Reklama

Niedziela Świdnicka

Na noszach modlitwy

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jak to jest, że w związku ze zbliżającym się Spotkaniem Młodych w Krakowie organizatorzy z uwagi na zainteresowanie zastanawiają się, jak poszerzyć o kolejne sektory już przygotowane miejsce spotkań, tak by pomieścić zapowiadane tłumy młodych ludzi. A później? Daremny trud, by odnaleźć ich w świątyniach. Gdzie oni są? Co robią? Dlaczego ich nie ma w naszych kościołach? Co zrobić, by to zmienić? Niejedna tęga głowa myśli nad tym i stara się odnaleźć odpowiedź, a co ważniejsze, sposób na to, by młodych przyciągnąć do Kościoła, przyprowadzić do Jezusa. Św. Jan Paweł II, którego relacje z młodzieżą były bardzo ciepłe i charakteryzowały się obopólnym zrozumieniem, przekonywał młodzież, że nie mogą przegrać swojej młodości. Gorąco zabiegał, aby młodym dawać wsparcie. Janowi Pawłowi II zawdzięczamy Spotkania Młodych. Święty Papież nie szczędził sił, by niestrudzenie modlić się za młodych i kierować do nich słowa nadziei i pokrzepienia. Pamiętamy słowa, które wypowiedział na łożu śmierci: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Jak więc szukać młodych, pokazał Papież z Krakowa. Czas, by każdy z nas, bez względu na to, co robi, niestrudzenie szukał młodych i przyprowadzał do Jezusa. Jak to robić?

Krucjata

Reklama

Z czym się kojarzy krucjata, z walką? – Jest to walka, ale duchowa – dzieli się Jarosław Komorowski, katecheta z Kłodzka. – Niezwykle ważna, potrzebna. Po raz pierwszy spotkałem się z taką formą modlitwy dzięki inicjatywie Krucjaty w Intencji Nienarodzonych Dzieci. Wspólnie z żoną zaangażowaliśmy się, modliliśmy. Siła tkwi w częstotliwości modlitwy, systematyczności – podkreśla. – Jeśli jest tak, jak to ktoś kiedyś zauważył, a w co ja wierzę, że jedne „Zdrowaś Maryjo”, wypowiedziane z głęboką wiarą, może zatrząś całym piekłem, to jaką moc ma modlitwa wielu ludzi, wspólnoty? – zauważa katecheta. – Później zaangażowaliśmy się z żoną w Krucjatę w Intencji Rodzin i Małżeństw zagrożonych rozbiciem. Zrozumiałem, jak ważne jest modlić się za nienarodzonych, ale również za rodziny i małżeństwa. Pomyślałem, że brakuje takiej modlitwy za młodych, zwłaszcza za tę młodzież dojrzewającą, będącą w tym najtrudniejszym okresie życia. Najważniejszym. Zwróciłem się wtedy do kilku kapłanów w całej Polsce z prośbą o przygotowanie specjalnej modlitwy w intencji młodzieży. Był rok 2009. Na reakcję czekałem kilka miesięcy. Odpowiedziało dwóch: ks. Marek Dziewiecki i o. Kazimierz Lubomicki OMI. Pierwszy napisał piękną modlitwę, która zmieściła się na jednej kartce. Drugi, obszerny, przejmujący głębią treści program życia. Siła tych słów modlitwy, przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Osobiste doświadczenie

Zanim opowiemy o tym, co się wydarzyło wśród kłodzkiej młodzieży, po tym, jak Jarosław Komorowski zaprosił ich do zapoznania się ze słowami modlitw przygotowanych przez wcześniej wspomnianych kapłanów, cofnijmy się o kilkanaście lat, do szkolnych lat Jarka.

Reklama

– Kiedy opowiadam o tych moich doświadczeniach, uświadamiam sobie, że początek tej mojej troski za innych miał miejsce w Konarzewie. Byłem tam na rekolekcjach, zabrał mnie kolega. Miałem 17 lat. I choć wcześniej służyłem jako ministrant, dopiero tam doświadczyłem bliskości Pana Boga – wspomina. – Kiedy modlono się nade mną o uzdrowienie mojego życia, przeżyłem spotkanie z Jezusem. To było tak silne doświadczenie, że po powrocie opowiadałem w swojej klasie o tych rekolekcjach, o moim doświadczeniu, teraz rozumiem, że ich zagadałem, chyba wystraszyłem. Nikt nie pojechał ze mną na kolejny termin rekolekcji, choć tak ich zachęcałem. Dopiero po wielu miesiącach kilku chłopaków się tam wybrało. Owocem tych rekolekcji były nasze wspólne modlitwy, spotykaliśmy się na długich przerwach i modliliśmy się w korytarzach szkolnych, salach, a kiedy zrobiło się ciepło również na szkolnym podwórku. Dla niektórych był to dziwny widok, ale byliśmy również takim znakiem, swoistym świadectwem. Intencji nie brakowało. Każdy z nas przynosił ich dużo. Modliliśmy się za siebie, całą szkołę, rodziny. I teraz po latach, będąc katechetą w szkole, widzę, że młodzi potrzebują tego samego. Jeden z księży powiedział, że dlatego nie spotykamy młodych w świątyniach, tych, którzy tak tłumnie uczestniczą w Spotkaniach Młodych, pielgrzymkach itp., ponieważ trudno im uwierzyć w miłość, kiedy wracają do domów, gdzie znęca się ojciec alkoholik albo samotna matka, pogubiona w relacjach damsko-męskich, nie dają im obrazu miłującego Boga. Nie doświadczając miłości, nie wierzą w nią.

Jesteśmy sparaliżowani

Reklama

W 2011 r. podczas każdej lekcji religii w kłodzkim gimnazjum Jarek zaprosił młodzież do zapoznania się z treścią modlitwy ks. Marka Dziewieckiego oraz programem życia wg o. Kazimierza Lubomickiego OMI. – To, co się wydarzyło, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Trudno mi opisać emocje, jakie wtedy przeżywałem – wspomina katecheta. – Słowa modlitwy wywarły na młodzieży ogromne wrażenie, w kilku klasach młodzi się rozpłakali. Poprosiłem ich, aby wynotowali te słowa modlitwy, programu życia, które szczególnie zapamiętali lub wywarły na nich wrażenie. Kiedy czytałem ich prace, przebijały się takie opinie, które mówiły o tym, że te modlitwy budzą dobre pragnienia, że słowa modlitwy mówią o nich prawdę, że w ich życiu jest dokładnie tak, jak w tych modlitwach. Zrozumiałem, że przez te modlitwy działa Duch Święty. Owocem tych katechez były grupki młodych, którzy raz w tygodniu, a najrzadziej raz w miesiącu spotykali się, by rozważać wspólnie modlitwy i modlić się we własnych intencjach. O. Lubomicki wyjaśnił mi, że nie może to być modlitwa za młodych, ponieważ wtedy, modląc się, myślimy o innych, a przecież potrzebujemy modlić się za siebie i za innych. Dlatego swój program na życie, modlitwę, nazwał: „Modlitwa młodych za siebie i za innych młodych”. Jeśli chcemy porozmawiać z Panem Bogiem o innych, a modlitwa to rozmowa z Bogiem, musimy najpierw zadbać o własne relacje z Jezusem. O. Lubomicki wyjaśnia, że trudno rozmawiać odwróconym do kogoś plecami, tak samo jest w relacji z Panem Bogiem, jeśli jest ona zaburzona, jak możemy rozmawiać i to jeszcze o kimś innym. Najpierw więc trzeba zacząć od siebie – cytuje o. Lubomickiego katecheta. – Ta opinia zakonnika sprawdza się na przykładzie mojej młodzieży – podkreśla Jarek. – W te grupki modlących zaangażowali się ci, którzy są w jakiś grupach przy kościele. A więc tacy, którzy posiadają pewną duchową wrażliwość. Od 2011 r. co roku w okolicach września lub najpóźniej października przeprowadzam katechezy przy pomocy tych modlitw, efekty zawsze są podobne. Kolejne grupki modlących się. Wciąż są sparaliżowani i wciąż ci, którzy niosą ich do Jezusa. Każdy z nas w życiu ma momenty, dłuższe lub krótsze, w których jest sparaliżowany – zauważa Jarek. – Tę prawdę uświadomił mi o. Antonello podczas niedawno przeprowadzonych rekolekcji diecezjalnych w Wałbrzychu.

Potrzebne są nosze

W rekolekcjach oprócz Jarka i jego rodziny wzięła udział również jego młodzież, również ta, którą by o to nie podejrzewał.

– Byliśmy bardzo zbudowani, jedna z dziewcząt podczas modlitwy prowadzonej przez o. Antonello została uzdrowiona z silnej depresji, nie tylko więc była całą sobotę, kiedy to młodzi się modlili, ale przyjechała również w niedzielę wraz z babcią. Pan Bóg zaczął uzdrawiać całą ich rodzinę. Właśnie w niedzielę, kiedy kapłan rozpoczynał adorację przed Najświętszym Sakramentem, nawiązując do wcześniej rozważanego fragmentu Ewangelii, gdzie opisano uzdrowienie sparaliżowanego, którego przyniesiono do Jezusa na noszach, wypowiedział słowa zachęty do modlitwy: „Przynieśmy teraz na noszach do Jezusa, wszystkich nam bliskich i intencje, które nosimy w sercu”. W tym momencie zrozumiałem, że krucjatę za młodych nazwiemy „Na noszach modlitwy”. Moim pragnieniem serca jest to, by jak największą liczbę młodych przyprowadzić do Jezusa. Zachęcam do odwiedzin: nanoszachmodlitwy.blogspot.com i niech słowa o. Piotra Pawła Reckiego będą najlepszym podsumowaniem tego mojego pragnienia: „A może... może nie przychodzą do Jezusa (młodzi), bo są… sparaliżowani? Duchowy paraliż dopada dziś przecież wielu. Może oni po prostu już nigdy sami do Jezusa nie przyjdą. Może, jak człowiek z Ewangelii, potrzebują, żeby ich ktoś zarzucił sobie na ramiona (dosłownie albo w przenośni) i przytargał ich do Mistrza. Może o to właśnie chodzi?”.

2015-11-10 12:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Różaniec za Ojczyznę

Niedziela rzeszowska 42/2016, str. 1

[ TEMATY ]

różaniec

krucjata

Ks. Jerzy Buczek

Rozważania do tajemnic różańcowych i modlitwę przygotowali oraz prowadzili członkowie Akcji Katolickiej

Rozważania do tajemnic różańcowych i modlitwę przygotowali oraz prowadzili członkowie Akcji Katolickiej
Krucjata różańcowa – modlitwa w intencji Ojczyzny w Rzeszowie ma już swoją tradycję. Jednym z jej wymiarów jest procesja różańcowa. W tym roku po raz piąty w niedzielę 2 października mieszkańcy Rzeszowa z różańcem w dłoni i ze „Zdrowaśkami” na ustach przy pięknej słonecznej pogodzie przeszli w procesji różańcowej ulicami miasta. O godz. 15 uczestnicy pielgrzymki, na czele z kapłanami, jednoczyli się w modlitwie Koronką do Miłosierdzia Bożego pod Krzyżem Ofiar Komunizmu na placu Śreniawitów. Inicjatorem procesji różańcowej jest Rada Ruchów Diecezji Rzeszowskiej. Procesji przewodniczył ks. prał. Stanisław Potera, asystent kościelny Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej, proboszcz parafii św. Michała w Rzeszowie. Rozważania do tajemnic różańcowych i modlitwę przygotowali i prowadzili członkowie Akcji Katolickiej. Wszyscy uczestnicy procesji włączali się w modlitwę i wspólny śpiew.
CZYTAJ DALEJ

Watykan: kard. Ryś nadal członkiem Dykasterii do spraw Biskupów

2026-02-14 12:58

[ TEMATY ]

Kard. Grzegorz Ryś

Ks. Paweł Kłys

Ojciec Święty Leon XIV mianował członkiem Dykasterii do spraw Biskupów czcigodną siostrę Simonę Brambilla, MC, prefekt Dykasterii do spraw Instytutów życia konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego - poinformowało watykańskie Biuro Prasowe.

W komunikacie zaznaczono, iż Ojciec Święty potwierdził również członkostwo w wyżej wymienionej instytucji kurialnej wielu kardynałów, w tym metropolity krakowskiego, kardynała Grzegorza Rysia, mianowanego do tej funkcji 21 listopada przez papieża Franciszka. Wśród członków wspomnianej dykasterii papież potwierdził też niektórych biskupów, a także opata klasztoru św. Pawła za Murami, o. Donato Ogliari, OSB oraz dwie kobiety, siostrę Raffaellę Petrini, FSE, przewodniczącą Papieskiej Komisji ds. Państwa Watykańskiego i Maríę Líę Zervino, była przewodniczącą Światowej Unii Organizacji Kobiet Katolickich.
CZYTAJ DALEJ

Fulton Sheen: Teleewangelista czy prorok zza oceanu?

2026-02-14 20:15

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Abp Fulton Sheen

„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i Szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.

Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję