Reklama

Historia

Poznański krzyk wolności

W dziejach narodów są chwile, gdy milczenie staje się niemożliwe, bo ludzie, którzy przez lata znoszą niesprawiedliwość, poniżenie i kłamstwo, z nadzieją wyczekują dnia, w którym strach przegra z godnością.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Takim dniem dla Polaków był 28 czerwca 1956 r. w Poznaniu. Wtedy rozległo się wołanie robotników, że mają prawo nie tylko do sprawiedliwego życia, ale także do wolności.

Po śmierci demona

Reklama

Rok 1956 był szczególny. Trzy lata wcześniej zmarł jeden z największych zbrodniarzy wszech czasów – Józef Stalin i w całym imperium sowieckim zaczynały się pojawiać pierwsze pęknięcia. W lutym 1956 r. podczas XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego Nikita Chruszczow wygłosił słynny referat O kulcie jednostki i jego następstwach, w którym potępił część zbrodni dokonanych w czasie terroru stalinowskiej nocy. Wielu ludzi uwierzyło, że nadejdzie liberalizacja systemu, choć wnikliwi analitycy – tacy jak Józef Mackiewicz – wskazywali, że komunizmu zliberalizować się nie da, bo jest to system z gruntu zbrodniczy, a zatem można stworzyć tylko złudne pozory jego reformowania. Codzienność życia Polaków w tym czasie pozostawała niezmienna: PRL był od ponad dekady sowiecką kolonią, a najważniejsze decyzje podejmowano nie w Warszawie, lecz na Kremlu. O zmianę tego stanu rzeczy walczyły oddziały Żołnierzy Wyklętych, ale niestety, wobec imperium zła siła powstania antykomunistycznego słabła z miesiąca na miesiąc. Gospodarka znajdowała się w fatalnym stanie. Władze forsowały rozwój przemysłu ciężkiego kosztem poziomu życia obywateli, brakowało mieszkań, żywności i podstawowych artykułów codziennego użytku. Szczególnie trudna była sytuacja robotników. Paradoks polegał na tym, że – według marksistowskiej ideologii – mieli oni być „klasą decydującą”, a w praktyce stawali się grupą wyzyskiwaną przez komunistyczne państwo. Najważniejszym źródłem niezadowolenia były warunki ekonomiczne. Robotnicy Zakładów Przemysłu Metalowego w Poznaniu, które nadal nosiły imię Stalina, od jesieni 1955 r. protestowali przeciwko niesprawiedliwemu systemowi wynagrodzeń, a szczególnie przeciw podwyższaniu norm produkcyjnych, zwiększaniu podatków i potrąceń z pensji. „Pracowaliśmy ciężko, a pieniędzy starczało coraz mniej. Czuliśmy, że jesteśmy zwyczajnie okradani” – wspominał Wincenty Ambroziak. Delegacje robotnicze wielokrotnie jeździły do Warszawy, próbując rozwiązać problemy drogą rozmów. Spotkania kończyły się obietnicami, których nigdy nie zrealizowano. Narastało więc poczucie oszustwa, a ludzie, którzy uwierzyli w marksistowski „raj na ziemi”, coraz częściej zadawali pytania o sens systemu, który obiecywał sprawiedliwość, a przynosił permanentną biedę. Kroplą, która przepełniła czarę goryczy, były negocjacje prowadzone w czerwcu 1956 r. w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego. Komunistyczny szef resortu Roman Fidelski podczas spotkań w Warszawie godził się przyjąć postulaty delegatów, którzy przybyli z Poznania, po czym po kilku dniach, po konsultacjach z Biurem Politycznym PZPR, wycofał się ze wszystkich ustaleń. Robotnicy powiedzieli: „dość”!

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Od strajku do powstania

Rankiem 28 czerwca 1956 r. zawyły syreny fabryczne Poznania. Zaczął się strajk i wielotysięczny tłum robotników wyszedł na ulice miasta. Skala protestu wprawiła komunistów w osłupienie: pod siedzibą Miejskiej Rady Narodowej i siedzibą komitetu wojewódzkiego partii zgromadziło się przed południem prawie 100 tys. ludzi. Przerażenie władz budził jeszcze jeden fakt. Protest, którego źródłem były postulaty ekonomiczne, przekształcał się bardzo szybko w protest polityczny i wolnościowy, a że w Poznaniu trwały akurat Międzynarodowe Targi Poznańskie, wiadomo było, że nie uda się go utrzymać w tajemnicy przed światem. Nastroje protestujących dobrze ilustrują treści transparentów niesionych przez robotników oraz skandowane przez nich hasła. Początkowo dominowały okrzyki: „Żądamy chleba”, „Żądamy uczciwych płac”, „Precz z normami”, „Jesteśmy głodni”. Stopniowo wypierały je hasła niepodległościowe: „Precz z czerwoną burżuazją”, „My chcemy wolności”, „Precz z bolszewizmem”, „Precz z komunistami”, „Precz z Moskalami”, „Precz z Ruskimi – żądamy wolnej Polski”. Ulice wypełniło morze biało-czerwonych flag, niemalże jak w grudniu 1918 r., gdy Poznań witał Ignacego Jana Paderewskiego, co stało się początkiem powstania wielkopolskiego. I tak jak wtedy śpiewano Rotę, zaktualizowano jednak jej treść i wprowadzono słowa: „aż się rozpadnie w proch i w pył sowiecka zawierucha”. Rocie towarzyszyły pieśni kościelne: My chcemy Boga i Boże, coś Polskę w wersji: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Jak wspominała Stanisława Sobańska: „Ludzie szli spokojnie. Nie było agresji. Była nadzieja, że ktoś nas wreszcie wysłucha”. Funkcjonariusze systemu totalitarnego mieli jednak jedną zasadę: nie potrafili i nie chcieli rozmawiać z obywatelami. W pewnym momencie tłum skierował się pod budynek Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Kochanowskiego, w którego murach przesłuchiwano, torturowano i więziono polskich patriotów. Wtedy komuniści otworzyli do demonstrantów ogień. Padli pierwsi zabici i ranni. Robotnicy nie mieli wyboru – zaczęli zdobywać broń z posterunków milicji i magazynów wojskowych. Poznań zamienił się w pole walki, a strajk i manifestacja przekształcały się w zbrojne powstanie. Rozbito komunistyczne więzienie i uwolniono prawie 250 patriotów, zajęto siedzibę prokuratury i sądu, na ulicach pojawiły się barykady, zaczęła się naprędce produkcja koktajli Mołotowa, czyli butelek z benzyną.

Obudzony naród

Decyzją ministra obrony narodowej Konstantego Rokossowskiego, z którego powszechnie szydzono, że „pełni obowiązki Polaka”, bo w istocie jest sowieckim marszałkiem, do pacyfikacji robotniczego buntu użyto aż czterech dywizji wojska, w tym dwóch dywizji pancernych wyposażonych w prawie 400 czołgów. Wołanie o wolność komuniści postanowili utopić we krwi. Nie szczędzono nawet kobiet i dzieci. Do rangi symbolu urosła śmierć 13-letniego ucznia Romka Strzałkowskiego, który najpierw niósł transparent z napisem: „Chcemy religii w szkole”, a potem pod siedzibą bezpieki podniósł z ziemi biało-czerwony sztandar, który upuściła postrzelona z broni maszynowej w obie nogi tramwajarka Helena Przybyłek. Został trafiony kulą prosto w serce. Wobec dysproporcji sił pod wieczór powstanie poznańskie zakończyło się klęską. Zginęło w nim 58 robotników, a prawie pół tysiąca odniosło ciężkie rany. Nazajutrz rozpoczęły się nagonka propagandowa i represje wobec tych, którzy ocaleli. Premier Józef Cyrankiewicz w przemówieniu radiowym grzmiał: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie!”. Rozpoczęły się więc masowe aresztowania, brutalne przesłuchania, procesy pokazowe, podczas których starano się wymusić zeznania potwierdzające tezę o „imperialistycznym spisku”. Komunistyczna władza potrzebowała winnych i dowodów na to, że protest nie był autentycznym buntem społecznym. Prasa próbowała przedstawić powstanie poznańskie jako „wypadki sprowokowane przez agentów imperializmu”. W tej zakłamanej poetyce utrzymane były tytuły artykułów w reżimowych mediach: Krew i dolary – pisano w Trybunie Ludu, Macki szpiegowskie wywiadu amerykańskiego sięgają do Poznania – sekundowała Gazeta Poznańska. Polacy nie przyjmowali tych kłamstw. Na murach wielu miast pojawiły się napisy czczące robotników Poznania, a powszechny szacunek dla ich zrywu przybierał nawet bardzo specyficzne formy: jak napisali w swych raportach informatorzy bezpieki, popularne papierosy „poznańskie” Polacy zaczęli nazywać powszechnie „bohaterskimi”. Poznański Czerwiec stał się pierwszym wielkim wyłomem w murze komunizmu. Pokazał, że mimo gasnącego oporu zbrojnego prowadzonego od 1945 r. przez oddziały leśne społeczeństwo nie zostało złamane. Poznań pokazał, że naród nadal żyje i że istnieją wartości ważniejsze niż strach. Bo na ulicach Poznania nie walczono jedynie o wyższe płace. Walczono o prawo do prawdy, o prawo do szacunku, o niepodległą Polskę.

Autor jest historykiem, doradcą Prezydenta RP, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2026-06-23 14:23

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Społecznik w sutannie

Niedziela Plus 7/2024, str. II

[ TEMATY ]

Poznań

Archiwum SP w Stęszewie

Portret ks. Wawrzyńca Chybickiego

Portret ks.
Wawrzyńca
Chybickiego

Silna osobowość ks. Wawrzyńca Chybickiego sprawiła, że ten gorliwy obrońca mowy polskiej przed germanizacją nie tylko zainicjował budowę polskiej szkoły w Stęszewie, ale też wytrwale pracował na rzecz lokalnej społeczności.

Trudne czasy potrzebują wielkich jednostek. Można zatem powiedzieć, że wszelkie zawirowania dziejowe są podatnym gruntem dla kreowania wybitnych postaci – kluczowych w pokonywaniu nadarzających się kryzysów. Silna osobowość konkretnego lidera jest w stanie porwać do działania całe narody i społeczeństwa.
CZYTAJ DALEJ

15 sierpnia przestanie być świętem kościelnym? Do Sejmu trafiła kontrowersyjna petycja

2026-10-03 16:30

[ TEMATY ]

petycja

Adobe Stock

Do Sejmu wpłynęła kontrowersyjna petycja dotycząca zmiany ustawy o dniach wolnych od pracy. Jej autor proponuje, aby 15 sierpnia pozostawał dniem wolnym, ale już nie z racji uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, lecz jako Święto Wojska Polskiego. Zmiana nie oznaczałaby zniesienia kościelnej uroczystości, a wprowadzenie świeckiej podstawy prawnej dnia wolnego - informuje o tym radio RMF FM.

15 sierpnia w Kościele katolickim obchodzona jest uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Tego samego dnia przypada także Święto Wojska Polskiego, związane z rocznicą Bitwy Warszawskiej 1920 r.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo Krzysztofa Antkowiaka: Duch Święty zabrał mi hazard i alkohol

2026-10-05 10:18

[ TEMATY ]

świadectwo

Rokitno

Pielgrzymka Żywego Różańca

Krzysztof Antkowiak

Karolina Krasowska

Muzyk znany z utworu "Zakazany owoc" opowiedział jak wyglądała jego droga do udziału w Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a także podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia

Muzyk znany z utworu Zakazany owoc opowiedział jak wyglądała jego droga do udziału w Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a także podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia

Piosenkarz Krzysztof Antkowiak był gościem specjalnym tegorocznej Pielgrzymki Żywego Różańca i Apostolatu Margaretka do Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Artysta dał koncert i podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia.

Muzyk znany z utworu "Zakazany owoc" opowiedział jak wyglądała jego droga do udziału w Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a także podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia. Piosenkarz przyznał, że choć w przeszłości odniósł muzyczny sukces, to jednak z tego powodu spotkał się z zazdrością ze strony rówieśników. Opowiedział również o swoich uzależnieniach od alkoholu i hazardu, które doprowadziły go do ogromnej depresji aż po chęć odebrania sobie życia. W tej dramatycznej sytuacji podjął modlitwę i zwrócił się do Pana Boga. - Przede wszystkim błagałem Go o pomoc. Powiedziałem Mu, że już sobie nie radzę. Powiedziałem "Jeżeli jesteś to mi pomóż" – mówił artysta. Nazajutrz obudził się w zupełnie nowej perspektywie, ze spokojem w duchu. - Od tamtego czasu Duch Święty zabrał mi hazard, zabrał mi alkohol. Dzięki Bogu od tamtego czasu jestem czysty. Dziś codziennie muszę dbać o tą relację. Są lepsze i gorsze momenty w relacji z Panem Bogiem, ale życie jest zupełnie inne – wyznał muzyk, który wykonał m.in. słynny utwór "Litania".
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję