Główne uroczystości miały miejsce w parafii św. Antoniego na Warszewie, w nowo wybudowanym kościele pw. św. Jana Pawła II. Z racji pandemii koronawirusa były one skromniejsze niż zakładano, z ograniczoną do 90 liczbą osób.
Mszę św. dziękczynną za życie i owocny pontyfikat papieża Polaka oraz jego obecność na Pomorzu Zachodnim celebrował metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga wraz z bp. Henrykiem Wejmanem i kapłanami. W Liturgii wzięli też udział przedstawiciele władz województwa (wicewojewoda Marek Subocz), samorządu (marszałek Olgierd Geblewicz), miasta Szczecin (prezydent Piotr Krzystek, przewodnicząca Rady Miasta Renata Łażewska). Obecni byli przedstawiciele szczecińskich uczelni i szkół, instytucji kultury, budowniczowie i ofiarodawcy nowego kościoła.
W słowie wprowadzającym Andrzej Oryl przywołał wiersz pt. Wielkość Cypriana Kamila Norwida – Wiesz, kto jest wielkim? 100 lat temu w Wadowicach w rodzinie Emilii i Karola Wojtyłów urodził się nam człowiek sumienia, który rozpoczął niezwykłą drogę i zmienił nas samych, losy Polski, Europy i świata. Uczeń, robotnik, student zafascynowany prawdą, poeta, miłośnik gór, zapalony narciarz, wychowawca młodzieży, filozof, potem ksiądz, biskup, kardynał Kościoła św., wreszcie Pontifex Maximus, nasz ukochany papież Jan Paweł II.
Następnie Andrzej Oryl zacytował wybrane fragmenty Testamentu Jana Pawła II.
Pontyfikat wciąż żywy
Reklama
W homilii abp Dzięga mówił o aktualności papieskich nauk. – Ten pontyfikat jest niezwykle soczysty i ciągle żywotny, mamy wrażenie, jakby trwał, jakby papież wcale nie odszedł. Pan Bóg ma swoje tajemnice i rzuciwszy ziarno w glebę ludzkich serc i umysłów, potrafi czekać. Gdy spojrzymy na Jana Pawła II, to okazuje się, że był on ziarnem rzuconym w dzieje Polski, Kościoła i świata, ale wcale niekoniecznie dla jego czasów. Może właśnie na czasy obecne albo na pokolenia i wieki, które przyjdą po nas. Kaznodzieja przypomniał pobyty papieża na Pomorzu Zachodnim, w tym ten najważniejszy, w Szczecinie w 1987 r. I zachęcał: – Nie bój się sięgać do depozytu pontyfikatu św. Jana Pawła II, bo była w nim nieustannie żywa odpowiedź Piotrowa: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję. Nie bój się sięgać do jego dokumentów, homilii, do jego sylwetki i postawy i pytaj sam siebie, jaki jest tego owoc w twoim życiu.
Błogosławieństwo
Po Mszy św. wierni podchodzili po błogosławieństwo relikwiami św. Jana Pawła II i otrzymywali jako pamiątkę kartę z wizerunkiem świętego papieża i modlitwą o jego błogosławieństwo, autorstwa kard. Angela Comastriego.
Dzięki Oddziałowi Telewizji Polskiej w Szczecinie, która transmitowała bezpośrednio to wydarzenie, wierni całej archidiecezji mogli w nim uczestniczyć i jednoczyć się w modlitwie.
Czasem tak trudno uwierzyć, że wszystko, o co chodzi w Eucharystii jest od Niego. Nic, kompletnie nic, z mocy Mszy świętej nie jest od nas. Tylko wtedy gdy sobie to uświadamiam, naprawdę odprawiam Mszę świętą. Bez tego zwyczajnie gram. Może czasem jak najzdolniejszy aktor czy poeta pięknie wypowiadam słowa, silę się na ciekawe treści, ale nie w tym jest moc.
Nie jestem aktorem tylko księdzem, a Msza święta nie jest religijnym teatrem dla podgrzania emocji i zaspokojenia ludzkich gustów. Przy ołtarzu jestem tylko zwykłym narzędziem, a moją najważniejszą rolą jest oddać się całkowicie do dyspozycji Panu. Nawet księdza muszę przestać odgrywać, bo kapłaństwo to nie jest rola tylko sakrament. W dniu święceń zgodziłem się, żeby wszystko przejął Chrystus, żebym żył ja, ale już nie ja, żeby żył we mnie Bóg.
Trudno mi czasem uwierzyć, kiedy odprawiam Mszę świętą w pustej seminaryjnej kaplicy, że na ołtarzu umiera mój Bóg, że w tej śmierci jest zbawienie i moc dla całego świata. Zatrzymuję się między słowami liturgii, żeby usłyszeć w nich Boga. I choć nie ma kompletnie nikogo wyraźnie słyszę, że Boga to nie przeraża, że dalej kocha, umiera i zbawia. Choćby wszyscy przestali chodzić na Mszę świętą, Bóg dalej będzie oddawał siebie. Tak trudno uwierzyć, że w tych szybkich słowach, aż nudnych czasem i znanych na pamięć, Bóg robi cuda, o których nam się nawet nie śniło. W pustej kaplicy nie muszę się silić na piękne recytacje, nie ma muzyki i śpiewów, wykwintnej asysty i zapachu kadzidła, a jest przecież ta sama moc, ta sama wielka tajemnica wiary! Choć jestem sam, jest ze mną cały świat, cały Kościół, całe niebo! W kielichu, do którego nalewam zaledwie kilka kropel wina, powstaje Krew Jezusa, której zupełnie wystarcza, żeby obmyć miliony grzechów. W małej, białej hostii rodzi się Ciało Chrystusa, jak jedna tabletka skuteczna na wszystkie choroby świata. Żadna moc Mszy świętej nie jest ze mnie. Sztuka bycia księdzem polega chyba na tym, żeby nie dać się uwieść, że jakaś siła płynie ze mnie. Wiem, że ludzie szukają mądrych, dobrych, zdolnych kapłanów, ale jeśli się na tym koncentrują jeszcze myślą po ludzku, a nie po Bożemu. Moje kapłaństwo jest praktycznie wyłącznie ze względu na Eucharystię. Żeby zrealizować kapłaństwo mógłbym nic innego nie robić jak tylko celebrować Eucharystię. Obym tylko pamiętał, że jestem zwykłym narzędziem w rękach Pana, że to On, a nie ja błogosławi, rozdaje Siebie, składa dziękczynienie i daje się połamać.
Tak trudno uwierzyć, że to samo działanie, że ta sama zbawcza moc płynie z pokornej Mszy świętej odprawianej w zimnym kościele, w powszedni dzień, z kiepskim zaangażowaniem księdza i z kilkoma starszymi paniami w ławkach. Bóg jeden wie, ile dla nas robi przez te wszystkie zziębnięte Eucharystie, przez ekspresowe Msze święte w drodze do pracy, przez tę zwykłość, że aż szarość starszych kobiet, które jak prorokini Anna przychodzą codziennie do świątyni, wierząc, że doczekają się wreszcie spotkania z Jezusem oko w oko.
Po usunięciu jednej godziny religii, wyrzuceniu jej z siatki godzin i wprowadzeniu edukacji zdrowotnej, cała Polska mogła zobaczyć, że na edukację zdrowotną zapisało się w roku 2025/2026 30% uczniów, licząc wszystkie poziomy edukacji. Na religię w roku 2024/2025 chodziło 75% uczniów. W roku 2025/26 pewno parę procent mniej.
Wprowadzić edukację zdrowotną jako przedmiot obowiązkowy, bo się sprawdził, bo jest potrzebny, bo dzieci i młodzież sobie tego życzą... Gdyby jeszcze na tym się skończyło, to wielu by rozumiało, że jak masz władzę, to siłą robisz po swojemu, mając nadzieję, że przeciwnicy nie będą krzyczeć. Ale to trzeba być homo sapiens. Nie wiem, czy to jest kwestia nieprzepracowanych traum dzieciństwa, osobistej urazy, dysfunkcji niektórych ośrodków, czy od lat pielęgnowanej nienawiści, ale pani minister nie potrafi się odnaleźć w tej kategorii.
Sąd w Jerozolimie uniewinnił mężczyznę, który w kwietniu na Starym Mieście zaatakował katolicką zakonnicę. Sędzia uznał, że mężczyzna cierpi na zaburzenia psychiczne. Mężczyzna był sądzony pod zarzutem napaści motywowanej nienawiścią religijną.
Sędzia stwierdził, że są dowody na to, iż 36-letni napastnik na stałe mieszkający w żydowskim osiedlu na Zachodnim Brzegu dopuścił się zarzucanego mu czynu, ale znajdował się wówczas w stanie niepoczytalności, co potwierdziła ekspertyza medyczna.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.