Reklama

Historia

Los Kresowiaków

W cieniu decyzji wielkich mocarstw w Jałcie i Poczdamie, po traumie kolejnych okupacji i ludobójstwa ukraińskiego, dla Polaków z Kresów już pod koniec wojny rozpoczynał się kolejny dramat – związany ze zmianami granic.

Niedziela Ogólnopolska 28/2025, str. 38-39

[ TEMATY ]

kresy

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wagony kolejowe z repatriantami, ok. 1946-1948 r.

Wagony kolejowe z repatriantami, ok. 1946-1948 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mieszkający tam Polacy zostali zmuszeni stanąć wobec wielkiego życiowego wyzwania, którym miało być porzucenie swoich domostw, swoich małych ojczyzn, z którymi ich rodziny związane były czasem od wieków. Czekała ich wędrówka w nieznane.

Wyrwani zostali z korzeniami, czyli z tradycją, z tożsamością kresową, związaną z miejscem, ze środowiskiem, w którym dotąd żyli, z otaczającymi przyrodą i krajobrazem, z cmentarzami i swoimi bliskimi zmarłymi, ze wspomnieniami, słowem – doświadczali bolesnego wykorzenienia. Nieśli w sobie ten utracony świat, zmuszeni do konfrontowania go z czymś zupełnie dla siebie obcym i dalekim.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ziemie zabrane i odzyskane

Po wojnie Polska wracała na mapę polityczną Europy w nowych granicach. Był to skutek decyzji wielkich mocarstw, zwłaszcza woli Stalina, który nie zamierzał oddawać polskich Kresów Wschodnich zagarniętych bezprawnie w 1939 r. i wbrew zasadom Karty Atlantyckiej, a chciał je „zrekompensować” oddaniem Polsce obszarów poniemieckich po Odrę i Nysę Łużycką na zachodzie i połowy dawnych Prus Wschodnich na północy.

Reklama

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, zgodnie z interesem Kremla, zaakceptował zmiany przyszłych granic, legalizując je bezprawną umową graniczną z 27 lipca 1944 r. Później Stalin przekonał do tej koncepcji aliantów zachodnich w Jałcie, przy czym na konferencji w Poczdamie zdecydowano także o przymusowym wysiedleniu kilku milionów ludności niemieckiej z tych obszarów, które przypadły Polsce. Dodać trzeba, że ustalenia konferencji poczdamskiej w sprawie granicy zachodniej nie miały charakteru ostatecznego w sensie prawnym, gdyż sprawa ta miała być ostatecznie rozwiązana na konferencji pokojowej z Niemcami, do której nie doszło przez kolejnych kilkadziesiąt lat z powodu powstania dwóch państw niemieckich i zimnej wojny, co nie umacniało naszego bezpieczeństwa, a ponadto stawało się dodatkowym argumentem uzasadniającym naszą zależność od ZSRR jako potencjalnego obrońcy naszych interesów.

Tak zwane ziemie odzyskane i ich zagospodarowanie staną się jednym ze sztandarowych celów propagandowych nowej władzy. Komuniści, zachęcając do osiedlania się na tych terenach, przedstawiali je jako „ziemię obiecaną”, która otworzy nowe perspektywy lepszego życia. Adresatem tej propagandy byli mieszkańcy nie tylko Kresów, ale także Polski Centralnej, gdzie brakowało ziemi.

Wyrzuceni gwałtem

Reklama

Już pod koniec 1944 r. ruszyły pierwsze transporty z Kresów. W oficjalnej narracji przesiedleńców nazywano repatriantami, czyli osobami powracającymi do ojczyzny, tymczasem oni sami czuli się wygnańcami z własnej ojczyzny. Tracili ją na zawsze i dlatego poprawniejszym terminem opisującym ich los byłoby określenie: ekspatriacja, czyli wydalenie poza granice ojczyzny, połączone zwykle z utratą obywatelstwa. To ostatnie, akurat narzucone przez okupanta sowieckiego jeszcze w 1939 r., zrzucali z siebie jak obce jarzmo, bo zawsze czuli się Polakami. Świadek i uczestnik tych wydarzeń ks. Józef Anczarski z Tarnopola tak wspominał dzień wyjazdu: „Jutro już wyjeżdżamy. Jest transport. Długi skład wagonów czeka na stacji. Paskudne i obskurne są te wagony. Krytych i zamkniętych jest mało, najwięcej otwartych, które nominalnie służą do wożenia węgla, kamieni czy cegły do budowy domów. Najgorsze są te zupełnie gołe bez żadnego obrzeża. I na tym mają jechać całe rodziny ze swoim dobytkiem, z krowami, końmi, nierogacizną, kurami i wszystkim, co dało się zabrać. Także i z paszą dla bydła. Jak się z tym wszystkim rozmieścić? Miejsca niesłychanie mało. Ale ludzie i tak się cieszą, że wreszcie mają te wagony. Niektórzy czekali na nie całymi tygodniami, koczując w szałasach przy torach. Przy ładowaniu jest niesamowite podniecenie i ogromne ludzkie utrudzenie. (...) Dzisiaj pod wieczór mamy wyjechać. To już ostatni dzień naszego pobytu w tym mieście i na tej ziemi. Ostatnia Msza św. w naszym kościele. I mówią nam, że wyjeżdżamy na zawsze, że Polska już nigdy tutaj nie wróci. Zostawiamy to Bogu i Jego zrządzeniom. My tu już teraz nie mamy nic do powiedzenia. Jest jak jest. Wyrzucają nas gwałtem, przemocą, rzeziami”.

Reklama

Masowość akcji migracyjnej w latach 1945-46 i fatalny stan taboru kolejowego powodowały przepełnienie w punktach rozdzielczych. Zła organizacja była przyczyną częstych postojów pociągów w szczerym polu, trwających nawet po kilka dni. Do tego dochodził chaos kompetencyjny służb, które zajmowały się organizacją transportów, pogłębiany przez arogancję i nadużycia komendantur sowieckich, czyli tymczasowej władzy sowieckiej na tych terenach, która często ignorowała tworzoną naprędce polską administrację. Dochodziło nawet do rabunków dokonywanych na polskich wygnańcach przez czerwonoarmistów. Transporty nie były konwojowane, dlatego grabież mienia była nagminna. Brali w niej udział wojskowi maruderzy zarówno sowieccy, jak i polscy. Brakowało dostatecznej ilości wyżywienia dla ludzi i paszy dla zwierząt. Niedożywienie i trudne warunki podróży, zwłaszcza prymitywny stan sanitarny wagonów i stan higieny podróżujących czasami przez długie tygodnie oraz braki w opiece medycznej, wpływały na stan zdrowotny repatriantów. Szerzyły się różne choroby, zwłaszcza świerzb, choroby weneryczne, a także gruźlica i malaria. Dochodziło nawet do wybuchu epidemii chorób zakaźnych, np. tyfusu plamistego. Ponieważ ze Wschodu przyjechało wiele dzieci, głównie sierot, należało uruchomić w krótkim czasie sierocińce. Zdarzały się zgony, zwłaszcza dzieci i starców. Gdy zabużanie docierali do celu, byli zmęczeni, wręcz sponiewierani. A warunki, które zastawali na miejscu, były trudne.

Polski „Dziki Zachód”

Rzeczywistość okazała się daleka od propagandowych obietnic „polskiego Eldorado”. Odwołajmy się do wspomnień świadka: „Tu wszystko było zrabowane, nie było ani krowy, ani kury, ani nawet psa, tylko para dzikich kotów się pokazywała (...). Sowieci wybrali wszystko”. Istotnie, ziemie te były terenem zaciętych walk frontowych, co przyniosło dużą skalę zniszczeń nie tylko w miastach, ale i na wsiach. Dodatkowo część mienia zabierali uciekający przed Armią Czerwoną Niemcy, a reszta padała ofiarą Rosjan, jako łup wojenny, oraz złodziei miejscowych bądź przybyłych z innych części Polski na tzw. szaber. Trzeba bowiem pamiętać, że wraz z przybyciem ludzi z Kresów ruszyła też fala osadników z Polski Centralnej, głównie z Lubelszczyzny, Podlasia, a także z Pomorza i Wielkopolski.

Reklama

W wielu miejscach sowiecka administracja wojskowa utrudniała przejmowanie władzy przez polską administrację cywilną, ochraniając grabieże oraz pozostałą jeszcze na miejscu ludność niemiecką, która nierzadko arogancko traktowała polskich osadników. W wielu miejscowościach brakowało jeszcze polskich księży, gdyż dopiero tworzyła się tymczasowa administracja kościelna na tych terenach. Często na parafiach przez wiele miesięcy byli niemieccy księża. Działały też na tym obszarze grupy zbrojnego podziemia, a więc komuniści starali się szybko stworzyć miejscowy aparat bezpieczeństwa, wspomagany na każdym niemal szczeblu przez Sowietów. Jeszcze przesiedleńcy nie zaczęli na dobre uprawiać ziemi, a już zaczęto obciążać ich podatkami i kontyngentami.

Zabużanie byli nierzadko traktowani przez urzędników, zwłaszcza na obszarach należących przed wojną do Polski, np. w Wielkopolsce, nieprzychylnie, jako gorsi, ci, z „których nie ma pożytku”. Wyrzuceni ze swoich domostw na Kresach, rzuceni w zupełnie nowe warunki, w obce im otoczenie, czuli się zagubieni i wyobcowani. Dla „Polaków”, czyli przybyłych z innych części Polski, zabużanie byli Rusinami, chadziajami czy zabugolami; witano ich nie jak rodaków dotkniętych nieszczęściem, lecz jako obcych, różniących się dialektem i obyczajami. Przybysze tworzyli mozaikę etniczną, wyznaniową i geograficzną. Tak było na Warmii i Mazurach. Miejscowa ludność mazurska i warmińska, która została poddana repolonizacji, nazywana przez przedstawicieli innych grup Szwabami, Krzyżakami, szkopami, sąsiadowała z Kurpiami i z centralakami z Lubelszczyzny, ci z kolei – z zabużanami. Jedni byli katolikami, inni protestantami, jeszcze inni, zwłaszcza Ukraińcy (od 1947 r.) – prawosławnymi lub grekokatolikami.

Pozostały tęsknota i pamięć

W tym samym czasie, gdy trwało zasiedlanie tzw. ziem odzyskanych, rozpoczęła się kulminacyjna faza agonii polskości na Kresach. NKWD dobijało podziemie niepodległościowe dalej aktywne na tych obszarach po wojnie. Jednocześnie kontynuowano depolonizację kresowych miast. W bezwzględny sposób rozprawiano się z polskim Kościołem, który stracił metropolie wileńską i lwowską. Co więcej, polscy komuniści wprowadzili totalną cenzurę na każdą wzmiankę o Kresach.

Tymczasem duża część rodaków wyrzuconych ze swoich domów na Wschodzie długo zmagała się na nowym miejscu z poczuciem wyobcowania; tworzyli często społeczności zatomizowane, niosące ból utraty na zawsze kresowych ojczyzn.

2025-07-08 07:36

Oceń: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

XVII Wrześniowe Kresowiana w Białej już za nami

Niedziela legnicka 39/2019, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

kresy

Monika Łukaszów

Mszy św. w intencji Kresowian przewodniczył bp Zbigniew Kiernikowski

Mszy św. w intencji Kresowian przewodniczył bp Zbigniew Kiernikowski

15 września br. w Białej k. Chojnowa odbyły się XVII Wrześniowe Kresowiana. Jak co roku, w miejscowym parku spotkali się kresowiacy, ich rodziny i przyjaciele z całego Dolnego Śląska

W tym roku, z racji przypadającej 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej, hasłem przewodnim były słowa: „Wrzesień 1939 – pamiętamy”. – Musimy pamiętać o swojej przeszłości. Pamiętamy o poległych, jak i ocalonych Kresowianach na dawnych terenach naszego kraju. Ten rok jest szczególny, bo przeżywamy 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. My te wydarzenia przeżywamy i te wydarzenia stanowią źródło tego dzisiejszego spotkania – mówi ks. Tomasz Aszurkiewicz, proboszcz miejscowej parafii.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego cierpią i umierają ci, co zaufali Bogu?

2026-03-19 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Wiara uczy, że Bóg zawsze nas wysłuchuje: jednak nie zawsze spełnia nasze prośby, ale swoje obietnice. Bywa, że nie wiemy, o co prosić. Nie mając pełnej wiedzy – która przychodzi z czasem – modlimy się, ale nasze prośby są połowiczne, zawężone do momentu ich wypowiadania. Bóg tymczasem widzi szerzej, widzi nasze wczoraj, nasze dziś i wie, jakie będzie nasze jutro.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego». A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
CZYTAJ DALEJ

Przed cudownym obrazem patrona miasta

2026-03-19 22:01

Biuro Prasowe AK

– Podziwiamy wiarę św. Józefa. Wyrażała się ona w zaufaniu Bogu, ale także w czynach, w dyspozycyjności, gotowości spełnienia Woli Bożej. O taką wiarę powinniśmy się starać w naszym osobistym życiu – mówił kard. Stanisław Dziwisz, który przewodniczył Mszy św. w Sanktuarium św. Józefa przy ulicy Poselskiej w Krakowie.

– Jeżeli cały Kościół jest dłużnikiem Dziewicy Matki, to zawsze po Niej wdzięczność i szacunek winien św. Józefowi – mówił na początku Mszy św. za św. Bonawenturą o. Nazariusz Popielarski OFM, który powitał kard. Stanisława Dziwisza, a także złotych jubilatów, którzy w tym dniu chcieli świętować 50-lecie kapłaństwa w Sanktuarium św. Józefa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję