała się oddzielną pielgrzymką, która każdego roku zaczyna pielgrzymowanie z innego miejsca. Po śmierci ks. Szpaka wędrówką opiekuje się br. Cordian Szwarc, franciszkanin.
