Reklama

Kościół

Słowa Boga

Co wydarzyłoby się w naszym życiu, gdybyśmy traktowali Biblię tak jak nasze telefony komórkowe, a wiadomości od Boga czytali równie często jak SMS-y? – pyta Ojciec Święty.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Papież Franciszek zachęca, żeby mieć zawsze przy sobie – w plecaku, torebce, pod ręką – przynajmniej mały egzemplarz Ewangelii i sięgać po niego jak najczęściej. Warto więc zastanowić się nad tym, jak właściwie wygląda nasz kontakt z Pismem Świętym, które – jak wierzymy – powstało z natchnienia samego Boga.

– Nie znam, niestety, żadnych badań na temat czytelnictwa Pisma Świętego w Polsce, więc trudno o jakieś konkretne dane. Spotkałem się jednak z badaniem przeprowadzonym przez Amerykanów dotyczącym czytania Biblii w różnych krajach – mówi biblista prof. Michał Wojciechowski z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. – Pytano, ile osób sięga po Pismo Święte, ile ma swoją Biblię w domu. I z tego badania wynika, że Polska wypada pod tym względem całkiem dobrze, lepiej niż inne kraje europejskie. W czołówce jest również Wielka Brytania, a najwięcej ludzi czyta Pismo Święte w Stanach Zjednoczonych, głównie dlatego, że tamtejsze wyznania protestanckie kładą wielki nacisk na życie Biblią.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Najmniej czytany bestseller

Reklama

O to, ilu Polaków ma w domu Biblię, najlepiej chyba spytać księży chodzących po kolędzie – powszechną tradycją bowiem jest, by podczas takiej wizyty położyć Pismo Święte na stole. Również wydawnictwa i księgarnie mają dane, ile egzemplarzy rozprowadzają w ciągu roku. – Sam obserwuję, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat w Polsce upowszechniło się posiadanie własnej Biblii w domu. Wcześniej nie było to możliwe, m.in. dlatego że cenzura nie pozwalała drukować zbyt wielu egzemplarzy. Później się to zmieniło, więc Pismo Święte zaczęło pojawiać się w wielu katolickich domach, chociażby jako prezent z okazji Pierwszej Komunii św. czy bierzmowania – zaznacza prof. Wojciechowski.

Pytanie tylko, czy te domowe egzemplarze są otwierane, czy raczej zbierają kurz na najwyższej półce? – Moim zdaniem, ogólnie za mało sięgamy po Biblię, co wiąże się również z tym, że czytelnictwo w Polsce spada. Nie można natomiast powiedzieć, że tak to wygląda w każdym domu, bo są wśród nas osoby, które Pismo Święte czytają, niektóre okazjonalnie, inne regularnie. Wraz z rozwojem technologii pojawiły się nowe możliwości i dzisiaj można czytać Biblię w internecie. Dopóki jednak nie zostaną przeprowadzone badania, trudno mówić o konkretach. Ktoś przecież może nie sięgać po Pismo Święte w książkowym wydaniu, za to czyta je albo odsłuchuje w telefonie itd. – tłumaczy prof. Wojciechowski.

Reklama

Biblista i redaktor naukowy Biblii Impulsy ks. dr hab. Janusz Wilk opowiada: – Nie tak dawno poznałem wyniki jednego z sondaży na temat czytelnictwa książek w naszej ojczyźnie. Podobno 60% Polaków w ciągu roku nie przeczyta ani jednej książki. Coraz mniej czytamy tekstów rozbudowanych, wielowątkowych i dłuższych, a co za tym idzie – również Biblii. Coraz częściej opinie na dany temat budujemy na podstawie nagłówków, krótkich newsów i komentarzy internetowych. Czasem mówi się, że Biblia jest najmniej czytanym bestsellerem. Jest ona w prawie każdym polskim domu, ale w niewielu systematycznie czyta się ją i rozważa. Nie jest jednak tak źle, gdyż znaczna część katolików zna słowo Boże ze słyszenia. Tak też było w Kościele pierwszych wieków, kiedy to chrześcijanie poznawali Biblię przede wszystkim podczas liturgii, ponieważ w swoich domach nie posiadali jej zwojów. Jeśli co tydzień chodzimy na Mszę św. i do tego dodamy jeszcze naszą obecność na niej w uroczystości i święta, to w ciągu 3 lat (tyle trwa cykl czytań w liturgii niedzielnej) usłyszymy ok. trzech czwartych treści Ewangelii. Raczej znamy treść Dobrej Nowiny, gorzej, gdybyśmy mieli sami znaleźć dany fragment w Biblii – np. samemu odszukać przypowieść o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu.

Warto szukać samemu

Reklama

Ogólny spadek czytelnictwa nie jest jedynym powodem, dla którego część z nas po Pismo Święte sięga rzadko albo wcale nie sięga. Niektórzy usprawiedliwiają się tym, że jest to trudna lektura, niezrozumiała, nieprzystająca do dzisiejszych czasów. Dla innych przeszkodę stanowi język, nierzadko odbiegający od tego, którym posługujemy się na co dzień. Profesor Wojciechowski podchodzi ze zrozumieniem zwłaszcza do tego drugiego argumentu. – Żeby Pismo Święte było chętnie czytane, powinno być podane w języku, który przemawia do słuchacza. Dawniej robiono to zupełnie świadomie i np. Biblia w tłumaczeniu ks. Wujka operowała językiem stosunkowo bliskim ówczesnemu człowiekowi. Dzisiaj to tłumaczenie wydaje nam się podniosłe i trudne, ale w czasach ks. Wujka tak nie było. Później się od tego odeszło i w nowszych tłumaczeniach np. Pan Jezus „spożywa” zamiast „jeść”. Również dość niedawno zaczęto stosować wielkie litery w zaimkach odnoszących się do Boga, Chrystusa czy Maryi. To może, choć, oczywiście, nie musi, kojarzyć się z podniosłością i nasuwać myśli, że nie wypada czy nie ma sensu sięgać po te treści tak po prostu, zwyczajnie – wyjaśnia biblista. – Dzisiaj chyba najbliższe współczesnemu językowi jest tłumaczenie Edycji Świętego Pawła. Przystępny językowo jest też, według mnie, przekład ekumeniczny. To naturalne, że chętniej sięgniemy po coś, co wygodnie nam się czyta, warto więc poświęcić trochę czasu na znalezienie tłumaczenia, które będzie nam bliskie.

– Biblia jest trudna – przyznaje z kolei ks. dr Wilk. – Tylko rzeczy i sprawy banalne są łatwe i nic nas nie kosztują. Trudność ta nie dotyczy samego jej języka (w Polsce mamy tyle nowych, dobrych tłumaczeń) czy zrozumienia kultury, środowiska i czasów, kiedy Duch Święty kształtował myśli autorów danych ksiąg, bo mamy już bardzo dobre studia w tym zakresie i pomocne opracowania. Trudność ta dotyczy przełożenia słów Biblii na własne życie. Czasem chce się postępować po swojemu, tak, jak nam wygodniej, tak, jak się tego domagają współczesne trendy i współczesna poprawność. A w Biblii mamy coś innego.

Potrzeba przewodnika

Dziś Biblia jest właściwie „na wyciągnięcie ręki”. Można ją kupić lub czytać za darmo w internecie. Jednak, jak zauważa biblista ks. dr Krzysztof Kowalik, samo czytanie to za mało: – Jak wiemy, Biblia może być przeczytana na poziomie zwykłej książki. Wtedy poznamy pewne historie, postacie, zaznajomimy się ze starożytnym dokumentem, ze starożytną kulturą itd. Dlatego czasem nawet, dość niesprawiedliwie, niektórzy zrównują Biblię z tekstami mitologicznymi. Ktoś przeczyta Biblię w całości, a następnie jak inną książkę odstawi na półkę i nigdy do niej nie wróci. A tymczasem w lekturze Pisma Świętego chodzi przede wszystkim o to, by doprowadziło nas ono do spotkania z Jezusem.

Reklama

Jak jednak spotkać Boga w tekście, który niekiedy trudno zrozumieć? – Sama Biblia daje nam na to odpowiedź, bo możemy w niej przeczytać o różnych takich trudnościach. W Dziejach Apostolskich diakon Filip spotyka dworzanina królowej Kandaki, który czyta fragment z Izajasza. Na pytanie, czy rozumie, co czyta, dworzanin odpowiada: „Jakże mogę zrozumieć, skoro nikt mi tego nie wyjaśnił?”. Filip nie tylko tłumaczy mu, o co chodzi w tym tekście, ale też pokazuje, w jaki sposób te słowa prowadzą do Jezusa. Tak samo każdy z nas, zwłaszcza na początku, potrzebuje kogoś, kto pomoże nam zrozumieć i kto pokaże nam, jak w tym tekście spotkać się ze słowem Boga. Zauważmy, że wspomniany Filip był diakonem, a więc nie pierwszą lepszą osobą, ale przedstawicielem Kościoła. Pismo Święte zostało powierzone wspólnocie ludu Bożego i to ta wspólnota z jednej strony słucha i strzeże słowa Bożego, a z drugiej – wyjaśnia je i prowadzi do spotkania z Chrystusem. Taka jest istota czytania Biblii – podkreśla ks. dr Kowalik. – Możemy nauczyć się fragmentów Biblii na pamięć, czytać ją wielokrotnie, możemy być ekspertami od jej treści, od jej języka, stylu, a nawet od zawartej w niej teologii, ale to wszystko samo z siebie nie musi koniecznie doprowadzić nas do wiary – jeśli człowiek nie będzie poprowadzony w tym kierunku, nie otworzy serca na spotkanie z Bogiem, to nie dojdzie do tego najważniejszego celu.

Zweryfikujmy oczekiwania

Ksiądz Kowalik zauważa również, że do lektury Biblii mogą nas zniechęcić niewłaściwe oczekiwania wobec tej księgi. Mogą to być choćby próby „dostosowania” jej treści do naszych prywatnych zapatrywań, do naszych wyobrażeń o tym, jaki Pan Bóg powinien być. Nie sprawdza się też zakładanie, że po przeczytaniu stosownego fragmentu od razu rozwieją się nasze wszystkie wątpliwości i pojawi się rozwiązanie. Bywa, że szukamy w niej odpowiedzi, których tam nie znajdziemy, bo nie po to została napisana. – To prawda, że w Biblii możemy znaleźć wiele wskazówek dotyczących życia, chociażby rodzinnego. Nie powinniśmy jednak traktować jej jak typowego poradnika. To, że znajdziemy w niej odniesienia do finansów, nie znaczy, że na tej podstawie należy podejmować decyzje inwestycyjne. Podobnie ma się rzecz np. z odniesieniami do diety. W księgarniach znajdziemy mnóstwo książek bardziej przydatnych w tych kwestiach. Pismo Święte nie jest zbiorem prostych, gotowych odpowiedzi na każdy temat. Musimy zbierać fragmenty, układać je, wsłuchiwać się w nie – to wymaga czasu, cierpliwości i przede wszystkim otwarcia na Boga – mówi duszpasterz.

Nie zagłodzić wiary

Reklama

– Bóg przez Biblię nie chce nam utrudniać ziemskiego życia, ale pragnie nas doprowadzić do celu, którym jest życie z Nim w ojczyźnie, tej w niebie – przypomina ks. dr Wilk. – By bezpiecznie dojechać do celu, potrzebujemy ustalenia, po której stronie drogi będziemy się poruszać, namalowania na niej wyraźnych pasów, ustawienia różnych znaków, rozmieszczenia sprawnych świateł sygnalizacyjnych i czytelnych drogowskazów. Ktoś powie, że on tego nie potrzebuje, bo sam doskonale prowadzi niezły samochód, ale wtedy dosyć szybko stanie się zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale i dla innych. W obrazie tym słowa Biblii są pasami, znakami, światłami i drogowskazami na drodze zwanej życiem. Oczywiście, to tylko ułomne porównanie, ale to jeden z aspektów Biblii: ma nam pomóc dotrzeć do życia wiecznego z Bogiem. Można bowiem w życiu się zagubić i tam nie trafić – przypomina i zachęca do zadbania o systematyczną lekturę, bo podobnie jak ciało potrzebuje pokarmu kulinarnego, tak wiara potrzebuje pokarmu duchowego. – Trzeba dbać o to, aby nie zagłodzić ciała, ale trzeba też dbać o to, aby nie zagłodzić wiary. W najbliższym tygodniu, jak w każdym innym, otrzymamy dziesiątki, a nawet setki informacji, przeczytamy kilka tekstów, spędzimy sporo godzin przed telewizorem, w internecie czy z telefonem komórkowym. Wszystkie tak dostarczone nam informacje wpływają na nas. A co otrzyma nasza wiara? Najgorsza opcja jest wtedy, gdy w środę (a może nawet już wcześniej!) nie potrafimy sobie nic przypomnieć z czytań z ubiegłej niedzieli, a przez te dni wychwyciliśmy już wiele informacji przeciwnych człowiekowi, Kościołowi, wierze, Bogu. Trzeba zadbać o to, aby w naszym umyśle nie były tylko słowa ludzkie, ale żeby były w nim także słowa Boże.

Ks. Wilk kładzie nacisk również na znalezienie czasu na osobistą lekturę Pisma Świętego. – Dla kogoś będzie to poranna lektura przed pójściem do pracy lub na uczelnię, a dla kogoś innego wieczorne, spokojne spotkanie ze słowem Bożym. Chodzi nie o to, by czytać wiele, ale by czynić to systematycznie. Czasem będzie to jeden rozdział, a innym razem jeden wers. Istotne jest to, aby nie narzekać na siebie, że danego dnia pragnęliśmy przeczytać więcej, a nie było to możliwe, ale cieszmy się tym, że udało nam się dzisiaj przeczytać tyle, ile mogliśmy przeczytać. Pobożna lektura Biblii jest modlitwą, w której Bóg do nas mówi.

Słowo budzące nadzieję

– Warto pamiętać o tym, o czym mówią papież Franciszek i nasi biskupi, a mianowicie, że Pismo Święte to słowo, które zaczyna budzić w nas nadzieję. Sprawia, że człowiekowi chce się żyć. Pokazuje mu cel – podkreśla ks. Kowalik. – To nie znaczy, że wszystko zostanie nam pokazane w jednym momencie, ale słowo Boże będzie nam ukazywać prawdę krok po kroku. To nie musi być łatwa lektura, ale ważne jest to, byśmy przyjmowali te treści z wiarą. Pamiętajmy, że również Maryja nie wszystko rozumiała z tego, co powiedział Jej anioł, co mówił do Niej Jezus, ale rozważała te wszystkie sprawy w sercu. Trzeba zaufać, że we właściwym momencie przyniesie to konkretny owoc. Ta nadzieja daje siłę do przetrwania sytuacji trudnych, tak jak dała ją Maryi na czas od ukrzyżowania Jezusa do Jego zmartwychwstania. Matka Boża stojąca pod krzyżem nie była osobą bezduszną, która nie cierpiała, ale słowa Jezusa dały Jej nadzieję. Święty Piotr napisał, że słowo Boże jest jak lampa, która pozwala nam przetrwać ciemną noc, aż zajaśnieje poranek.

2025-01-21 14:55

Oceń: +18 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak głosić Słowo Boże?

Jezus nas wzywa, abyśmy głosili Dobrą Nowinę; aby przez to głoszenie Słowa o Chrystusie odradzała się i umacniała wiara w ludziach. Posłał nas, abyśmy to, co głosimy, potwierdzali świadectwem naszego życia. Słowo Boże jest zawsze mocne i świeże. Jest punktualne. Nigdy się nie spóźnia. Duch Święty zapewnia Słowu wieczną młodość. Słowo Boże jest fundamentem wszystkiego. Jednym z mankamentów związanych ze Słowem Bożym u głosicieli może być mała wiara w moc, w skuteczność Bożego Słowa. Nie wolno zamieniać mówienia o Bogu w mówieniu o ludziach. Każde ludzkie słowo jest słabe. Głosiciel ma być pierwszym wierzącym w moc słowa. O skuteczności słowa decyduje w dużej mierze wiara głoszącego. W sprawowaniu liturgii sakramentów św. dar łaski pochodzi od Boga. Sakramenty działają „ex opere operato”. Apostołowie po zesłaniu Ducha Świętego byli zdumieni, że otrzymali tak wielki dar, że wstąpiła w nich tak wielka odwaga. Nie bali się odtąd więzień. Nie bali się prześladowań, Nie bali się nawet śmierci. Głosiciel musi wierzyć, że ma w sobie dar Ducha, że Duch Święty się nim posługuje. Duch Święty nadaje moc naszemu słowu, jeśli my w to wierzymy. Kard. Ratzinger często mawiał, że przyszłość Kościoła zależeć będzie od tych, którzy wierzą, od świętych. Kościół bez wiary słabnie i upada. Nie wystarczy głosić Ewangelię. Trzeba ją głosić ewangelicznie, to znaczy z wiarą i miłością. Dziś Zachód wyrzuca Chrystusa poza mury miasta. Zachód widzi Kościół jako skansen przechowujący pamiątki przeszłości. Kościół może być ocalony wiarą księży i wiernych świeckich. O żywotności Kościoła nie decydują programy duszpasterskie, ale spotkania ludzi z Bogiem. Wiary nie przekazują struktury kościelne, ale osoby. Wiara może przenosić się z osoby na osobę. Rozpoczęliśmy czas Wielkiego Postu. Jest to czas pokuty, ciszy, modlitwy, czas czuwania, czas głoszenia i medytacji Bożego Słowa. Głoszenie Słowa potwierdzamy świadectwem życia. Apostołowie potwierdzili prawdziwość Słowa śmiercią. Nam Pan wyznaczył mniejsze świadectwo, świadectwo naszego ewangelicznego życia: życia w postawie pokory, szacunku, miłości, cierpliwości i pokoju. Przeżywajmy Wielki Post w postawie pokuty, modlitwy i jałmużny. Podejmijmy walkę ze złem, z szatanem, troszczmy się na co dzień o komunię z Bogiem, by wygrać nie tylko wieczność, ale i doczesność.
CZYTAJ DALEJ

Wierzący ma już oparcie nie w sobie, tylko w Panu, który pojednał

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Wj 19, 2-6a
CZYTAJ DALEJ

Bądźcie całym i niepodzielnym sercem w sprawach Ojca

2026-06-14 09:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Joanna Popławska

W 39. rocznicę wizyty św. Jana Pawła II w Łodzi siedmiu diakonów przyjęło święcenia kapłańskie.

W 39. rocznicę wizyty św. Jana Pawła II w Łodzi siedmiu diakonów przyjęło święcenia kapłańskie.

Poprzez nałożenie rąk i modlitwę wybierzemy tych diakonów tylko w jednym celu i tylko w jednym celu zostaną oni wyświęceni – aby całym i niepodzielnym sercem być w sprawach Ojca – powiedział kard. Konrad Krajewski podczas święceń prezbiteratu w bazylice archikatedralnej św. Stanisława Kostki w Łodzi.

W 39. rocznicę wizyty św. Jana Pawła II w Łodzi siedmiu diakonów przyjęło święcenia kapłańskie. Uroczystej liturgii w łódzkiej archikatedrze przewodniczył Metropolita Łódzki kard. Konrad Krajewski. W uroczystości uczestniczyli również abp Władysław Ziółek, bp Ireneusz Pękalski, bp Marek Marczak, bp Piotr Kleszcz, bp Zbigniew Wołkowicz, licznie zgromadzeni kapłani, osoby życia konsekrowanego oraz rodziny i przyjaciele kandydatów do kapłaństwa. 
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję