Reklama

Media

Trudny powrót misji

Niedziela Ogólnopolska 1/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

media

tashatuvango/Fotolia.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W warszawskiej siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich rzadko kiedy zbierają się takie tłumy, jak to miało miejsce niedawno, przy okazji konferencji na temat „Przyszłość mediów. Dlaczego należy zmienić media publiczne?”. Jak nigdy, licznie przybyli ludzie związani z TVP, jako że zapowiadana przez obecny rząd reforma mediów publicznych oznacza dość gruntowną zmianę przede wszystkim tego właśnie medium, wciąż uznawanego w Polsce za najbardziej wpływowe.

Odpolitycznienie – upolitycznienie?

– To jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się zmieni. Ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna – powiedział w programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński w reakcji na ostry ton dziennikarki, która uniemożliwiała mu swobodną wypowiedź. Zachowanie prowadzącej program, początkowo uznane przez prezesa TVP Janusza Daszczyńskiego za „odbiegające od standardów, które obowiązują w telewizji publicznej”, zostało później przez Komisję Etyki TVP zbagatelizowane jako nienaruszające zasad etycznych obowiązujących w stacji.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

„Pańskie słowa obrażają nas, naszą antenę i Telewizję Polską” – napisali dziennikarze TVP Info w liście protestacyjnym do wicepremiera, pod którym podpisał się również sam prezes TVP Janusz Deszczyński. Ale prezes poszedł jeszcze dalej, oświadczając, że „zapowiedź upolitycznienia mediów publicznych zasygnalizowana w wypowiedzi wicepremiera jest atakiem na wolność słowa w niepodległej Polsce”. A przecież wicepremier powiedział o czymś wręcz przeciwnym – o koniecznym odpolitycznieniu telewizji publicznej. Spanikowane kadry TVP widać bardzo boją się zapowiadanej reformy, bo odpolitycznienie tego medium w celu przywrócenia mu jego właściwej misji musi wiązać się z gruntownymi zmianami wewnątrz tej instytucji.

Od samego początku istnienia Telewizji Polskiej niemal każde stanowisko pracy podlega tam politycznym targom. A każda z układających się stron polityczno-biznesowych dostaje kawałek telewizji do własnej dyspozycji, swoje poletko do obrobienia i obsadzenia zaufanymi ludźmi aż do najniższych szczebli. Bez trzęsienia ziemi nie da się tego zmienić.

Dekonstrukcja

Faktem jest, że w ciągu minionego ćwierćwiecza telewizja publiczna była postrzegana w kategoriach politycznego – a z czasem także biznesowego – łupu i dlatego też toczył się postępujący proces uwiądu misji publicznej. Doszło do przekształcenia tej instytucji w twór funkcjonalny jedynie dla określonych grup polityczno-biznesowych. Dlatego czas najwyższy, by przeprowadzić – jak to określa Agata Ławniczak, szefowa i działaczka telewizyjnego Związku Zawodowego Pracowników Twórczych i Technicznych Mediów Polskich „Wizja” – dekonstrukcję.

Reklama

Agata Ławniczak wylicza cechy charakterystyczne dzisiejszej TVP, które wprost wykluczają jej funkcjonowanie w roli medium publicznego. Po pierwsze – outsourcing, czyli wyprowadzenie dziennikarzy poza telewizję; po drugie – zlikwidowane redakcje i zaniechanie pracy redakcyjnej; po trzecie – twórcy na marginesie; po czwarte – korporacja zamiast misji; po piąte – zniszczona telewizja regionalna. Jest oczywistością – z którą nikt już nie może nawet dyskutować – że Telewizja Polska jako spółka Skarbu Państwa podlegająca regułom prawa handlowego, nastawiona na zarabianie pieniędzy, ogranicza produkcję drogich – i w dodatku nieatrakcyjnych dla reklamodawców – programów misyjnych.

– Od samego początku TVP stanowi swoistą hybrydę, podatną na wszelkiego rodzaju deformacje – mówi Agata Ławniczak. W sposób szczególny ujawniło się to za czasów Roberta Kwiatkowskiego, który wprowadził reformę likwidującą redakcje jako twory zbyt kosztochłonne. Dziennikarze zostali wyrzuceni do Agencji Produkcji, a potem, po 14 latach, tychże dziennikarzy prezes Juliusz Braun przekazał do agencji pośrednictwa pracy tymczasowej „Leasing Team”.

Okazuje się, że tzw. telewizja publiczna nie potrzebuje ani dziennikarzy, ani innych twórców, bo zajmuje się przede wszystkim prostą produkcją komercyjną. Propozycje wylizingowanych, ale upartych dziennikarzy, czyli ambitne projekty misyjne programów historycznych, edukacyjnych, mówiących np. o tożsamości narodowej, programów skierowanych do dzieci czy młodzieży – spotykają się ze stwierdzeniem szefów: jeżeli chcesz go robić, postaraj się o pieniądze.

Tajemnicze finansowanie

Telewizja publiczna, by ciąć koszty, nie tylko pozbyła się dziennikarzy, ale też praktycznie zlikwidowała redakcje merytoryczne, co wyraźnie widać po jakości programów uchodzących za dziennikarskie.

Reklama

Związek Zawodowy „Wizja” domagał się prawdziwych informacji na temat finansów, ale, oczywiście, nie uzyskał ich. – Nie wiemy więc, w jaki sposób są wydawane pieniądze publiczne – mówi Agata Ławniczak. Ogromna nieprzejrzystość struktury TVP sprawia, że trudno prześledzić, jak przepływają pieniądze zarówno w środku instytucji, jak i na zewnątrz.

Wiadomo jedynie, że w okresie od początku 2011 r. do końca 1. kwartału 2014 r. TVP poniosła koszty rzędu 807 mln zł, kupując filmy i programy od producentów zewnętrznych.

Od producentów zewnętrznych TVP kupuje większość programów, a studia telewizji publicznej w wielkim kompleksie gmachów przy ul. Woronicza w Warszawie na co dzień świecą pustkami.

W niepojętej sytuacji znalazła się Telewizja Regionalna, która miała nieść oświatę i kulturę do najciemniejszych zakątków Polski, a dorobiła się zaledwie ok. 1 proc. oglądalności... 11 małych ośrodków ma budżet zgodny z nazwą – nieproporcjonalnie mniejszy niż te duże; starcza zaledwie na skąpą produkcję serwisów informacyjnych, które przestają być serwisami regionalnymi, informującymi o zdarzeniach regionu, gdyż produkcja własnych newsów jest zbyt droga.

I tu też pojawia się groźna polityczność, prowadząca wręcz do zniewolenia mediów regionalnych. Bo żeby nadawać jakikolwiek program, telewizje regionalne muszą szukać sponsorów i znajdują ich w... samorządach oraz podległych im agendach. Czy pozyskując w ten sposób pieniądze, mogą produkować bezstronny, niezawisły program?

W roli małp

Reklama

– Za moich czasów, gdy w TVP emitowano „Polskie ZOO”, były dwa badania – owszem, badano oglądalność , ale dla celów sprawozdawczych, a naprawdę liczyło się badanie oceny programów. Teraz obowiązuje filozofia „zostańcie z nami”, a nie „przyjdźcie do nas” – w ten sposób niepoprawny dziś satyryk Marcin Wolski, wcale nie satyrycznie, opisuje rzeczywistość publicznej telewizji. – Trzeba w końcu doprowadzić do tego – mówi Wolski – by zdumione społeczeństwo mogło się dowiedzieć, że istnieje zupełnie inny świat: świat gazet, które nie występują w telewizyjnych przeglądach prasy, mimo że są ciekawe i spluralizowane; świat niezależnych twórców; świat wspaniałych młodych historyków – świat ludzi mądrych!

Po co w ogóle istnieje coś takiego, jak telewizja publiczna? Marcin Wolski odpowiada w tonie bynajmniej nie kabaretowym: po to, żeby realizować polską rację stanu, rozumianą nie tylko jako kategoria polityczna, ale przede wszystkim jako kultura i duma narodowa. Nie tylko jego zdaniem, najistotniejsze jest, aby do telewizji wrócili twórcy, artyści, dziennikarze. A mogą wrócić tylko wtedy, kiedy zostaną tam przywrócone merytoryczne redakcje, które będą miały swoje przedłużenie w postaci kanałów tematycznych. W dobrych mediach to profesjonalne redakcje tworzą politykę programową, inspirują, konfrontują pomysły, uczą.

Reklama

Misją mediów publicznych powinna być szeroko rozumiana edukacja społeczeństwa, a tej, jak się zdaje, twórcy mediów publicznych w III RP metodycznie i świadomie zaniechali, zasłaniając się złymi wspomnieniami z czasów komunizmu. Na ile był to zamysł ideologiczny, a na ile czysto ekonomiczny – trudno dziś rozeznać. Faktem jest, że skutecznie udało się Polaków – jak to ujmuje Marcin Wolski – „sprowadzić do roli małp”, chętnie kopiujących obce wzorce, a najchętniej nie najlepsze. A te podsuwa im właśnie telewizja publiczna w postaci tzw. formatów, czyli programów i filmów zakupionych za granicą, a wypełnionych treścią dostosowaną do polskich warunków. Można zatem powiedzieć, że misję sprowadzenia swych odbiorców do stanu potulnego bezmyślenia mediom publicznym III RP udało się wypełnić znakomicie.

Reforma, a nie zamach

Aby skutecznie przywrócić mediom publicznym, a zwłaszcza TVP, wolę i zdolność do pełnienia ich właściwej misji, potrzebne jest przede wszystkim stałe, stabilne finansowanie oraz nowe ich usytuowanie w strukturze prawno-ustrojowej (choćby wyłączenie spod nadzoru KRRiT). Naprawa zewnętrznych uwarunkowań jest konieczna, może coś poprawić i uzdrowić, ale nie zrobi tego do końca, konieczne jest bowiem uzdrowienie wnętrza samej instytucji, i to jest najważniejsze zadanie dla reformatorów – mówią doskonale znający wewnętrzne patologiczne mechanizmy niepokorni dziennikarze TVP.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich od dawna przygotowywało własny projekt naprawczy, który teraz został skierowany do twórców nowej ustawy medialnej. Przewodniczący rządowego zespołu – wiceminister Krzysztof Czabański zapewnia, że uwagi SDP będą przynajmniej w 90 proc. wzięte pod uwagę.

Aby przerwać komercyjny obłęd, w którym tkwią media publiczne od czasu nadania im formy spółek, trzeba te spółki przekształcić w instytucje użyteczności publicznej. SDP sugeruje, aby organizatorem tych nowych instytucji był Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. – Naszym zdaniem – podkreśla wiceszef SDP Piotr Legutko – każdy z nadawców publicznych powinien zostać wymieniony w treści ustawy i tylko na drodze ustawowej może dojść do zmiany liczby i statusu nadawców. To byłaby gwarancja, że te instytucje nie będą znikać.

Reklama

Gwarancją istnienia mediów publicznych jest przede wszystkim stabilne finansowanie, nie tylko zapewniające im polityczną niezależność, ale także w sposób istotny wpływające na jakość programów. Obecnie o jakości decydują zazwyczaj kiczowate gusta reklamodawców. W ten sposób misja mediów publicznych sama sobie zaprzecza: nie kształtuje dobrych gustów, nie podnosi poziomu kultury, lecz schlebia temu, co najgorsze, najbardziej kiczowate. Za wielkie pieniądze.

SDP przedstawia pomysł wprowadzenia opłaty audiowizualnej, niezbyt wysokiej, ale skutecznie ściągalnej. Jako uzupełnienie proponuje opłatę kompensacyjną pobieraną od nadawców komercyjnych z tytułu radykalnego zmniejszenia udziału mediów publicznych w rynku reklamowym, ponieważ stopniowo należy w nich powiększać przestrzeń wolną od reklam.

W celu redukowania upolitycznienia mediów publicznych SDP proponuje, aby kompetencje powoływania szefów publicznych instytucji medialnych miał nowy organ państwa – Rada Mediów Publicznych, składająca się z 3-5 osób rekomendowanych przez ogólnopolskie stowarzyszenia twórcze wskazane przez ustawodawcę. Oczywiste jest, że w jej składzie nie powinno być polityków.

Przekształcone i gruntownie zreorganizowane media, zwane obecnie – niestety bezzasadnie – publicznymi, mają, według zapowiedzi rządowych reformatorów, przybrać dumną nazwę mediów narodowych. To zobowiązuje. Przed nami jednak – zapewne znacznie ostrzejsza od dotychczasowych – medialna walka z reformatorami. Ci, w których interesy ta reforma najbardziej uderza, już mówią o zamachu na wolność mediów. Wykorzystując swą propagandową moc, będą nim straszyć nie tylko Polaków, ale też całą Europę.

2015-12-23 09:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dziennikarstwo

Niedziela świdnicka 17/2009

[ TEMATY ]

media

BOŻENA SZTAJNER

Dziennikarstwo - marzenie wielu młodych ludzi. Temat, o którym pisać można by wiele. Żeby być dziennikarzem, nie wystarczy wiedzieć, czym jest background, editorial, michałek czy fait divers. Tak naprawdę dziennikarstwo to trudne i odpowiedzialne zajęcie. Dziennikarz na swój sposób łączy ludzi ze światem, przekazując informacje o nim. Dziennikarz katolicki zadanie to ma szczególnie utrudnione, bo oprócz newsów musi umieć napisać o niewidzialnej rzeczywistości - rzeczywistości Boga.

Sposób, w jaki ludzie korzystają ze środków społecznego przekazu, może być źródłem wielkiego dobra i wielkiego zła. To ludzie decydują, czy używać mediów do celów dobrych, czy złych. Przy udziale środków społecznego przekazu ludzie stykają się z innymi ludźmi i z wydarzeniami, kształtują swoje poglądy i wartości. Nie tylko przekazują swoje życie jako doświadczenie medialne (por. Papieska Rada ds. Środków Społecznego Przekazu, „Aetatis novae”, 2). „Błysk w oczach, pustka w umyśle i w sercu, to największe nieporozumienie efektu informacyjnego, jakie króluje dziś w dziennikarskiej profesji. Pojęcie «dziennikarstwo» można zamknąć w trzech słowach: Nie przegapić dnia! Wyłuskać nie tylko to, co najbardziej nośne, sensacyjne, przyciągające, ale również to, co wartościowe, pokrzepiające, budujące. Medal ma dwie strony, magnes dwa bieguny, człowiek, choć bardziej złożony, da się sprowadzić do światła i ciemności. Koncentracja tylko na profanum poszerza obszar ciemności!” - uważa Krzysztof, dziennikarz pracujący w dużym tygodniku. Zasięg i różnorodność mediów budzi zdumienie. Ogrom informacji, który „zalewa” nas ze wszystkich stron. Tylko od człowieka zależy, czy wykorzysta te informacje w sposób właściwy. Czy pomogą mu one kształtować właściwe postawy. I można się pokusić o stwierdzenie, że nie ma ludzi, którzy byliby w stanie uwolnić się od wpływu mediów. Dzięki mediom wielu ludzi wzbogaca swoją religijność, które są źródłem wiadomości i informacji o wydarzeniach, ideach i osobistościach z życia religijnego oraz służą jako narzędzia ewangelizacji i katechezy. Dzień po dniu dostarczają inspiracji, niosą otuchę i stwarzają sposobności do modlitwy ludziom zmuszonym do pozostawania w domach lub w instytucjach publicznych oraz przyczyniają się do duchowego wzbogacenia ludzi, np. uczestniczą w ważnych wydarzeniach z życia Kościoła. Redaktor znanego wałbrzyskiego tygodnika powiedział nam, że: „Prasa katolicka często nie jest doceniana w codziennej pracy przez księży. Tymczasem traktowanie jej z rezerwą albo ignorowanie niczemu dobremu nie służy. To przecież poprzez prasę katolicką - zarówno ogólnopolską, diecezjalną, jak i parafialną - można w prosty i skuteczny sposób dotrzeć do wiernych, skorzystać z pomysłów innych księży na ożywienie życia w parafii, a nawet zbudować wspólnotę parafialną (często angażując w nią osoby, które dotychczas nie identyfikowały się z Kościołem) wokół pisma wydawanego w parafii. Prasa katolicka może więc być doskonałym narzędziem i pomocnikiem dla proboszczów w parafiach - wystarczy odrobina chęci i dobrej woli. Samo anonsowanie obecności gazet do nabycia w czasie ogłoszeń parafialnych to trochę za mało”. Dziennikarze katoliccy mają swój udział w przekazywaniu prawd ewangelicznych, ochronie wartości moralnych, propagowaniu modelu zdrowej rodziny, miłości, sprawiedliwości społecznej, pokoju, braterstwa, solidarności, integracji międzyludzkiej, odpowiedzialnej wolności i prawdy, także w krzewieniu kultury, nauki i wychowania. Dlatego tak istotne jest, by to, co przekazują czytelnikom, było autentyczne oraz przybliżało do Chrystusa. Redaktor Naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela” ks. dr Ireneusz Skubiś uważa, że dziennikarstwo stanowi wyzwanie dla duszpasterzy. „Mamy tygodnik katolicki, który opowiada o życiu i ludziach Kościoła, przekazuje to, o czym mówi Papież i biskupi, a także wiadomości i opinie, którymi żyje współczesny Kościół. Dzisiaj duszpasterz ma być duszpasterzem nowoczesnym, duszpasterstwo nowoczesne jest więc naszym zobowiązaniem, powinno uwzględniać całe nasze życie, wszystkie sprawy, także te medialne. W dobie kryzysu, również kryzysu wiary, duszpasterz musi mieć oparcie. I najlepiej, jeśli znajdzie je w katolickim piśmie”. Przykładem może być choćby niewielka, bo dwutysięczna, miejscowość Gomulin koło Bełchatowa, w której prawie każda rodzina czyta „Niedzielę”. (Sprzedaje się tam 375 egzemplarzy tygodnika.) Tamtejszy proboszcz twierdzi, że duszpasterstwo zbudował wokół katolickiego pisma i dzięki temu zawsze ma o czym rozmawiać ze swoimi parafianami. Pozostaje nam tylko pogratulować.
CZYTAJ DALEJ

Figura Matki Bożej z Konotopia przebija bańki medialne i skłania do refleksji

2026-08-21 07:25

[ TEMATY ]

Matka Boża

Konotopie

Autorstwa Pko - Praca własna/commons.wikimedia.org

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu

Monumentalna figura Matki Bożej z Konotopia jest próbą zaakcentowania miejsca religii w przestrzeni publicznej - powiedział PAP dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego dr hab. Marcin Jewdokimow. Dodał, że statua swoim rozmiarem przebija bańki medialne i skłania do refleksji.

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej o wysokości 55,6 m został 15 sierpnia poświęcony w Konotopiu (woj. kujawsko-pomorskie) przez ordynariusza diecezji włocławskiej bp. Krzysztofa Wętkowskiego. Monument stanął na polu przy drodze krajowej nr 10, na trasie między Szczecinem a Warszawą. Jego inicjatorami i fundatorami są Grażyna i Roman Karkosikowie, którzy ofiarowali go jako „osobiste wotum wdzięczności za powrót do zdrowia i życia”.
CZYTAJ DALEJ

Dramatyczna sytuacja na Haiti. Zginęło co najmniej 47 osób

2026-08-30 14:37

[ TEMATY ]

Haiti

ataki

Vatican Media

Dość masakr! Dość! Dość! - apeluje bp Pierre-André Dumas, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Haiti, po ataku gangów w Kenscoff, w którym zginęło co najmniej 47 osób. Hierarcha domaga się od władz konkretnych działań i zakończenia bezkarności. „Haiti nie może stać się wielkim cmentarzem” - ostrzega.

Do masakry doszło w nocy z 23 na 24 sierpnia w Kenscoff, położonym na wzgórzach nad Port-au-Prince. Według danych ONZ zginęło co najmniej 47 osób, w tym pięcioro dzieci, a 22 zostały ranne. Dziesiątki osób uprowadzono.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję