Zaczęło się od Krzysztofa Załuskiego. To on 3 lata temu poznał przez internet Edhirumę z Ugandy.
Co zrobiłby Jezus?
Często wieczorami rozmawiali o wierze, o Jezusie. – Trwało to kilka dni. Potem Edhiruma opowiedział mi, że opiekuje się dziećmi, które zostały porzucone przez rodziców. Wieczorne rozmowy trwały po kilka godzin, a ja się zastanawiałem, jak mogę mu pomóc. Wysyłanie pieniedzy to trochę jak dawanie ryby zamiast wędki, ale wciąż nasuwało się pytanie: co zrobiłby Jezus? – opowiada Załuski, który prowadzi firmę wykonującą kompleksowe remonty i wykończenia wnętrz. – Przypomniałem sobie o Samarytaninie... Przychodziły mi jednak do głowy myśli o tym, że może to być zwykłe oszustwo, a ja daję się manipulować. Zacząłem to sprawdzać w rozmowach przez różne pytania. W tym wszystkim była też modlitwa, bo tylko Bóg znał prawdę – dodaje. Krzysiek robił w tym czasie ze znajomymi charytatywnie remont mieszkania dla pewnego małżeństwa, które było w wielkiej potrzebie. Wśród jego znajomych był Piotr Pieniążek, wspaniały człowiek o wielkim sercu, którego znał z jednej ze wspólnot katolickich. – Podzieliłem się z nim opowieścią o głodujących dzieciach z Ugandy i warunkach, w jakich żyją. Piotr stał się moim pierwszym doradcą, mentorem i wspólnikiem w sprawach dotyczących Ugandy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Bóg zaczął to prowadzić
Reklama
Edhiruma chciał stworzyć lepsze miejsce dla dzieci, którymi się opiekuje. Miał od nich bowiem więcej szczęścia w życiu. Teraz chce się odwdzięczyć za to, jaki los go spotkał. – Jako jedyny z wioski uzyskał wykształcenie, został nauczycielem. Nawrócił się na chrześcijaństwo, dziś jest osobą głęboko wierzącą. Jego serce zaczęło bić jakoś bardziej wrażliwie, dlatego zaczął się opiekować tymi dziećmi. Najpierw było dwoje, później ich przybywało, a w tej chwili jest ich prawie sześćdziesięcioro – wyjaśnia Piotr Pieniążek, przedsiębiorca, elektryk. – Zazwyczaj są to dzieci osierocone przez chorobę AIDS, która jest bardzo powszechna w Ugandzie. W kraju panuje bardzo głębokie ubóstwo. Niektórych nie stać, żeby wykarmić dziecko, i czasami te dzieci są po prostu porzucane. I właśnie tymi dziećmi Edi zaczął się zajmować, dzieląc się z Krzysiem pragnieniem stworzenia im lepszych warunków i domu. Przy jednym z remontów charytatywnych, które razem prowadziliśmy, Krzysiu opisał mi sytuację – opowiada Pieniążek. Jak mówi, początkowo podeszli do sprawy z dystansem, wspierając Edhirumę drobnymi kwotami na jedzenie i leki. Mężczyźni brali pod uwagę, że to może być oszustwo, jednak, jak mówi Piotr, we wszystko włączył się Bóg i zaczął to prowadzić.
Nie wierzę w przypadki
Reklama
– Trudno było zaufać, mijały dni. Nagle po kilku latach milczenia odezwał się do mnie dawny znajomy – Norbert. Po tym, co się stało, nie wierzę w przypadki. Okazało się, że ma dwie żony i mieszka teraz w Ugandzie. Nie wiem, co bardziej mnie zszokowało – czy to, że ma dwie żony, czy to, że mieszka kilkadziesiąt kilometrów od Edhirumy, którego opowieści o porzuconych dzieciach tak bardzo chciałem sprawdzić. Wysłaliśmy Norberta na miejsce, gdzie przebywały dzieci z ich opiekunem. Z jego relacji wynikało, że wszystko wygląda tak, jak opisywał Edhiruma – opowiada Załuski. – Norbert, kóry był na miejscu ze swoim przyjacielem Ugandyjczykiem, nakręcił nam filmiki. Jego przyjaciel przechadzał się dookoła, pytał sąsiadów, czy rzeczywiście dzieci są tam codziennie, czy nie zostały przywiezione na pokaz. Okazało się, że wszystko jest prawdą. Dzieci żyją i śpią w fatalnych warunkach, z jedzeniem bywa różnie. Mając dowód, zaczęliśmy działać z większą motywacją – dodaje Pieniążek. Powstała ekipa. Piotr zaprosił do niej Przemysława Deptę, który ma głowę do interesów i jak się później okazało – oprócz biznesowej smykałki ma też szlachetne serce, a ten z kolei – Marka Mazura, udziałowca w Lechii Zielona Góra. Do teamu dołączyła Edyta Ożóg z Falubazu oraz Małgorzata Śliwińska ze wspólnoty Oikos Berit przy Parafii św. Stanisława Kostki. Jak się później okazało, Norbert siedział w szkole w jednej ławce z Przemysławem Deptą. Czy to kolejny zbieg okoliczności?
Uganda Party
Reklama
Powoli zaczęli realizować marzenie. Założyli zbiórkę, powstał profil na FB, żeby informować na bieżąco tych, którzy byli zainteresowani pomocą. Powstała fundacja – PEK helping hands foundation Uganda & Polska. Ci, którzy mieli większe możliwości finansowe, zostali głównymi sponsorami, byli też inni. Były także pierwsze konkretne efekty – 10 czerwca 2023 r. Edhiruma zakupił 1,5 akra ziemi. – Spotykaliśmy się co jakiś czas, próbując wykrzesać pomysły na zdobycie kolejnych pieniędzy: zbieranie do puszek podczas meczów Lechii, żużla Falubazu, ale i po domach, po znajomych czy we wspólnotach. Pamiętam, że jeździłem często do Otynia, gdzie posługiwałem muzycznie w zespole Syjon i gdzie także znalazły się otwarte serca. Były wzloty, ale i momenty posuchy i rezygnacji – wspomina Załuski. – W końcu Piotrek Pieniążek, ponieważ długo działał w branży rozrywkowej jako wodzirej, DJ i dusza towarzystwa, wymyślił koncert charytatywny połączony z zabawą i aukcjami. Tak powstała „Uganda Party” w zielonogórskim Kawonie, na którą zaproszonych było wielu lokalnych artystów, muzyków, kabareciarzy. Impreza odbyła się rok temu – z ogromnym sukcesem mimo trudności. Dzień później zadzwonił właściciel jednej z sieci stacji benzynowych, przeprosił, że nie mógł być na imprezie, ale chętnie wpłaci 19 tys. zł. To były dla mnie wielkie zaskoczenie, radość i modlitwa wdzięczności – dodaje Krzysztof. Po kupnie ziemi rozpoczęli budowę studni, by zyskać wodę zdatną do picia. A potem zaczęły się pojawiać fundamenty, mury sierocińca, dach i toaleta. Z ostatniej zbiórki zakupili łóżka i materace.
Chwila spotkania z dziećmi
Krzysztof Załuski nie kryje zdumienia, że w tak krótkim czasie udało się zrealizować to przedsięwzięcie. Całość wyniosła ich 40 820 USD. – To istne szaleństwo! Zaczęliśmy budowę domu dla dzieci, o które upomniał się Pan Bóg. Jestem pełen podziwu dla Edhirumy, który angażował się mimo swojego kalectwa (od dzieciństwa ma chorą nogę) tak bardzo, że chociaż pracował w szkole jako nauczyciel, doglądał dzieci w ich dotychczasowym miejscu pobytu. I choć nie miał własnego środka transportu prócz starego roweru – dał radę nadzorować i wybudować ten dom. Jestem zdumiony! Trwało to ok. 2 lat. Pod koniec stycznia ekipa wróciła z symbolicznego przekazania domu dzieciom – mówi Krzysztof Załuski. Na miejscu zobaczyli piękny, nowy budynek. A co ważniejsze – niesamowitą radość, szczerość dzieci i ich nauczyciela. Przemek Depta i Piotr Pieniążek zamontowali im jeszcze panel fotowoltaiczny, a inni pomagali w pracach tynkarskich przy toaletach. – Chwila spotkania z dziećmi to był dla nas miks emocji – niesamowite wzruszenie i olbrzymia radość! Napisałem nawet utwór o tym momencie jako pamiątkę z tej wyprawy – przyznaje Pieniążek i dodaje, że w tej chwili na miejscu przebywa pięćdziesięcioro ośmioro dzieci.
„Uczniowie – misjonarze”
Reklama
Dlaczego to robią? – Każdy z nas ma pewnie inny powód i trudno odpowiadać za kogoś innego. Jest taka piosenka: „Wydobył mnie z dołu zagłady, wydobył mnie z kałuży błota, a stopy me postawił na skale i umocnił moje kroki” – dlatego. Uczę się kochać, choć w codzienności, w relacjach z ludźmi tu, blisko, nie jest to proste. Uczę się mimo niemłodego już wieku. Hasło programu duszpasterskiego na ten rok to „Uczniowie – misjonarze”. Nie ja to wymyśliłem, ale Ktoś ten puzelek włożył w odpowiednie miejsce i czas. Pewnie też trochę dla satysfakcji – po prostu lubię pomagać, choć nie zawsze potrafię. Boża Miłość jest tu kluczową odpowiedzią, chcę być kochany, chcę kochać i wiem, że Bóg mnie kocha – wyznaje Krzysztof Załuski. – Całe dobro, jakie z nas wychodzi i jakie możemy dać, nasza wrażliwość serca na biedę innych pochodzą od Boga. To jest nasze źródło. Nie wyobrażam sobie mojego pobytu na ziemi bez wiary i bez rozwoju duchowego w miłości rozumianej szeroko: jako cierpliwości, łagodności, serdeczności, wrażliwości na drugiego człowieka, służby drugiemu człowiekowi. Źródłem tak pojmowanej miłości jest Bóg – podkreśla Piotr Pieniążek, dla którego inspiracją w tej materii jest książka polskiej mistyczki Alicji Lenczewskiej Słowo pouczenia.
Chcielibyśmy ich usamodzielnić
Dzieło wciąż się rozrasta, dołączają nowe osoby. Gdy pytam o plany na przyszłość, panowie odpowiadają, że przed nimi „Uganda Party2”. – Chcemy to zrobić jeszcze raz, teraz z trochę większym rozmachem. Mając zdjęcia i filmy już chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, że to się dzieje naprawdę – zauważa Piotr Pieniążek. – Chcemy dozbierać na kuchnię, wiatę z daszkiem, sadzonki, nasiona, ogrodzenie, zwierzęta, kury itp. Chcielibyśmy ich usamodzielnić. W dalszych etapach rozwoju liczymy na Edhirumę, że jako nauczyciel przysposobi ich do życia i samodzielności – podsumowuje Krzysztof Załuski.
Więcej o przedsięwizięciu na: https: //www.facebook.com/share/1DiX5uD9Lq/
