Reklama

Felietony

Porzucone symbole wiary

Żyjemy w okresie ponurego kontrastu. Co krok słyszymy o tolerancji, szacunku dla drugiego człowieka i jego przekonań. W praktyce jednak te zasady jakby przestawały obowiązywać wobec jednej grupy – katolików.

2026-07-07 21:57

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W świecie polityki, kultury i tzw. ulicy mówienie źle o Kościele katolickim, księżach, wiernych czy naszej wierze coraz częściej uchodzi za coś, co jest po prostu „w dobrym tonie”. Gdy atakuje się katolików, nagle nie mówi się o „szczuciu” czy „mowie nienawiści”, lecz o „wolności słowa”. A od słowa do czynu bywa już bardzo blisko. Widzimy to każdego dnia – w Polsce i na świecie. Dziś nikt nie każe umierać za wiarę ani chwytać za miecz, by bronić świątyni. Ale czy przez to sami nie zaczęliśmy zbyt łatwo odpuszczać?

Kilka dni temu w Irlandii Północnej doszło do celowego podpalenia historycznego klasztoru w Downpatrick. Strażacy walczyli przede wszystkim o to, by ogień nie przeniósł się na kościół św. Patryka, stojący przy miejscu pochówku patrona Irlandii. Dla części to będzie tylko pożar starego budynku. Dla większości jednak – cios wymierzony w dziedzictwo narodowe i miejsce, które od wieków stanowi część chrześcijańskiej tożsamości całego narodu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

W Polsce również byliśmy świadkami wydarzenia, które trudno zbyć wzruszeniem ramion. Podczas festiwalu muzycznego, współfinansowanego z publicznych pieniędzy, na scenie podpalono krzyże. Organizatorzy i artyści będą wmawiać nam, że to „prowokacja” albo „sztuka”. Tylko dlaczego tak często wrażliwość artystyczna kończy się właśnie tam, gdzie zaczynają się symbole chrześcijaństwa? Dlaczego krzyż – znak zbawienia dla milionów ludzi – staje się wygodnym rekwizytem do zdobywania rozgłosu?

Siła wiary

Historia uczy, że lekceważenie sacrum nie zawsze pozostawało bez konsekwencji. Dobrym przykładem jest Malta. Gdy w 1798 roku wojska Napoleona zajęły wyspę, początkowo wielu mieszkańców zachowywało spokój. Wszystko zmieniło się, gdy francuscy okupanci zaczęli konfiskować majątek Kościoła, zabierać kosztowności ze świątyń i naruszać to, co dla Maltańczyków było święte. Francuzi dopuścili się profanacji i grabieży kościołów, choć według ideologii rewolucyjnej, były to tylko przedmioty. Dla mieszkańców wyspy – symbole wiary i ich własnej tożsamości, dlatego właśnie wtedy wybuchło powstanie, które ostatecznie doprowadziło do wyparcia Francuzów z Malty. Każdy z mieszkańców decydując się na walkę – ryzykował życie, zdrowie i majątek swój i rodziny. A jednak coś było ważniejsze, dla czego warto było zaryzykować.

Nie chodzi o to, by dziś kogokolwiek zachęcać do walki czy odwetu. Czasy są inne i dobrze, że spory rozstrzyga się słowem, a nie mieczem. Historia Malty przypomina jednak coś bardzo ważnego – naród, który przestaje szanować własne świętości, prędzej czy później zaczyna tracić również własną tożsamość. Tam, gdzie jedni widzą tylko drewno, kamień czy metal, inni widzą historię swoich rodzin, kulturę i wiarę przekazywaną przez pokolenia.

Problemem nie są dziś tylko ci, którzy profanują symbole religijne. Znacznie groźniejsze jest zobojętnienie tych, którzy jeszcze niedawno gotowi byli ich bronić – nie pięściami, lecz odważnym sprzeciwem, bądź zwykłym świadectwem.

Jeżeli sami uznamy, że krzyż jest tylko elementem scenografii, kościół wyłącznie zabytkiem, a klasztor jedynie starą nieruchomością, nie dziwmy się, że inni również przestaną widzieć w nich coś więcej. Szacunek dla symboli wiary nie zaczyna się od reakcji policji ani wyroków sądów. Zaczyna się w sercach wierzących. To od nas zależy, czy kolejne pokolenia będą jeszcze rozumiały, dlaczego dla ich przodków krzyż był znakiem nadziei, a nie podpałką podczas koncertu.

Ocena: +19 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kolejny dzień początku końca

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Minęło sześć tygodni od przegranej obozu rządzącego w wyborach prezydenckich. Sześć tygodni politycznego bezruchu, gorączkowego przeczesywania własnych szeregów i tępego wpatrywania się w sufit w poszukiwaniu „planu B”. Miało być nowe otwarcie. „Jeszcze tylko Pałac” – mówili. A tymczasem Pałac przejęty, prezydent Karol Nawrocki za niecały miesiąc zostanie zaprzysiężony, a Koalicja 13 grudnia stanęła – nie w miejscu, ale w martwym punkcie. Zacięcie, brak pomysłu, brak wizji, brak przyszłości.

Porażka z Nawrockim zaskoczyła ich nie dlatego, że była „niemożliwa”. Zaskoczyła dlatego, że nie przewidzieli żadnego scenariusza poza zwycięstwem. I zamiast zmierzyć się z pytaniem „dlaczego przegraliśmy?”, wpadli w histerię. Najpierw – jak ujawniła Interia – Donald Tusk miał naciskać na marszałka Hołownię, by ten zablokował objęcie urzędu przez nowego prezydenta. De facto zamach stanu: „uśmiechnięty”, wsparty dywizją autorytetów prawniczych i gadających głów w mediach, ale jednak zamach. Gdy Hołownia – na szczęście – odmówił, w zanadrzu pojawił się nowy pomysł, czysto PR-owy: rekonstrukcja rządu. Kolejna zagrywka taktyczna w miejsce strategii. Jakby przesuwanie tych samych figur na tej samej planszy mogło nagle zmienić wynik gry.
CZYTAJ DALEJ

Maria Magdalena – świadek Zmartwychwstania

W gronie uczniów Jezusa występuje Maria zwana Magdaleną. Jej przydomek zwykło się tłumaczyć jako odniesienie do miasta, z którego miała pochodzić (Magdala na północno-zachodnim brzegu Jeziora Galilejskiego). Wspominają o tej uczennicy Pańskiej wszystkie cztery Ewangelie, w sumie 12 razy. Dwukrotnie (Mk 15, 40 i Łk 8, 1-3) pojawia się ona w gronie kobiet idących za Jezusem. Łukasz dodaje, że Jezus uwolnił ją od „siedmiu demonów”. Inni Ewangeliści podkreślają, że Maria była bezpośrednim świadkiem śmierci i zmartwychwstania Pana. Kiedy wraz z innymi kobietami przyszła namaścić ciało Jezusa, anioł oznajmił im wiadomość o Jego zmartwychwstaniu.
CZYTAJ DALEJ

ONZ: głód na świecie spada, ale…

2026-07-22 10:20

[ TEMATY ]

głód

Adobe Stock

W 2025 roku głód na świecie spadł trzeci rok z rzędu. Jednak poprawa sytuacji jest nadal niestabilna, nierównomiernie rozłożona i niewystarczająca, aby osiągnąć Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ do 2030 roku.

Wynika to z raportu na temat stanu globalnego bezpieczeństwa żywnościowego i żywienia, opublikowanego we wtorek przez pięć wyspecjalizowanych agencji Organizacji Narodów Zjednoczonych (WFP/FAO/IFAD/UNICEF/WHO). Raport stwierdza, że ​​w 2025 roku 7,8% światowej populacji cierpiało głód. Stanowi to spadek w porównaniu z 2024 rokiem (8,1%) i 2022 rokiem (8,6%) i potwierdza stałą, choć powolną, poprawę. Oznacza to, że w 2025 roku około 645 mln ludzi cierpiało głód - o prawie 14 mln mniej niż w 2024 roku i o 43 mln mniej niż w 2022 roku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję