Reklama

Polityka

Muzeum Tuska?

Donald Tusk obejmuje odpowiedzialną placówkę w zjednoczonej Europie i żegna się na lata z polską polityką. I już dziś trzeba myśleć o stworzeniu muzeum jego rządów. Tym bardziej że lista eksponatów, które trzeba zgromadzić, jest spora. Czapka z Peru, cygaro Montecristo, sztabka Amber Gold czy minirozmówki polsko-angielskie, które z pewnością przydadzą się w pracy szefa Rady Europejskiej - to tylko część z nich

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Rządy Tuska trwały siedem lat i wystarczy - twierdzi nie tylko opozycja, ale nawet sam premier, skoro odchodzi do innej pracy. Jak wynika z badań, zmiany chciało coraz więcej Polaków. Kto pamięta czasy, gdy Tusk bił halowy rekord Europy, wygłaszając trwające 3 godz. i 5 min exposé. Przebił nawet Jerzego Buzka, który mówił 150 min. - Nie na każdym filmie tyle bym wysiedział - żartował nawet Jacek Żakowski.

Tamto exposé trwało długo, Tusk wiele obiecał i nie spełnił, dlatego wykrywacz bajek i bujd, czyli wariograf, mógłby być ozdobą muzeum Tuska. A co poza tym? Oto kilkanaście innych eksponatów - może w porządku alfabetycznym.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

A jak asfalt z autostrady

Ponad 1,5 tys. km autostrad i trzy razy tyle nowych i zmodernizowanych ekspresówek zakładał Narodowy Program Wielkiej Budowy, z którym partia Tuska szła do wyborów. Autostrady i drogi ekspresowe - w zapowiedziach premiera i jego ministrów - miały już w ubiegłym roku przecinać Polskę wzdłuż i wszerz. Niestety, nie przecinają ani wzdłuż, ani wszerz, i nie wiadomo, kiedy będą przecinać. Kłopoty z wykonawcami, dziwne przetargi, przeciągające się prace projektowe, nieudolność urzędników i zwykłe złodziejstwo spowodowały, że plan Wielka Budowa ciągle jest w budowie.

B jak babci dowód

Reklama

To schowanie dowodu babci przez wnuczka przyczyniło się najpewniej do dojścia Donalda Tuska do władzy. Doprawdy, trudno znaleźć inną przyczynę jego sukcesu. Ponoć w najbliższych wyborach może się to zmienić i babcia schowa dowód wnuczkowi. Jeśli jeszcze nie wyjechał za granicę - jak setki tysięcy innych wnucząt za rządów Donalda Tuska. Uzupełniającym eksponatem mógłby być zmywak z Wielkiej Brytanii, na którym zasuwają polscy absolwenci uczelni. Premier Tusk wie o zakusach babć i sam woli wyjechać.

C jak ciujo z Peru

Premier Donald Tusk odbył niemal 200 wizyt zagranicznych, a szlak jednej z pierwszych wiódł do Peru. Przywiózł stamtąd Order Słońca Peru - najwyższe tamtejsze odznaczenie za zasługi dla Peru, i chullo (wym.: ciujo) - czapkę przeznaczoną do ochrony przed zimnem i wiatrem. Ciujo, utkane z wełny alpaki lub owcy, ma cechy potrzebne mężom stanu: lekkość, trwałość i świeżość. Zdjęcie premiera w ciujo zrobiło furorę, a zawistnicy twierdzili, że podróże Tuska są potrzebne jak te z powiedzenia: „konferencja w Baden-Baden, a skutek żaden-żaden”.

D jak dorsz za 8 zł

Ten eksponat jest mały jak... dorsz kupiony za 8,16 zł służbową kartą przez jednego z posłów PiS. Wytropiła go Julia Pitera, kiedyś faworyta premiera i pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją w jednej osobie. Ten dorszyk - główne osiągnięcie Pitery przez 4 lata piastowania urzędu - stał się symbolem antykorupcyjnych działań (a raczej ich braku) ekipy Donalda Tuska. W końcu urząd Pitery zlikwidowano i obliczono, że kosztował nas ponad 1,5 mln zł. Pochłaniał 30 tys. zł miesięcznie, licząc same pensje. Pani Julia otrzymywała co miesiąc około 12 tys. zł, zatrudniała 2 sekretarki i 2 kierowców.

F jak fotoradar

Reklama

- Tylko facet, który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu skontrolować ich wszystkich, bez wyjątku - mówił Tusk, lider opozycji tuż przed wyborami w 2007 r. Po wyborach zmienił zdanie. Dziś, po 7 latach rządów koalicji PO-PSL, fotoradar - nieodłączne wyposażenie polskich dróg - stał się jednym z symboli władzy Tuska. Nie ma dymu bez ognia; fotoradary nie pojawiły się bez przyczyny, a chodzi o łatanie powiększającej się dziury budżetowej, która mogłaby być kolejnym eksponatem w naszym muzeum, gdyby dobrze było ją widać.

G jak gała, czyli futbolówka

- Dużo więcej czasu poświęcam kibicowaniu i graniu w piłkę nożną niż polityce - mówił Tusk w rozmowie z premierem Słowacji. Przesadzał, ale tylko trochę: futbol to dla niego coś więcej niż hobby. Nie omija transmisji z meczów i sam kopie od lat. Na boisku bywa agresywny, bo nie lubi przegrywać. Lubi uderzenie z czuba i grę na sępa, polegającą na czekaniu na piłkę pod bramką przeciwnika. Czeka na podania na pustaka, by być sam na sam z bramkarzem. Grę w piłkę traktuje jako coś, co odstresowuje, podobnie jak czekolada i wino, na rzecz którego porzucił whisky i cygaro, które też powinno trafić do muzeum. Szczególnie lubiana przez premiera marka to Montecristo.

K jak kora z pancernej brzozy

Pancerna brzoza - według rosyjskich (MAK) i polskich (komisja Millera, czy raczej Tuska) denuncjacji - miała stanąć na drodze tupolewa i go uszkodzić. Ale jest problem: są wątpliwości co do pomiarów wysokości przełamania drzewa. Półtora metra robi sporą różnicę. Specjaliści wątpią jednak, czy brzoza była aż taka pancerna. Tzw. komisja Millera sporo ustalała na oko. Jej członkom nie zapewniono bowiem swobodnego dostępu do dowodów, świadków czy miejsca katastrofy. A to już efekt zauroczenia premiera Putinem (i wersją o pancernej brzozie).

L jak automat do lodów

Reklama

Dawna posłanka Beata S. nie była prekursorką kręcenia lodów na szczytach PO, ale to jej sprawki wyszły na jaw i pokazały władzę od zaplecza. Pani Beata w rozmowie z oficerem CBA zapowiadała przekształcanie szpitali w spółki i „kręcenie na tym lodów”. „Jest nas troje, którzy tworzą prawo” - mówiła i zapewniała, że „ci będą mieli fart, którzy pierwsi będą wiedzieć [o zmianach przepisów]”. „Jak wygramy wybory, to dopiero będziemy kręcić lody!” - oznajmiała posłanka PO.

M jak miotła Grasia

Prasa nazwała byłego rzecznika rządu Pawła Grasia, jednego z najbliższych współpracowników Tuska i, jak mówił sam premier, drugą twarz rządu, a czasami nawet pierwszą - „dozorcą u Niemców”. Graś przez kilkanaście lat za darmo mieszkał z rodziną w willi należącej do niemieckiego biznesmena. Jak tłumaczył, zawarł z nim umowę, zgodnie z którą opiekuje się domem w zamian za możliwość nieodpłatnego mieszkania. Jak wyliczono, za takie lokum zapłaciłby 5 tys. zł miesięcznie. Rzecznik nie wpisał fuchy w rejestr korzyści, a także nie zapłacił podatku. Zwykły Polak miałby kłopoty, człowiek Tuska może spać spokojnie. I właśnie tak śpi.

P jak Pędzący Królik, Sowa i Przyjaciele

Reklama

Szyldy tych warszawskich lokali z pewnością powinny znaleźć się w muzeum. W pierwszym doszło najpewniej do przecieku w aferze hazardowej - ostrzeżono osoby podejrzane o nielegalny lobbing przy ustawie hazardowej. Według CBA, stało się to podczas spotkania Marcina Rosoła, szefa gabinetu ministra Mirosława Drzewieckiego, z Magdaleną Sobiesiak, córką biznesmena z branży hazardowej. Próba przeforsowania ustawy o grach losowych, tak by była ona korzystna dla rekinów hazardu, a prywatnie - kolegów polityków PO, spowodowała serię dymisji w rządzie i pogonienie szefa CBA Mariusza Kamińskiego, który... aferę wyśledził. Nie było za to dymisji, gdy ujawniono taśmę ze spotkania szefów MSW Bartłomieja Sienkiewicza i NBP Marka Belki, podczas którego obaj rozważali przeprowadzenie zamachu stanu.

P jak kropla potu z czoła „Zbycha”

Gdzieś koło szyldu „Pędzącego...” i „Sowy...” powinna znaleźć się kropla potu z czoła Zbigniewa Chlebowskiego, dawnego szefa klubu PO. Podczas konferencji prasowej po wybuchu afery hazardowej pocił się on strasznie - miał bowiem powód. Gdy z podsłuchanej przez CBA rozmowy wynikało, że Chlebowski jest zaangażowany w blokowanie niekorzystnych dla branży zmian w ustawie o grach losowych, „Zbychu” mówił o rozmowach w tej sprawie z „Grześkiem” i „Mirem” (Schetyną i Drzewieckim). Ani „Miro”, ani „Zbychu” nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Aferę zatuszowano, a raport komisji śledczej pod kierunkiem posła Sekuły zupełnie ośmieszył tę instytucję.

R jak rozmówki polsko-angielskie

Muzeum musi też mieć „na stanie” egzemplarz minirozmówek polsko-angielskich, z których premier Tusk - już jako przewodniczący Rady Europejskiej - będzie często korzystał. Egzemplarz musi być w oprawie skórzanej stylizowanej, z wyklejką z papieru ręcznie antykowanego, z tłoczeniem złotem tytulatury na grzbiecie i okładce przedniej, ze zdobieniami reliefowymi na okładce. Należy się, wszak cała Polska ściska kciuki, żeby premier nie pomylił np. „whole” (całość, cały) z „hole” - dziurą, np. wspomnianą „black hole” - czarną dziurą. Wymowa jest identyczna.

S jak sztabka Amber Gold

Reklama

Spółka Amber Gold inwestowała w złoto, a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem, znacznie wyższym od lokat bankowych. Gdy firma ogłosiła decyzję o likwidacji, tysiące klientów nie odzyskało pieniędzy. Wyłudzenie było możliwe m.in. dzięki bezwładowi instytucji publicznych. Głośno o firmie zrobiło się, gdy w tarapaty wpadły należące do niej tanie linie lotnicze OLT Express. Pracował w nich syn Tuska, który jednocześnie był pracownikiem gdańskiego lotniska. Prokuratura nie doszukała się w tej pracy na dwie strony przestępstwa (nie jest nim konflikt interesów). Nie było też dowodów, że ostrzeżony przez ABW premier ostrzegł przed AG syna, a jej klientów już nie. Ale niesmak pozostał, o czym w piosence „Jarek, Polskę zbaw” śpiewał zespół „V-Unit”.

T jak kępa trawy ze stadionu

Otwarcie Stadionu Narodowego, który miał być jednym z sukcesów ekipy Tuska, było odkładane wielokrotnie, tyle razy, ile wymieniano murawę. Ponadto były problemy z budową gmachu, instalacją przeciwpożarową, rozsuwanym dachem i wieloma innymi sprawami. Stadion stał się obiektem żartów, a nie dumy rządowej. Po zalaniu murawy i konieczności przełożenia meczu z Anglią został nazwany Basenem Narodowym. I jest nim do dziś. I to mimo stawania na głowie reżimowych mediów.

Z jak zdjęcie z Putinem

Dlaczego premier Tusk zgodził się na oddanie śledztwa smoleńskiego Rosjanom? Odpowiedzi brak, a to ważne, wybór konwencji chicagowskiej uniemożliwia nam bowiem odwołanie się od raportu MAK do międzynarodowych organizacji lotniczych i pozwala bolszewikom na przetrzymywanie kluczowych dowodów. Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być różne, jedna z możliwości to wspomniane zauroczenie Tuska Putinem. Porozumienia w sprawie przyjęcia konwencji chicagowskiej nie spisano i to mogło doprowadzić do ogrania premiera Donalda przez cara Władimira. Pamiętamy zdjęcie uwieczniające moment, gdy w Smoleńsku car przytulił Tuska, i słynnego żółwika Putin-Tusk. Czy można było odmówić carowi? Reszta to już tylko skutki chwili zapomnienia.

Ż jak żyrandol

Nawet Tadeusz Mazowiecki, zwany Żółwiem, nie zdzierżył. - Tusk popełnił błąd, bo prezydentura to nie tylko żyrandol - mówił. Chodziło o słowa premiera, gdy uzasadniał decyzję o wycofaniu się z udziału w wyborach prezydenckich w 2010 r. - Po tym, jak nowy prezydent mówi słowa przysięgi, jest tylko prestiż, zaszczyt, żyrandol, pałac i weto - mówił. Walkę podjął jego bliski współpracownik Bronisław Komorowski i to on stał się strażnikiem żyrandola, czego Tusk zdaje się mu zazdrościć. Po 5 latach na europejskich salonach chciałby zasiąść w Belwederze.

Inne eksponaty

Twórcy Muzeum Donalda Tuska mogą wybierać, przebierać w eksponatach, które dałoby się w nim pokazać. Ekspozycję warto uzupełnić o portret pamięciowy seryjnego samobójcy (krążącego po Polsce w czasie rządów Donalda Tuska), mikrofon z podsłuchu (jeszcze nigdy nie byliśmy tak słuchani przez władzę, ale władza siebie nawzajem też słucha), koło z zepsutego tuskobusu, kartkę z Kataru od biznesmena, który nie kupił Stoczni Szczecińskiej i, oczywiście, banknot o nominale 100 euro, które premier obiecał wprowadzić już w 2011 r. Na szczęście obietnicy nie spełnił.

2014-12-02 14:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zakaz dyskusji o homoseksualizmie?

Projekt nowelizacji tzw. ustawy antydyskryminacyjnej jest zagrożeniem dla wolności słowa w Polsce. To ma być „młot prawny” na tych, którzy krytykują lobby homoseksualne

Szczególny niepokój prawników wywołały zakusy polityków lewicy w polskim parlamencie dotyczące nowelizacji tzw. ustawy antydyskryminacyjnej (druk sejmowy 1051). Niestety, projekt nowelizacji zgłoszony przez Ruch Palikota i SLD ma wsparcie posłów PO. - Ostatnie głosowania podczas pierwszego czytania pokazały, że politycy się porozumieli. Ten niebezpieczny projekt może liczyć na stabilną większość w polskim parlamencie - tłumaczy mec. Jerzy Kwaśniewski, ekspert Centrum Prawnego Ordo Iuris.
CZYTAJ DALEJ

Szkaplerz „kołem ratunkowym”

Szkaplerz to najpopularniejsza obok Różańca świętego forma pobożności maryjnej. Historia szkaplerza sięga góry Karmel w Ziemi Świętej, kiedy to duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili tam życie modlitewne. Było to w XII wieku. Z powodu prześladowań ze strony Saracenów bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel przenieśli się do Europy i dali początek zakonowi zwanemu karmelitańskim. W południowej Anglii w Cambridge mieszkał pewien bogobojny człowiek - Szymon Stock, generał zakonu, który dostrzegając grożące zakonowi niebezpieczeństwa, modlił się gorliwie i błagał Maryję, Najświętszą Dziewicę, o pomoc. Pewnej nocy, z 15 na 16 lipca 1251 r., ukazała mu się Najświętsza Panienka w otoczeniu aniołów. Szymon otrzymał od Maryi brązowy szkaplerz i usłyszał słowa: „Przyjmij, Synu najmilszy, szkaplerz Twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla Ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Od tamtej pory karmelici noszą szkaplerz, czyli dwa prostokątne skrawki wełnianego sukna z naszytymi wyobrażeniami Matki Bożej Szkaplerznej i Najświętszego Serca Pana Jezusa, połączone tasiemkami. Słowo „szkaplerz” pochodzi od łacińskiego słowa „scapulae” (plecy, barki) i oznacza szatę, która okrywa plecy i piersi. Papież Pius X w 1910 r. zezwolił na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym. Do wielkiej Rodziny Karmelitańskiej chcieli przynależeć wielcy tego świata - królowie, książęta, możnowładcy, ale i zwykli, prości ludzie. Dzięki papieżowi Janowi XXII - temu samemu, który wprowadził święto Trójcy Świętej i wyraził zgodę na koronację Władysława Łokietka - szkaplerz stał się powszechny. Papież miał objawienia. Matka Boża przyrzekła szczególne łaski noszącym pobożnie szkaplerz karmelitański. A Ojciec Święty ogłosił te łaski światu chrześcijańskiemu bullą „Sabbatina” z dnia 3 marca 1322 r. Bulla mówiła o tzw. przywileju sobotnim. Szczególne prawo do pomocy ze strony Maryi w życiu, śmierci i po śmierci mają ci, którzy noszą szkaplerz. Jest to niejako suknia Maryi, czyli znak i nieomylne zapewnienie macierzyńskiej opieki Matki Bożej. Kto nosi szkaplerz karmelitański, ten otrzymuje obietnicę, że dusza jego wkrótce po śmierci będzie wyzwolona z czyśćca. Stanie się to w pierwszą sobotę miesiąca po śmierci. Oczywiście, pod warunkiem, że ta osoba nosiła szkaplerz w należytym duchu i żyła prawdziwie po chrześcijańsku, zachowała czystość według stanu i modliła się modlitwą Kościoła. Jan Paweł II pisał do przełożonych generalnych Zakonu Braci NMP z Góry Karmel i Zakonu Braci Bosych NMP z Góry Karmel, że w znaku szkaplerza zawiera się sugestywna synteza maryjnej duchowości, która ożywia pobożność ludzi wierzących, pobudzając ich wrażliwość na pełną miłości obecność Maryi Panny Matki w ich życiu. „Szkaplerz w istocie jest «habitem» - podkreślał Ojciec Święty. - Ten, kto go przyjmuje, zostaje włączony lub stowarzyszony w mniej lub więcej ścisłym stopniu z zakonem Karmelu, poświęconym służbie Matki Najświętszej dla dobra całego Kościoła. Ten, kto przywdziewa szkaplerz, zostaje wprowadzony do ziemi Karmelu, aby «spożywać jej owoce i jej zasoby» (por. Jr 2, 7) oraz doświadczać słodkiej i macierzyńskiej obecności Maryi w codziennym trudzie, by wewnętrznie się przyoblekać w Jezusa Chrystusa i ukazywać Jego życie w samym sobie dla dobra Kościoła i całej ludzkości” (por. Formuła nałożenia szkaplerza). Papież Polak od wczesnych lat młodości nosił ten znak Maryi. I zawsze zaznaczał, jak ważny w jego życiu był czas, gdy uczęszczał do kościoła na Górce (Karmelitów) w Wadowicach. Szkaplerz przyjęty z rąk o. Sylwestra nosił do końca życia. (Szkaplerz św. Jana Pawła II znajduje się w klasztorze Karmelitów w Wadowicach.) W orędziu z okazji jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego pisał, że szkaplerz „staje się znakiem przymierza i wzajemnej komunii między Maryją i wiernymi, a w rezultacie konkretnym sposobem zrozumienia słów Jezusa na krzyżu do Jana, któremu powierzył swą Matkę i naszą duchową Matkę”. Matka Boża, kończąc swe objawienia w Lourdes i w Fatimie, ukazała się w szatach karmelitańskich jako Matka Boża Szkaplerzna. Wszystkie osoby noszące szkaplerz karmelitański mają udział w duchowych dobrach zakonu karmelitańskiego. Ten, kto go przyjmuje, zostaje na mocy jego przyjęcia związany mniej lub bardziej ściśle z zakonem karmelitańskim. Rodzinę Karmelu tworzą następujące kręgi osób: zakonnicy i zakonnice, Karmelitańskie Instytuty Życia Konsekrowanego, Świecki Zakon Karmelitów Bosych (dawniej zwany Trzecim Zakonem), Bractwa Szkaplerzne (erygowane), osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością w różnych formach zrzeszania się (wspólnoty lub grupy szkaplerzne) oraz osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością, ale bez żadnej formy zrzeszania się. Do obowiązków należących do Bractwa Szkaplerznego należy: przyjąć szkaplerz karmelitański z rąk kapłana; wpisać się do księgi Bractwa Szkaplerznego; w dzień i w nocy nosić na sobie szkaplerz; odmawiać codziennie modlitwę zaznaczoną w dniu przyjęcia do Bractwa; naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć. Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędowniczko Szkaplerza świętego! Matko Boga! Oto ja, Twoje dziecko, wznoszę do Ciebie błagalne ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja. Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, że Serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wieków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko utrapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz cierpienie, ulecz, uspokój mą zbolałą duszę, o Matko pełna litości! Ja wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Nocne włamanie na plebanię pod Słupskiem

2026-07-16 10:19

[ TEMATY ]

plebania

włamanie

Adobe.Stock

Nieudaną próbą włamania zakończyła się nocna eskapada 38-letniego mężczyzny do jednej z plebanii pod Słupskiem. Uciekając przed proboszczem, włamywacz wyskoczył z okna i doznał złamania nogi. Jak się okazało, był poszukiwany listem gończym - informuje Polskie Radio Koszalin.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że 38-letni mieszkaniec województwa małopolskiego wykorzystał uchylone okno balkonowe. Najpierw wspiął się na skrzynkę elektryczną, następnie na dach garażu, a stamtąd po rynnie dostał się na balkon plebanii. Otwierając okno, strącił przedmioty z parapetu, których hałas obudził śpiącego proboszcza.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję