Reklama

Niedziela w Warszawie

Powrót do normalnego świata

Z abp. Henrykiem Hoserem, członkiem delegacji Episkopatu na Synod, rozmawia Alina Petrowa-Wasilewicz (KAI)

Niedziela warszawska 46/2015, str. 6-7

[ TEMATY ]

Synod o rodzinie

Artur Stelmasiak

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ALINA PETROWA-WASILEWICZ (KAI): – Podsumowując Synod o Rodzinie, Ksiądz Arcybiskup mówi, że jest ona wszędzie w kryzysie, co pokazały wypowiedzi ojców synodalnych. Osłabione są więzi rodzinne, jej prestiż spadł, nie wspierają jej, tak jak kiedyś, liczni krewni i grupy sąsiedzkie – brakuje jej stabilizatorów.

Reklama

ABP HENRYK HOSER: – Takim stabilizatorem w obecnej sytuacji musi być Kościół. I ta praca, obecność, towarzyszenie, muszą być wielostronne. Kościół powinien powtarzać sformułowanie Jana Pawła II – że dzieci są największym darem małżeństwa, ale także, na co są wrażliwi ludzie współcześni, że dają szczęście, że ludzie, którzy wybierają takie życie są szczęśliwi. Szczególnym i niewerbalnym świadectwem w czasie obrad było małżeństwo z Neokatechumenatu, które przychodziło na sesje z dziesiątym dzieckiem w wózku.
Takie rodziny potrzebują jednak wsparcia nie tylko ze strony Kościoła, gdyż z każdym dzieckiem zwiększa się ich bieda, więc konieczna jest długofalowa, życzliwa strategia państwa. Leży to w jego interesie, bo rodzice to najwięksi dobroczyńcy narodu, gdyż kapitał ludzki decyduje o wszystkim – o rozwoju gospodarczym, technologicznym, kulturowym. Państwo i społeczeństwo nie chcą tego dostrzec, a musimy się zmierzyć z negatywnym dziedzictwem – przez pół wieku rodziny wielodzietne były wykpiwane i utożsamiane z marginesem społecznym. Dopiero teraz ten trend się odwraca, rządzący zaczynają rozumieć, że muszą prowadzić politykę prorodzinną, a nie tylko proprodukcyjną. Człowiek był postrzegany jako homo faber, od tego zależała i wciąż zależy jego wartość – od jego bezpośredniej przydatności w produkcji.

– Na Synodzie mówiono wiele o kontekście kulturowym, w jakim funkcjonuje rodzina – jednostka nie wie kim jest, zagubiła poczucie tożsamości, tonie w mnóstwie zjawisk schizoidalnych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– I tylko rodzina jest zdolna do przywrócenia człowiekowi poczucia celu istnienia, ładu i tożsamości. Przywraca mu relacje z innymi osobami, poczucie więzi, gdyż to więzi czynią człowieka szczęśliwym. Sam Bóg powiedział, że niedobrze jest być człowiekowi samemu, pozbawionemu więzi. I te więzi wewnątrz grupy rodzinnej i ze światem zewnętrznym są niesłychanie ważne dla każdego człowieka. W pracy z rodzinami musimy opierać się na antropologii integralnej – by wykorzystać określenie Jana Pawła II – nie tylko w kategoriach podstawowych, gdyż obok potrzeb elementarnych o jakości życia świadczą zdolności tworzenia wspólnoty, komunii między osobami. I w tym rola Kościoła jest nie do zastąpienia. 
Trzeba także dobrze zrozumieć i wyjaśniać na czym polega otwarcie małżeństwa na płodność. Niedobrze się stało, że encyklika Pawła VI „Humanea vitae” została zignorowana w większości krajów, w Polsce częściowo też. Krok po kroku zdefiniowane jest w niej na czym polega odpowiedzialne rodzicielstwo. W praktyce sprowadza się ono do dwóch założeń: po pierwsze do faktu, że się jest gotowym do rodzenia dzieci, i że rodzice są przekonani, że dziecko nie jest „wytworem” naszego ciała i ducha, ale że jest Bożym stworzeniem, że daje nam je Bóg, że różni się od ojca i matki, ma swoją autonomię, także wewnętrzne życie duchowe. Małżonkowie otrzymują to dziecko w darze, jest ono wcieleniem ich małżeńskiej miłości. Nie fotografią, a żywym pomnikiem ich miłości. Kolejna rzecz – otwarcie się na życie, to akceptacja, a nie niszczenie potencjalnej płodności – kobiecej czy męskiej, np. poprzez sterylizację. To bardzo ważny składnik świadomości ludzkiej – że się jest płodnym. To świadomość płodności kształtuje osobowość kobiet i mężczyzn. Kobieta, która żyje rytmem swojej płodności, żyje i reaguje zupełnie inaczej – akceptuje siebie i innych, rozumie, co się z nią dzieje. Z kolei mężczyzna, który umie uszanować jej płodność, daje dowód najwyższej miłości. 
Pozbawienie się płodności bywa dramatyczne w skutkach, bardzo często po sterylizacji małżeństwo się rozpada. W Kanadzie w latach 80. XX wieku 40 proc. kanadyjskich małżeństw było wysterylizowanych. 

– W jakim stopniu na Synodzie obecne było dotychczasowe nauczanie papieży?

– Synod był manifestacją ciągłości nauczania Kościoła. Potwierdzeniem dorobku Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i papieża Franciszka.

– Z drugiej strony można się zastanawiać, czy gdyby owo nauczanie było przeniesione na poziom duszpasterski i pracę z rodzinami, nie doszłoby do prób wypełnienia tej luki na własną rękę, jak dzieje się w Niemczech, skąd przyszły postulaty Komunii św. dla rozwiedzionych?

– Niepójście za głosem Kościoła zawsze stwarza niepożądane sytuacje. Jednak trudno przekonać część biskupów, gdyż są tak zdeterminowani we wprowadzeniu pewnych przewartościowań, że nie przyjmują nawet oficjalnego nauczania Kościoła. Są bardzo podatni na wszelkie ideologie, to chyba efekt filozofii idealistycznej.

– Czy biskupi z bogatych krajów nie próbowali narzucić swoich tematów reszcie świata? O wiele więcej rodzin cierpi z powodu biedy czy wojen, tymczasem Komunia św. dla rozwiedzionych była stale poruszanym tematem, przynajmniej w mediach, na dalszy plan schodziły o wiele bardziej bolesne problemy.

Reklama

– Obserwujemy dziś rozszerzania się na cały świat dekadenckiej kultury Zachodu, również życia małżeńskiego i rodzinnego, to jeden z efektów globalizacji. I ta dekadencja zagraża pozostałym kontynentom, gdzie działa o wiele bardziej brutalnie. Mówili o tym uczestnicy Synodu z krajów afrykańskich – po narzucaniu siłą antykoncepcji i aborcji według Protokołu z Maputo i uzależnienia pomocy ekonomicznej od realizacji żądań organizacji międzynarodowych, mamy kolejne żądania i projekty. Aby je zrealizować trzeba zmarginalizować rolę starszego pokolenia, gdyż rodzice są największymi „hamulcowymi” w realizacji tych projektów kulturowych. W obradach rzymskich wzięła udział Teresa Nyirabukeye z Rwandy, która dwadzieścia lat była moją asystentką. Opowiada, że powstają specjalne kluby, w których dzieci uczy się, jak mają przeciwstawić się rodzicom.
Rzecz jasna, powstają liczne inicjatywy, bazujące na fundamencie chrześcijańskiej wizji człowieka: Papieski Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną im. Jana Pawła II przy Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, podobna placówka istnieje w Beninie, a kolejna powstaje w Kenii, konkretnie w Nairobi. Wiele inicjatyw podejmują Francuzi. Jest mocna podstawa teologiczna, do której można się odwołać.
Ale najtrudniejsze i wbrew duchowi świata jest przypomnienie tego, o czym się nie mówi, bo jest bardzo trudne do przyjęcia dla ludzi współczesnych – że życie jest niesieniem krzyża.

– Wystarczy otworzyć jakąkolwiek stronę internetową z dyskusją o Kościele, gdzie spotykamy się ze stereotypem: katolicy to masochiści. 

– Nie masochiści, a realiści. Katolicy, dzięki łasce, potrafią nieuchronne cierpienie „zagospodarować”, przyjmują je i pozwalają, by je przemieniło. Nie ma życia bez cierpienia, jest ono nieuniknione. Ktoś, kto nie potrafi sobie z cierpieniem poradzić, popełnia samobójstwo, ale nie jest to droga, którą wskazuje Kościół.

– W Polsce jest bardzo wiele inicjatyw na rzecz rodziny oraz rodzin, które angażują się w życie Kościoła i na rzecz innych rodzin. Co jest najważniejsze w świetle obrad Synodu?

– Trzeba wzmocnić i rozwijać to, co jest – sieć poradni rodzinnych, ruchów i stowarzyszeń. Na Synodzie wiele było wypowiedzi o tym, że preferencyjnie zajmują się lub włączają rodziny przede wszystkim wspólnoty i nowe ruchy świeckich. 
Ale w praktyce duszpasterskiej w parafiach rodzina nie jest w centrum, bo tam raczej indywidualnie kształtuje się dusze wiernych. Polskie duszpasterstwo jest w gruncie rzeczy pietystyczne, ludzi wychowuje się przede wszystkim do praktyk religijnych i pobożnościowych. Do takiego funkcjonowania i nastawienia duszpasterskiego nie trzeba namawiać żadnego księdza, bo polski duchowny ma to we krwi. 

Reklama

– Jakiego rodzaju „świeżej krwi” potrzebuje więc nasze duszpasterstwo?

– Zachowując dotychczasowy priorytet należy stale mieć w pamięci także i to, że człowiek jest stworzony do relacji, że ze swej natury nie jest samotnikiem. Boża miłość jest relacyjna, dlatego trzeba na to zwracać uwagę i tę miłość naśladować. I warto sobie przypomnieć przy tym postulat z „Familiaris consortio” o znaczeniu duszpasterstwa postmatrymonialnego. Ten temat stale przewijał się na Synodzie i należy go wziąć sobie do serca w Polsce. Skupiamy się na przygotowaniu do małżeństwa, kursach dla narzeczonych, albo zastanawiamy się, jak pomagać osobom żyjących w związkach niesakramentalnych. Tymczasem umyka nam cały „środek” – ludzie, którzy przyjęli sakrament, i którym trzeba towarzyszyć i pomagać w chwilach kryzysu. Gdyby było więcej takiej pracy i obecności, grupa niesakramentalnych byłaby zapewne mniejsza. 
Niesłychanie pilne jest zajęcie się młodymi małżeństwami, gdyż jest wielu niedojrzałych osób i gdy skończy się okres zakochania i zachwytu, zaczyna się odkrywać wady, spotykają trudności i wówczas pomoc w przechodzeniu ciemnych dolin byłaby bezcenna.

– Czy diecezje nie powinny organizować synodów na temat rodzin żeby zastanowić się, jak najlepiej służyć dziś rodzinie?

– Jeżeli ktoś uzna za właściwe, jak najbardziej. Jednak synod nie jest cudownym rozwiązaniem, ważna jest praca organiczna. Wspólny wysiłek księży i świeckich, który powinien odwrócić niekorzystne tendencje – rozpadanie się małżeństw, kryzys demograficzny, a także cywilizacyjny, który skazuje człowieka na całkowitą samotność. Proszę zwrócić uwagę, że swoje kazanie inauguracyjne przed rozpoczęciem Synodu Ojciec Święty zaczął od komentarza o samotności. Rodzina rozwiąże niemal wszystkie nasze problemy. I przezwycięży atmosferę wrogą rodzinie, klimatu kulturowego, który ją zwalcza, i wobec którego trzeba się uodpornić. Jeśli jest choroba zakaźna, trzeba wytworzyć szczepienia ochronne i taką szczepionką jest rodzina.

2015-11-10 12:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież Franciszek zaapelował o modlitewne wsparcie Synodu o Rodzinie

[ TEMATY ]

Synod o rodzinie

Grzegorz Gałązka

O Synodzie, jako miejscu szczególnego działania Ducha Świętego, ale także procesie obejmującym cały Kościół mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej. Franciszek rozpoczął od omówienia październikowego Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów nowy cykl katechez poświęcony kwestiom rodziny. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało około 15 tys. wiernych.

Ojciec Święty zauważył, że znaczny wpływ na postrzeganie prac synodalnych miały relacje mediów. Wyrażając uznanie dla ich zainteresowania podkreślił fałszywość obrazu prezentującego to wydarzenie jako przestrzeń starcia dwóch drużyn: konserwatystów i liberałów.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego cierpią i umierają ci, co zaufali Bogu?

2026-03-19 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Wiara uczy, że Bóg zawsze nas wysłuchuje: jednak nie zawsze spełnia nasze prośby, ale swoje obietnice. Bywa, że nie wiemy, o co prosić. Nie mając pełnej wiedzy – która przychodzi z czasem – modlimy się, ale nasze prośby są połowiczne, zawężone do momentu ich wypowiadania. Bóg tymczasem widzi szerzej, widzi nasze wczoraj, nasze dziś i wie, jakie będzie nasze jutro.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego». A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
CZYTAJ DALEJ

Wystawiono chustę św. Weroniki w Watykanie

2026-03-22 20:01

[ TEMATY ]

Chusta św. Weroniki

Vatican Media

Chusta św. Weroniki

Chusta św. Weroniki

W piątą niedzielę Wielkiego Postu wystawiono jedną z najcenniejszych relikwii Bazyliki św. Piotra - chustę św. Weroniki. Zgodnie z tradycją przekazywaną w związku z Drogą Krzyżową, kobieta otarła chustą twarz Jezusa, a na płótnie pozostało odbicie jego twarzy i ślady krwi - relacjonuje Vatican News.

W niedzielę uroczystemu nabożeństwu przewodniczył archiprezbiter Bazyliki św. Piotra kard. Mauro Gambetti. Kanonicy bazyliki oraz inni duchowni wraz z osobami życia konsekrowanego i wiernymi zgromadzili się przy grobie świętego Piotra. Po obrzędach wstępnych przeszli przez bazylikę w procesji, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych, aż doszli logii św. Weroniki znajdującej się nad jej posągiem. Następnie w tej loggii ukazano chustę św. Weroniki. W tym czasie biły dzwony, a wystawienie odbyło się w atmosferze modlitewnej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję