Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

O małym Bogu

O małym Bogu, który narodził się jak dziecię najbiedniejsze na świecie. O Bogu, który stał się bliski każdemu. Z ordynariuszem diecezji zamojsko-lubaczowskiej bp. Marianem Rojkiem rozmawia Małgorzata Godzisz

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAŁGORZATA GODZISZ: – „Kto najpiękniej czeka na Boże Narodzenie?” – zapytała znana nam zamojska poetka Alina Dorota Paul i dała prostą odpowiedź: „Dzieci!”. Kiedy Ksiądz Biskup był małym chłopcem, jak czekał na Boże Narodzenie?

BP MARIAN ROJEK: – To skierowanie ku dzieciom jest trafne, ale też proszę nie zapominać, że Pan Jezus ciągle przywołuje nas i wskazuje, iż winniśmy w tych naszych duchowych, wewnętrznych postawach być jak dzieci – otwarte na zaufanie, na Bożą Opatrzność, całkowicie oddane i zawierzone Bogu Ojcu. Dlatego przeżycia z lat dziecięcych, sam fakt, wydarzenie, tradycje związane z Bożym Narodzeniem, one gdzieś w nas pozostają. Z całą pewnością podobnie, choć może troszeczkę inaczej, bardziej dojrzale, ludzie dorośli przeżywają, cieszą się i w jakiś szczególny sposób dotykają tej tajemnicy Bożego Narodzenia.

– W pamięci pozostały momenty przygotowania i przeżywania świąt Bożego Narodzenia z domu rodzinnego, jakieś tradycje, które zostały wyniesione i przeniesione na późniejsze lata?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Pierwszą rzeczą, jaka się kojarzy z wydarzeniem Wigilii, przygotowaniem do świąt, są zapachy. Pierwszy – zapach pasty, którą wyczyszczona była podłoga w pokoju i w kuchni. Jak już czuło się zapach wypastowanego parkietu, był to sygnał, że będzie coś wyjątkowego. Potem także atmosfera dalszych przygotowań już do samej Wigilii. Przestrzeganie, żeby w tym dniu być szczególnie grzecznym. Nie przeszkadzać w kuchni, ponieważ jak się dostało ścierką od mamy w Wigilię, to było takie przekonanie, że ta ścierka będzie w użyciu przez cały rok. Z drugiej strony, zapachy, które wychodziły z kuchni, przynęcały dziecko, żeby tam zaglądnąć, palcem dotknąć, tym bardziej coś skosztować. Nie objadać się rano czy zjeść bardzo skromny posiłek w południe, aby być przygotowanym na ten szczególny wieczór. Pierwszą płaszczyzną są więc te zapachy, które gdzieś w człowieku pozostały. Był zapach świeżej choinki, którą zwykle na dzień, dwa przed Wigilią przynosiło się do domu. Potem również to przygotowanie, gdy chodzi o strój zewnętrzny. Do stołu wigilijnego nie można było zasiąść w codziennym ubraniu. Trzeba się było dobrze wymyć, wyszorować... Porządna biała koszula, odświętne ubranie. W takim stroju człowiek przeżywał właśnie ten wieczór wigilijny. Bardzo znamienne łamanie się białym chlebem, opłatkiem, począwszy od nestora rodziny, czyli osoby najstarszej, w tym przypadku to był tato, który rozpoczynał składanie życzeń. I tradycyjna formuła „łammy i dzielmy się, abyśmy się spotkali w Królestwie Niebieskim”. On potem łamał się z mamą i z nami – rodzeństwem, począwszy od najstarszego do najmłodszego. Kolej była na każdego według wieku. To przeżycie bardzo głęboko pozostaje w sercu. Ono otwiera nas na tajemnicę Życia, które przychodzi w Jezusie Chrystusie, w tym Bożym Dzieciątku.

– O fakcie Narodzenia Pańskiego przypominają polskie kolędy i pastorałki. Jest jakaś szczególna kolęda, do której Ksiądz Biskup powraca z sentymentem? Nuci bądź śpiewa publicznie?

Reklama

– Wieczorem, już przy samej wieczerzy, tato mój grał na akordeonie. Pamiętam, że należało to do rytuału, tato przynosił instrument i śpiewaliśmy kolędy. Wyciągało się stare kantyczki. Wiem, że pojawiały się kłopoty, ponieważ było już ich ze trzy czy cztery, ale każda jakby innej daty i wydania. Czasami nie zawsze te zwrotki się ze sobą pokrywały. Była dyskusja, którą i jak należy śpiewać, w niektórych było ich więcej, w niektórych mniej. „Z całą pewnością szczególną kolędą była ta, która mówi o tajemnicy narodzenia „Bóg się rodzi, moc truchleje!”. Myślę, że to bardzo głęboko pozostaje w człowieku, chociaż tych kolęd i pastorałek jest wiele. Potem poprzez liturgię kościelną, czy wspólnoty, w których człowiek dojrzewał i umacniał się duchowo, ich liczba się rozszerzała. Te różnego rodzaju kolędy, śpiewy. Potem jasełka.
Szczególny wymiar dla mnie – bo dosyć długi okres mojego posługiwania był związany z Seminarium Duchownym w Przemyślu – posiadała ta wieczerza wigilijna klerycka. Wieczorem, kiedy zgasiło się już w czasie wieczerzy światło w refektarzu, czyli w tej dużej sali, gdzie spożywaliśmy posiłek, zapalano świece przy zaproszonych gościach; klerycy podzieleni na dwa, trzy chóry i takie nawzajem prześpiewywanie się różnymi zwrotkami, wersetami, nawiązujące do rozmaitych starych pastorałek. Aż mury drżały. To także doświadczenie, które ciągle we mnie pozostaje obecne i żywe.

– A jak to jest i dlaczego tak się dzieje, że tej szczególnej nocy, kiedy rodzi się Syn Boży, każde kolano się zgina, również naszego Pasterza?

Pismo Święte wyraźnie o tym mówi i teksty pieśni adwentowych, że człowiek umęczony winą i grzechem, tą ludzką niemożnością wyrwania się z przekleństwa własnego grzechu, ciągle szukał jakiejś nadziei. Ta nadzieja była zapowiadana przez Boga oraz proroków i oto ona się realizuje. Dokonuje się nasze zbawienie. Przychodzi do nas Mesjasz. Ten, którego oczekujemy przez tyle tysiącleci. To jest główna podstawa tej radości, że wreszcie to, co jest oczekiwane, zapowiadane, upragnione, realizuje się pośród nas i staje się naszym udziałem.

– Boża Dziecina zrodziła się w sercu Mariana, dziś Biskupa diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Jaka była i jest ta miłość do Syna Bożego?

Reklama

– Oj ta miłość... jaka była i jaka jest... Myślę, że trzeba się przyznać, że ona jest kruchutka, ale to jest chyba taka postawa dziecka, które rozeznaje swoją małość i dlatego tym mocniej podbiega i przylgnie swoim objęciem do własnego taty i mamy, nie wypowiadając żadnych słów, tylko się przytulając – w ten sposób daje pełne świadectwo i wypowiada bez słów to, czego żadne słowo ogarnąć nie może. Jestem przekonany, że także to dzisiejsze wpatrzenie się w betlejemską szopkę, w tajemnicę Chrystusa, to przylgnięcie całym sercem, może troszkę z rozrzewnieniem, ono jest takim wymiarem tego dziecięctwa Bożego; oby ono było we mnie takie autentyczne i prawdziwe tym przytuleniem się do tajemnicy Boga, który jest Ojcem i samą Miłością.

– Każdy z nas jest ciekawy, jak święta Bożego Narodzenia spędził Pasterz naszej diecezji.

– Pasterkę tego roku przeżywałem w konkatedrze w Lubaczowie. W tamtym roku byłem w Zamościu, w nowo budowanej parafii. Potem, w sam dzień Bożego Narodzenia odwiedziłem parafię pod Leżajskiem, gdzie jako proboszcz posługuje mój brat. Tam cieszyłem się świąteczną radością i późnym popołudniem odwiedziłem także rodziców. Na św. Szczepana odprawiłem Mszę św. w katedrze zamojskiej wraz z wiernymi, którzy przyszli w drugi dzień świąt na to nasze uroczyste świętowanie. Potem oktawa Bożego Narodzenia i w św. Jana Apostoła świętowaliśmy tę uroczystość w Rzeszowie, ponieważ nowy biskup rzeszowski Jan Wątroba był solenizantem tego dnia i zaprosił nas do świątecznego stołu, byśmy razem z nim spożyli posiłek i pokolędowali.

* * *

Niech błogosławieństwo Boże obejmie wszystkich. Przede wszystkim mieszkańców naszej diecezji zamojsko-lubaczowskiej, począwszy od najmłodszych do najstarszych. Na różny sposób doświadczonych, dźwigających różnorakie swoje sprawy, boleści, choroby, samotności. Niech to błogosławieństwo obejmie nasze rodziny, dzieci, młodzież i studentów, ludzi starszych, samotnych. Niech dotrze do babć i dziadziów, którzy także to święto w sposób szczególny przeżywają w atmosferze swoich rodzin. Niech te życzenia i błogosławieństwo obejmie wszystkich gości, jacy odwiedzili naszą roztoczańską ziemię i tych, którzy na te święta wrócili do swoich korzeni, do rodzinnych domów, bo gdzieś rodziny swoje mają daleko. Wyjechali za pracą, szkołą, chlebem, za nadzieją. Niech ono obejmie każdego. I tych, którzy się źle mają i tych, którzy dzisiaj są w pełni szczęśliwi. Niech każdemu doda siły i mocy.

2014-01-08 09:31

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wiara jest oddechem Boga

„Choć na pustkowiu nie znajdowali siedziby Boga, to jednak wyraźniej słyszeli tam żywe słowo, które przynieśli w sobie. Ludzie, którzy na tyle oswoili się z pustynią, że nie odczuwają już presji przestrzeni i pustki, nieuchronnie zwracają się do Boga jako jedynej ostoi i jedynego wyczuwalnego rytmu istnienia. Wszystkie wierzenia semickie miały swe źródło w przekonaniu, że świat jest pustką, Bóg zaś obfitością” (T. E. Lawrence).

Wierzę, bo...? Opowiedz mi o tym bez użycia wielkich słów i gładkich zdań wytrychów. Mów tak, jakbyś opowiadał komuś bliskiemu, dziecku, ukochanej, przyjacielowi, który właśnie traci wiarę, a ty chcesz zrobić coś, co go na tej drodze zatrzyma. Szczerze, bez zakładania masek, bez przymilnej poprawności. Opowiedz o tym, jakie miejsce zajmuje w Twoim życiu wiara?... Pyta Katarzyna Woynarowska. ALEKSANDRA MARIA GIL, publicystka, grafik. Związana z ruchem pro life w Polsce, od 2000 r. - z Fundacją „Głos dla Życia”: - Wiem, że jako istota obdarzona wolną wolą decyduję o swoim postępowaniu, jednak to wiara porządkuje moje życie. W rzeczywistości, w której rozmywają się granice między dobrem a złem, gdy permisywizm wypiera postawy zgodne z naturą, to właśnie wiara pozwala mi pozostać człowiekiem i nie poddać się promowanej wokół bylejakości, godzenia się na wszystko i za każdą cenę... AGNIESZKA KONIK-KORN, historyk, dziennikarka, mama dwójki dzieci: - Gdy patrzysz na życie przez pryzmat wiary, to wszystko w życiu nabiera sensu. Nie ukrywam, że wiara w moim życiu cały czas ewoluuje - raz dojrzewa, innym razem przychodzą kryzysy. Wiara jest decyzją podejmowaną nie tylko w sercu, ale i w umyśle. Ważną rolę w rozwoju mojej wiary odgrywa formacja we wspólnocie, w zasadzie od dzieciństwa. Choć wspólnoty się zmieniały, to myślę, że bez nich trudno byłoby mi wiedzieć o pewnych rzeczach. W wierze także świadomość ma ogromne znaczenie. KS. ROMAN CHYLIŃSKI CSMA: - Wiarę w Boga rozumiem w trzech wymiarach: wierzyć Słowu Boga, ufać Słowu Boga i całkowicie Jemu zawierzyć swoje życie. - Czy później lżej się żyje? - Chyba nie, ale pewniej stąpa się po ziemi... S. BARBARA PODGÓRSKA, karmelitanka misjonarka: - Wiara jest oddechem Boga we mnie. Jest jak płomień, który daje radość i siłę do przyjmowania życiowych zadań. Wiara „nawraca” mnie do Boga... MAREK CHUDZIK, anestezjolog, ojciec dwójki dzieci, wdowiec: - Nie jestem człowiekiem zbyt pobożnym, więc nie wiem, czy jestem godzien mówić w tym gronie... Jednak trochę myślałem... Wiecie, jak ktoś wychował się w rodzinie katolickiej, będzie w ważnych chwilach zachowywał się jak człowiek wierzący... Nawet jeśli utrzymuje, że stracił wiarę. Albo tak jak ja, ciągle się zastanawia nad swoją relacją do Boga. Przekaz, jaki niesie chrześcijaństwo, jest dla mnie rodzajem tatuażu duszy. KAŹKA URBAN, ekonomistka, redaktorka, działaczka społeczna: - Nie godzę się na ten świat taki, jaki jest, rozumiesz... Ludzie potrafią być wielcy i mali jednocześnie. Wszyscy zawodzą, ja również. Zamiast frustrującego rozczarowania, można przyjąć ludzi i świat takim, jaki jest, nie wyrzekając się marzeń o absolutnej realizacji dobra i piękna, których skrawków doświadczam na co dzień. Potrzebuję Absolutu. To daje podstawy do wyrozumiałości wobec siebie i innych... - No dobrze, wobec tych pięknych deklaracji, czy i w jaki sposób wiara wpływa na podejmowanie przez Was codziennych decyzji? Nie mówię o robieniu zakupów, ale o istotnych sprawach... OLA: - Nie masz racji! Nawet zakupy podporządkowane są temu, w co wierzę. Nie kupuję np. produktów koncernów, które wykorzystują w swojej produkcji komórki macierzyste pozyskane z ciał abortowanych dzieci. Jedna z firm chciała wprowadzić na rynek napój, w którym znajdowały się takie komórki, tłumacząc to ulepszeniem smaku! Sam pomysł jest dla mnie niegodziwy, więc bojkotuję wszystkie artykuły tej korporacji... AGA: - Wszystko, co robię, staram się robić tak, by nie ranić Jezusa. Jest to najtrudniejsze w sytuacjach międzyludzkich, dochodzą tu także kwestie emocjonalne albo zwykłe „lubienie” czy „nielubienie się”. A żyć życiem wiary - to żyć w prawdzie... KS. ROMAN: - Kiedy poznałem paschalny wymiar wiary, to dopiero zrozumiałem, że wiara wymaga decyzji. Najpierw trzeba wyrzec się paru rzeczy, aby poważnie potraktować chrześcijaństwo w swoim życiu: wyrzec się szatana, grzechu i wszystkich okoliczności, które prowadzą do zła. I tu zaczyna się „bój bezkrwawy” o duszę. Trudna jest wiara chrześcijańska, bo wymaga radykalizmu, a nie bawienia się ze złem. KAŹKA: - Wiara w warunkach codzienności? Chyba najbardziej jest we mnie tych kilka chwil, podczas których miałam uczucie namacalnej obecności Boga. Kiedy powietrze staje się gęste od jakiejś nienazwanej substancji i tej błogości, że skoro tak jest, to wszystko jest dobre. Te kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, które przyszły nie wiadomo dlaczego i skąd (pewnie to nazywają łaską), staram się nieustannie w sobie odświeżać. A najintensywniej modlę się, oczywiście, w momentach, kiedy tak już nabroiłam, że wydaje mi się, iż nic mnie nie uratuje. A to zabawna historia z codziennego życia: Lata już temu, pewnie jak każda młoda mama, miałam straszny kryzys, poczucie, że jestem złą matką. Po trzech dniach użalania się nad sobą w rozmemłanym łóżku powiedziałam: - Panie Boże, ja się na ten świat nie prosiłam, stworzyłeś mnie, więc teraz coś z tym zrób, bo oszaleję. „And this is the last call!”. Otworzyłam Biblię na oślep, na fragmencie, jak Święta Rodzina zgubiła Jezusa w świątyni i nawet tego nie zauważyła! Roześmiałam się do łez, wstałam z łóżka, otrzepałam się i poszłam dalej... OLA: - Od 15 lat jestem żoną swojego męża i oprócz wszystkich chwil szczęśliwości były i kryzysy, i to wiara pozwoliła nam obojgu wytrwać przy sobie. Także moja praca, to ciągłe zmaganie się ze sobą - na ile realizuję talenty, którymi zostałam obdarowana, a na ile zakopałam je w ogródku rutyny?... S. BASIA: - Na pewno nie chciałabym przeżywać mojego życia „bez rozumu niczym koń i muł” (Ps 32, 9) czy jak ci, którzy „mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą; mają ręce, lecz nie dotykają” (por. Ps 115, 5-7). Świadome przeżywanie życia, poszukiwanie sensu, piękna, mądrości prowadzi do zintegrowania różnych aspektów osobowości. Stąd nie waham się potwierdzić, że przyjmuję z wdzięcznością (i z pewną ulgą...) obecność wiary w moim życiu. MAREK: - Dużo ostatnio myślałem na ten temat i ku mojemu zdumieniu stwierdziłem, że system, w jakim żyję, moja codzienność i dziesiątki podejmowanych decyzji opieram na Dekalogu. Moim skromnym zdaniem - nie ma doskonalszego określenia granic. Kto wychodzi poza nie, staje się bezrozumnym zwierzęciem... KAŹKA: - Ewangelia jest zdecydowanie najlepszą rzeczą, jaką przeczytałam. To opowieść o człowieczeństwie, o jakim marzę, najwyższych lotów... Jezus jest po prostu piękną postacią - mądrą, odważną, sprawczą, empatyczną do bólu. - Teraz będzie trudniej. Czy macie zwyczaj dzielenia się wprost z ludźmi swoim doświadczeniem wiary? Nie boicie się etykiety dewotki/ dewota? S. BASIA: - „Zwyczaju” dzielenia się wiarą jako takiego nie mam, ale też nie ukrywam pod korcem światła wiary. Wiara domaga się dialogu i świadectwa. KS. ROMAN: - Jako kapłan słyszę cały czas słowa św. Pawła: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!”. Więc mi biada! KAŹKA: - Wiarą dzielę się w sposób nienachalny. Mówię o swoich doświadczeniach duchowych w taki sam sposób, w jaki mówię o przeżyciach nad obrazami mistrzów holenderskich. Jak coś się dzieje w moim życiu ważnego, to mówię o tym nawet niewierzącym przyjaciołom, niezależnie od tego, czy są to doświadczenia duchowe, kulinarne czy literackie. OLA: - Nie ukrywam się i nie chowam ze swoją wiarą. Na szczęście jeszcze za to nie zamykają w rezerwatach. Mam dość silną osobowość i opowiadanie o sytuacjach, które mnie spotkały, czy stanie na straży swoich przekonań to ta część mnie, która mnie dookreśla. AGA: - To zależy od sytuacji. Inaczej dzielimy się we wspólnocie, a inaczej wśród osób nieznanych. Jednak są takie środowiska, gdzie świadectwem będzie już noszenie krzyżyka lub milczenie w gronie plotkujących. Myślę, że dzielić się wiarą nie można na siłę, bo można kogoś zniechęcić. Po to też mamy rozum, by rozeznawać, jakie świadectwo potrzebne jest w danej sytuacji. Ale jeśli do osób niewierzących wrogo nastawionych do Kościoła będziemy podchodzić z przyjaźnią i radością, wyobrażając sobie, jak by do nich podchodził Pan Jezus, to myślę, że to jest najlepsze świadectwo. - Wejdźmy o stopień wyżej: Wiara bez uczynków jest martwa - a więc... AGA: - Jeśli ktoś wierzy, to nie oddzieli wiary od swoich decyzji. Powiem więcej - to właśnie wiara pomaga dostrzec, że coś jest nie tak. Wierzący nie usprawiedliwią się tak łatwo. Bez wiary nie podejmujemy pewnych działań, bo po ludzku nie zobaczymy w tym sensu. Nie pogodzimy się z naszym wrogiem, nie przebaczymy mu, jeśli wiara nie podpowie nam, że to jest nam potrzebne do zbawienia, do szczęśliwego życia jeszcze tu, na ziemi. S. BASIA: - Jedynie mówienie, że się wierzy w Boga, może stanowić pułapkę, a na pewno rodzi pustkę. Taki potok słów potrafi pomniejszyć, a nawet zagłuszyć wewnętrzną siłę wiary. Przecież nikogo nie zbawi ani nie uzdrowi taki aktywizm. Dlatego warto otwierać Ewangelię i spoglądać na otaczający nas świat oczami Boga. Pytać siebie o to, co nam każe wychodzić „z chatki miłości własnej”, by odziać, nakarmić, pocieszyć, przyjąć, nieść pokój... Zawsze i w każdym czasie chodzi przecież o życie. Życie w Bogu. OLA: - Dokonałam życiowego wyboru. Wyboru pracy. Nie jestem w wielkiej firmie, na superstanowisku i nie mam pieniędzy, które pozwoliłyby na zagraniczne wakacje. Ale wykonuję swoją pracę najlepiej, jak potrafię, wykorzystuję w realizowanych zadaniach swoje umiejętności. Każdego dnia, gdy wybieram się do pracy, mam świadomość, że przyczyniam się do dobra na świecie i że to, co robię, nie jest sprzeczne z tym, w co wierzę. KS. ROMAN: - Kiedy po ludzku już nic nie możemy uczynić, ani inteligencją, ani pobożnością, ani-ani... to wówczas robimy miejsce dla wiary. - Czyli, podsumowując - wiara to? AGA: - Wiara to coś, co pomaga nam powstawać. Pion, do którego cały czas musimy równać. Papierek lakmusowy naszych uczynków. Drogowskaz wskazujący nam cel, do którego zmierzamy... OLA: - Wiara to nadzieja, że dobro jest w każdym z nas. Wiara jest jak łódź. Gdy nie mam siły i wątpię, to dryfuję... Gdy jej zaufam - biorę ster we własne ręce i wówczas to już nie przypadek kieruje moimi losami. Wiara wprowadza w moje życie taki ład, w którym nie muszę godzinami zastanawiać się nad tym, co mam zrobić. Dzięki niej odpowiedzi znajdują się szybko, choć często są niełatwe do zrealizowania. KAŹKA: - Św. Augustyn powiedział: „intimior intimo meo”. Rozwinięty w tłumaczeniu ten cytat brzmi: Bliższy mi niż ja sam w tym, co mi najbliższe. To jest dla mnie kwintesencja wiary w Boga. Bóg, który jest, i ja, która się staram. I choć nie zawsze mi się udaje, to mam ten komfort, że jest Ktoś, kto patrzy w tym samym kierunku...
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

[ TEMATY ]

modlitwa

Królowa Pokoju

Adobe Stock

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore
Maryjo, Królowo Pokoju,
CZYTAJ DALEJ

Sąd nakazał transkrypcję kolejnych trzech aktów małżeństw jednopłciowych

2026-05-07 22:18

[ TEMATY ]

małżeństwo

LGBT

małżeństwo jednopłciowe

Adobe Stock

Naczelny Sąd Administracyjny nakazał w czwartek transkrypcję kolejnych trzech aktów małżeństw jednopłciowych – przekazała pełnomocniczka rządu do spraw równości Katarzyna Kotula. Rozstrzygnięcia NSA dotyczą osób, które nie mieszkały na stałe w innym kraju Unii Europejskiej.

Marcowy wyrok dotyczył małżeństwa dwóch Polaków zawartego w 2018 r. w Berlinie. Postanowili przenieść się do Polski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję