Przed laty było czymś normalnym, że w szkołach publicznych przed rozpoczęciem lekcji odmawiano modlitwę, a np. pastorzy (Ameryka jest w przeważającej większości protestancka) zapraszali do kościołów polityków, popierali jednego czy drugiego i jednocześnie wzywali do tego samego wiernych. Zasada separacji religii od państwa niby jest, ale rzeczywistość idzie swoją drogą. Radykalna lewica, często zwana progresywistami lub neomarksistami, poczyniła spore postępy, ale jeszcze nie na tyle, aby Stany Zjednoczone przestały być krajem do końca chrześcijańskim. Na lepsze zmienia się pod rządami obecnego prezydenta. Trump bowiem twardo stanął na drodze właśnie lewicy. Był pierwszym urzędującym prezydentem, który przed laty wziął udział w Marszu dla życia – corocznym wydarzeniu organizowanym w Waszyngtonie z udziałem działaczy pro-life. W styczniu 2025 r., tuż po objęciu prezydentury, wydał rozporządzenie wykonawcze mające na celu położenie kresu wykorzystywaniu pieniędzy federalnych do finansowania lub promowania aborcji. Na tym jednak nie koniec.
Modlitwa w szkołach
Reklama
Na początku września amerykański prezydent pochwalił powrót swojej administracji do wspierania ludzi wiary, modlitwy i „jednego narodu pod Bogiem”; szczegółowo opisał działania, które podjęła lub podejmie jego administracja na rzecz wolności religijnej i polityki kulturowej. – Ameryka zawsze była narodem, który wierzy w moc modlitwy, i nigdy nie będziemy przepraszać za naszą wiarę, nigdy – oświadczył w przemówieniu wygłoszonym w Muzeum Biblii w Waszyngtonie na posiedzeniu Prezydenckiej Komisji ds. Wolności Religijnej. – Nigdy nie zrezygnujemy z naszych praw nadanych nam przez Boga. Będziemy bronić naszych wolności, naszych wartości, naszej suwerenności. Dzięki pomocy wspaniałych wspólnot religijnych w całym kraju sprawimy, że ten wiek będzie prawdziwie złotym wiekiem Ameryki.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Nie we wszystkich szkołach, w zależności od decyzji lokalnych władz, praktykuje się modlitwę. W związku z tym prezydent ogłosił, że jego administracja wyda rozporządzenia mające na celu zapewnienie „całkowitej ochrony” modlitwy w szkołach publicznych. – Departament Edukacji wkrótce wyda nowe wytyczne chroniące modlitwę w naszych szkołach publicznych, i to całkowitą ochronę – oznajmił. – Przez większość historii naszego kraju Biblia znajdowała się w każdej klasie, jednak w wielu szkołach dzisiaj uczniowie są indoktrynowani antyreligijną propagandą, a niektórzy są karani za swoje przekonania religijne. I to bardzo, bardzo surowo. To absurdalne – przyznał i dodał z przekonaniem: – Kiedy wiara słabnie, wydaje się, że nasz kraj słabnie. Kiedy wiara się wzmacnia, jak ma to miejsce teraz, przeżywamy bardzo dobry okres po kilku trudnych latach, w naszym kraju dzieją się dobre rzeczy. To niesamowite, jak to działa.
Dekady sporów
Reklama
Modlitwa w szkołach jest jedną z najbardziej „kontrowersyjnych” kwestii w amerykańskim życiu publicznym od grubo ponad pół wieku. Na początku lat 60. ubiegłego wieku Sąd Najwyższy wydał przełomowe orzeczenia, w których zakazano sponsorowanych przez państwo praktyk religijnych w szkołach. W 1962 r. Sąd Najwyższy unieważnił praktykę zachęcającą uczniów do odmawiania modlitwy, w 1963 r. z kolei unieważnił obowiązkowe czytanie Biblii. Orzeczenia te spowodowały, że szkoły publiczne, jako instytucje częściowo finansowane przez władze federalne, nie mogą organizować ani popierać praktyk religijnych, nawet jeśli udział w nich jest dobrowolny.
We wspomnianych orzeczeniach nie zakazano całkowicie praktyk religijnych w szkołach – uczniowie zachowali prawo do modlitwy indywidualnej lub grupowej – ale zdecydowanie ograniczono rolę nauczycieli, administratorów i organizatorów wydarzeń szkolnych w promowaniu modlitwy. Przez dziesięciolecia Sąd Najwyższy umacniał te granice, zakazując modlitw prowadzonych przez duchownych podczas uroczystości ukończenia szkoły i modlitw prowadzonych przez uczniów podczas meczów futbolowych.
Kwestie te na przestrzeni lat stały się przedmiotem sporów politycznych i ideologicznych. Ronald Reagan w latach 80. ubiegłego wieku poparł poprawkę do konstytucji zezwalającą na dobrowolną modlitwę w szkołach, jednak nie zyskała ona poparcia w Kongresie. Zarówno George H.W. Bush, jak i George W. Bush odwoływali się do tej sprawy w swoich apelach do konserwatystów religijnych. Na początku 2003 r. administracja młodszego z Bushów wydała wytyczne wyjaśniające, że uczniowie mają konstytucyjne prawo do modlitwy w szkole, o ile nie jest ona uciążliwa ani sponsorowana przez szkołę.
Reklama
Administracja Baracka Obamy z kolei w dużej mierze pozostawiła te ramy nienaruszone, podkreślając równowagę między ochroną prywatnej ekspresji religijnej a zapobieganiem jej wspierania przez rząd. Spory dotyczące modlitwy podczas uroczystości ukończenia szkoły, imprez szkolnych i zajęć pozalekcyjnych nadal jednak podsycały pozwy sądowe i spory legislacyjne.
To wydarzenie przygotowało grunt pod plan Trumpa, aby wydać nowe wytyczne, w których podkreśli się prawo uczniów do modlitwy i wyrażania swojej wiary w szkołach publicznych.
Powrót do normalności
Obecna administracja zrobiła już wiele, aby do życia Amerykanów powróciły – jak to nazywa sam Trump – normalność oraz zdrowy rozsądek. Prezydent na samym początku urzędowania podpisał rozporządzenie o ograniczeniu federalnego finansowania szkół, „które promują obłęd osób transpłciowych”, poparł zakazy „chemicznych i chirurgicznych interwencji” wobec nieletnich oraz ustanowił „oficjalną politykę”, zgodnie z którą „istnieją tylko dwie płcie: męska i żeńska”. W Departamencie Sprawiedliwości powołano też specjalny zespół zadaniowy, którego celem jest „wyeliminowanie uprzedzeń antychrześcijańskich”. Następnie administracja federalna wszczęła „szeroko zakrojone dochodzenia w sprawie praw obywatelskich” na ponad sześćdziesięciu uczelniach i na kampusach uniwersyteckich w związku z obawami dotyczącymi wolności słowa i wyznania i zagroziła – co następnie wcieliła w życie – milionowymi karami.
Reklama
Wprowadzono także, jak to nazwał Trump, „ogromną ulgę podatkową na stypendia na wybór szkoły”, dzięki której rodzice mogą posłać dzieci „do szkoły, która podziela ich wartości”. Prezydent obiecał wtedy: „Aby wspierać prawa rodziców, walczymy o wolność wyboru szkoły, której pragnie większość ludzi”.
Wszystko to pomaga zrealizować obietnicę wyborczą Trumpa, by przywrócić Ameryce „złoty wiek”. – Właśnie to robimy: jesteśmy w złotym wieku – powiedział w Muzeum Biblii. – Jesteśmy na samym początku złotego wieku. W ciągu ostatnich 8 miesięcy poczyniono bardzo wielkie postępy. Postępy, jakich nikt wcześniej nie widział.
Osiem miesięcy urzędowania Trumpa w Białym Domu przywróciło nadzieję na odzyskanie tego, co było zawsze najcenniejsze w Ameryce: przywiązania do wolności, do swobody religijnej, do rodziny, wiary i tradycji.
Autor od 1986 r. mieszka w USA. Jest dziennikarzem związanym z mediami polonijnymi i amerykańskimi.
