W dniach 6-7 grudnia w Ciechanowcu odbył się 34. Konkurs Gry na Instrumentach Pasterskich im. Kazimierza Uszyńskiego, organizowany przez Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewody Podlaskiego i Marszałka Województwa Podlaskiego oraz przy współudziale Starosty Wysokomazowieckiego i Parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Ciechanowcu. Patronem duchowym konkursu był biskup drohiczyński Tadeusz Pikus
Część konkursowa odbyła się w sobotę 6 grudnia. Grano na ligawkach, trombitach, bazunach, rogach i innych instrumentach pasterskich. Konkurs zakończył występ zespołu „Jabłuczani” z Ukrainy”.
W niedzielę 7 grudnia w kościele pw. Trójcy Przenajświętszej w Ciechanowcu biskup drohiczyński Tadeusz Pikus celebrował Eucharystię. Już w drodze do świątyni Ksiądz Biskup witał uczestników konkursu, interesował się ich instrumentami, strojami i miejscami, z których przyjechali. W kościele Księdza Biskupa witała delegacja konkursowiczów, a następnie proboszcz – ks. Tadeusz Kryński. Kapłan, nawiązując do sobotniego wspomnienia św. Mikołaja, podarował Księdzu Biskupowi ligawkę, a ten – dziękując za prezent – zadeklarował, że będzie uczył się gry na tym instrumencie; jak się okazało szybko zaczął realizować ten plan i zaraz po Mszy św. wierni mogli usłyszeć i zobaczyć Biskupa Drohiczyńskiego grającego na ligawce.
Gra na ligawkach i innych instrumentach pasterskich oraz śpiew chóru parafialnego ubogacały Eucharystię, w której uczestniczyli kapłani, przedstawiciele władz, uczestnicy konkursu i mieszkańcy Ciechanowca dumni, że to właśnie w ich miejscowości odbyło się to ważne wydarzenie. Temat instrumentów ludowych pojawił się też w homilii bp. Tadeusza: – Dziś zwracamy uwagę na pewien element kultury, jakim są elementy muzyczne, jak ligawki, bazuny i inne instrumenty pasterskie. Ten element kultury został wykorzystany do życia religijnego. Ligawki od ok. 200 już lat używane są do zwoływania na Roraty, a czasem też przed Pasterką. Roraty to znaczy czuwanie, tak jak Maryja oczekiwała czuwająca. Każdy chrześcijanin, przychodząc na Roraty, naśladuje Maryję, gotów, by począł się w nim Syn Boży, który przychodzi, aby być z nami i w nas. (…) Ligawka, która wzywa na czuwanie w pewnym sensie nawiązuje do słów Ewangelii według św. Mateusza: „Pośle Syn Człowieczy Chrystus swoich aniołów z trąbą o głosie potężnym, i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata, od jednego krańca nieba aż do drugiego” (por. Mt 24,31). Ligawka, która ma mocny, głęboki ton, jest jakby trąbą, która wzywa wszystkie narody. Bp Pikus mówił też o innych okolicznościach, gdy ligawki obecne są w wydarzeniach religijnych. Przestrzegał, byśmy czuwając i przygotowując się do Świąt Bożego Narodzenia, nie zapominali, że mamy też przygotowywać się do spotkania z Chrystusem, który przyjdzie w chwale
By tradycja nie zaginęła
Po Eucharystii w Muzeum Rolnictwa nastąpiło rozdanie nagród oraz miał miejsce koncert laureatów i zaproszonych zespołów. Zebranych witała dyrektor muzeum Dorota Łapiak: – Inspirację dla pierwszego konkursu był znaleziony na strychu stary instrument muzyczny, którego początkowo nikt nie potrafił określić. Jak się potem okazało, pierwsze wzmianki o ligawce pojawiły się już w 1778 r., kiedy pisał o niej nasz wielki patron ks. Krzysztof Kluk. Ligawka mazowiecko-podlaska stała się instrumentem obrzędowym, grę na niej rozpoczynano w pierwszą niedzielę Adwentu, a kończono w czasie Pasterki. W pierwszym konkursie organizowanym w muzeum wzięło udział tylko 4 uczestników, jednak silna wola organizatorów sprawiła, że przegląd ten zyskał rangę ogólnopolskiego, a z czasem stał się konkursem międzynarodowym.
W dalszej części uroczystości wręczono nagrody dla najlepiej grających na instrumentach pasterskich, a Andrzej Klejzerowicz z Ciechanowca otrzymał specjalne wyróżnienie za troskę, by tradycja tej gry nie zaginęła. – Zależy mi na tym, by nie zaginęła tradycja tej gry, ale też by nie zaginęły tradycyjne, stare melodie. Żeby ludzie grający na ligawkach znali te tradycyjne melodie – mówił. Niedzielne spotkanie w skansenie ubogaciły występy zespołów „Pleskota” z Chmielna, „Pieniny” z Krościenka, „Karpatska Taystra” z Ukrainy, „Betyar Banda” z Węgier oraz „Na Taku” z Białorusi. Goście z zapartym tchem słuchali zarówno dzieci grających na ogromnych ligawkach, jak i dorosłych wygrywających na tych instrumentach przedziwne melodie. W kuluarach można było porozmawiać z uczestnikami konkursu, poznać historię ich instrumentów, a nawet spróbować zadąć w ligawkę czy róg. Wydarzeniu towarzyszyła niezwykle serdeczna atmosfera, a chociaż konkurs to rywalizacja i chęć zdobycia jak najwyższego miejsca, to wśród grających zawiązywały się serdeczne, koleżeńskie relacje. Może to właśnie niezwykła atmosfera, może niezwykłość samego konkursu, a może urok instrumentów pasterskich sprawiają, że konkurs organizowany jest od 1974 r. i cieszy się niemalejącą popularnością zarówno wśród uczestników, jak i publiczności.
Zwycięska praca Piotra Pawlika. Fotografie konkursowe można oglądać w RC PO Natura 2000 w Tarnobrzegu
Pod takim tytułem odbył się konkurs fotograficzny zorganizowany w Tarnobrzegu przez Regionalne Centrum Promocji Natura 2000 – Tarnobrzeska Dolina Wisły.
Konkurs został ogłoszony na wiosnę i kierowany był głównie do studentów oraz osób dorosłych. – Ogłosiliśmy go wiosną, kiedy miłość wraz z przyrodą dopiero zaczynała rozkwitać, by w kolejnych miesiącach móc zaobserwować jej kolejne etapy. Miłość w przyrodzie to głównie związek samicy i samca, przejawiająca się w formie toków, godów, mamy zresztą sporo nazw określających to zjawisko: rykowisko, bekowisko, huczka, w zależności od gatunku zwierząt. Nie możemy zapominać, że to także miłość rodzicielska, przejawiająca się w trosce o wykarmienie, w nauce zdobywania pokarmu, latania w przypadku ptaków, czy nawet błahej zabawie. Prace zgłosili znani już tarnobrzescy fotograficy przyrody, ale także osoby, które zadebiutowały i to bardzo udanie – mówił Konrad Niedźwiedź, kierownik Centrum Natura 2000. Jury konkursu nie miało łatwego zadania, jednak spośród nadesłanych zdjęć została wybrana fotografia Piotra Pawlika. Przedstawia ona zmęczoną, mokrą lisią mamę, którą małe liski zachęcają do zabawy. – Zdjęcie lisicy z małymi to przykład tej bardzo sympatycznej części, składającej się na fotografię przyrodniczą, czyli podglądanie zwyczajów zwierząt w ich naturalnym środowisku, kiedy czują się spokojne, niezagrożone przez np. człowieka. Obraz troski i opieki nad małymi, tak jak w tym przypadku liskami, ale także wśród innych gatunków świata fauny, potrafi ująć. Jest w nim ogromne piękno. Naturalnie trzeba sporo czasu spędzić, by udało się spotkać zwierzęta i zrobić to jedno zdjęcie, bez wchodzenia, jak się mówi potocznie, z buciorami w ich życie – mówił Piotr Pawlik, zdobywca I nagrody. Do konkursu zgłosiło się wielu fotografików, dlatego wybór zwycięskich fotografii sprawił wiele trudności komisji konkursowej. Dlatego też drugie miejsce ex aequo zajęły Monika Jabłońska i Sylwia Tomala. Również w przypadku III miejsca komisja konkursowa przyznała trzy nagrody: Leszkowi Kopciowi, Rafałowi Rozmusowi i Marcinowi Soi. Wyróżnienie za zdjęcie pary łabędzi otrzymał Mariusz Dyszlewski. – Zachwyciły mnie we wszystkich fotografiach kadry i interpretacja tematu, czyli miłości w świecie przyrody. Poziom był bardzo wyrównany, niemniej wybijało się szczególnie jedno zdjęcie, któremu jednogłośnie przyznaliśmy główną nagrodę. Fotografowanie przyrody jest niezwykle trudne, to nie są modelki, modele, którzy staną i spokojnie zapozują do zdjęcia, a nawet serii zdjęć. Tu decyduje czasami setna sekundy, na którą otwiera się migawka i udaje się uchwycić to jedno jedyne ujęcie – mówił Paweł Matyka, przewodniczący jury, fotograf, członek Tarnobrzeskiego Towarzystwa Fotograficznego, Fotoklub Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenia Twórców i Międzynarodowej Federacji Sztuki Fotograficznej FIAP.
Ubolewanie, że procedury i spory prawne mogą przesłaniać cierpienie konkretnych ludzi oraz o większą wrażliwość wobec osób skrzywdzonych zaapelował w swoim wpisie na komunikatorze X biskup sosnowiecki Artur Ważny. Hierarcha odniósł się do zastrzeżeń Ministerstwa Sprawiedliwości wobec statutu Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce.
Każda łza i każde zranienie Osób Skrzywdzonych wołają o ciche, pełne szacunku zatrzymanie, a nie o kolejne procedury, które odsuwają w czasie pożądany owoc sprawiedliwości i leczenia. Jako biskup nie mogę milczeć, gdy widzę, jak na ścieżkach do odzyskiwania godności Osób Skrzywdzonych wyrastają nowe mury i prawne przeszkody. Pragnę przeprosić za każdy moment, w którym zamiast gotowości do słuchania napotykacie na gąszcz prawniczych zastrzeżeń. Z głębi serca staję dziś przy Was, obiecując, że Kościół - w wymiarze, który ode mnie zależy - nie przestanie szukać dróg, by Wasz głos został wysłuchany z czułością, na jaką zasługujecie. Wobec zastrzeżeń zgłoszonych przez Ministerstwo Sprawiedliwości do statutu naszej kościelnej Komisji odczuwam smutek, że formalny język i prawne wątpliwości po raz kolejny przesłaniają żywego człowieka. Choć rozumiem potrzebę dbałości o standardy prawa, trudno nie ubolewać nad brakiem wrażliwości na potrzebę chociażby minimalnego wysłuchania, zadośćuczynienia i uzdrowienia relacji. Pragnę wzywać zarówno organy państwowe, jak i nas samych w Kościele, abyśmy w obliczu cierpienia pokrzywdzonych potrafili przekroczyć urzędowe podziały i odnaleźć przestrzeń prawdy. Gdy dialog instytucji staje się chłodną debatą, Osoby Skrzywdzone doznają kolejnej niewidzialnej rany, czując się osamotnione ze swoim ciężarem. Niech ten trudny moment zmobilizuje nas wszystkich do pokornego słuchania Waszych historii i do zbudowania mostów, po których sprawiedliwość i miłosierdzie - nie tylko Boże - wreszcie dotrą do Waszych serc. Zapewniam Was o stałej bliskości i modlitwie, uciekając się do nadziei, że mimo tych trudności znajdziemy wspólnie drogę do prawdy, która wyzwala i miłości, która się z nią współweseli.
Ponad 300 osób dziś rano wyruszyło do Częstochowy po Mszy św. w zielonogórskiej konkatedrze. Przez pierwsze kilometry na trasie pielgrzymom towarzyszył bp Adrian Put
Pielgrzymi z Zielonej Góry w drodze na Jasną Górę. Ponad 300 osób dziś rano wyruszyło do Częstochowy po Mszy św. w zielonogórskiej konkatedrze. Przez pierwsze kilometry na trasie pielgrzymom towarzyszył bp Adrian Put, który najpierw skierował do nich ważne przesłanie.
Tegoroczna 44. Piesza Pielgrzymka z Zielonej Góry na Jasną Górę rozpoczęła się Mszą św. w zielonogórskiej konkatedrze. Eucharystii przewodniczył bp Adrian Put. W homilii nawiązał do dzisiejszego pierwszego czytania z Księgi proroka Izajasza. Zauważył, że Żydzi, będąc w końcowej fazie niewoli babilońskiej, dobrze odnajdywali się w tej rzeczywistości i nie byli niewolnikami. Mając pieniądze zaczęli je wydawać na to, co jednak nie zaspokajało ich wewnętrznego pragnienia. Wówczas zaczął do nich przemawiać, a wręcz krzyczeć prorok Izajasz, by zwrócili się do Pana i zaczęli słuchać Słowa Bożego. Tę sytuację biskup odniósł do kondycji współczesnego człowieka. - Czasami w naszym życiu bywa tak, że inwestujemy siły i środki w to, co nie zaspokaja naszego wnętrza. Mamy dużo. Jako społeczeństwo mamy coraz więcej . Z coraz większą dumą spoglądamy na inne narody i mówimy "mamy więcej", "mamy lepiej", "mamy bardziej". Ale czy przez to duch Zielonej Góry, czy przez to duch naszej diecezji, naszego regionu czy duch naszej ojczyzny jest nasycony? Czy przez to mamy się lepiej, bo rzeczywiście odczuliśmy obecność tego, Który jest najważniejszy i najistotniejszy w naszym życiu? Czy może chociaż zewnętrznie mamy wiele, to wewnętrznie głodujemy, strasznie głodujemy, bo wydajemy nasze siły i środki na to, co nie jest prawdziwym chlebem i wydajemy nasze siły na to, co nie zaspokaja, bo nasza dusza nie je do pełności, do obfitości nie spożywa tłustych potraw - mówił bp Put. - Drodzy pielgrzymi, którzy wyruszacie na ten pielgrzymi szlak, że wybraliście bardzo dobrze, a nawet najlepiej. Bo pielgrzymka to jest to taki dobry czas kiedy nie zajmujemy się inwestowaniem naszych sił i środków na to, co nie przynosi zaspokojenia, ale jest to próba uczynienia tego, co wykrzyczał nam prorok "Słuchajcie mnie". Od tego wszystko się zaczyna, to tak naprawdę wszystko porządkuje i to tak naprawdę daje nam zaspokojenie. Wystarczy to jedno – i Żydzi to mieli i my to mamy: "Słuchajcie mnie". Słuchajcie Słowa Bożego, słuchajcie nauki Pańskiej, która rozbrzmiewa w Kościele, bo jeśli będziecie słuchali Słowa Bożego, jeśli będziecie słuchali nauki Pańskiej wasze dusze będą prawdziwie odżywione, będą nakarmione tłustą potrawą, a nie będzie tak, że mając wszystko przymierać będziecie. Pielgrzymka to dobry czas, aby ustawić sobie te właściwe wybory i właściwe inwestycje: czy wydaje pieniądze, czy wydaję siły, środki, moce, wszystko co posiadam na to, co zaspokaja moje wnętrze, czy może głoduję?
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.