Chcąc dowiedzieć się, jaki jest Pan, często słuchamy autorytetów duchowości, sięgamy po mądre artykuły,
książki czy filmy. Uczestniczymy w rekolekcjach, w grupach dyskusyjnych. W końcu, chyba najważniejsze - próbujemy się modlić. „Sanctus, Dominus Deus Sabaoth”. Święty - znaczy inny. Bóg lubi objawiać się nam jako Ktoś inny, niż myślimy, więc szukamy Go w ciszy, w pięknie, w ludziach, w nauce, a czasami - w śpiewie, w kontemplacji Słowa Bożego lub w innych tekstach natchnionych, połączonych z pięknem dźwięku. Kilka lat temu z grupką przyjaciół zaczęliśmy szukać Boga poprzez śpiew. Zauważyłem, że śpiew angażuje całościowo naszą wolę, rozum, ciało i emocje. Po jakimś czasie śpiew zaczął zmieniać naszą relację z Bogiem.
No właśnie, co daje modlitwa śpiewem? Po pierwsze - żyję Słowem. Gdy wielokrotnie powtarza się prosty tekst, po jakimś czasie zapada on tak głęboko, że krąży w myślach nieraz i pół dnia. Przypomina to dar języków, kiedy to Duch Święty modli się w nas. Po drugie - w śpiewie doświadczam poznania piękna bezpośrednio związanego z Niewidzialnym, niezależnie, czy śpiewam chorał, harmonię, czy współczesne pieśni uwielbieniowe. Dotyka mnie piękno, które jest niedefiniowalne. Po trzecie wreszcie - w modlitwie śpiewem czuję przedsmak nieba. Przecież tam właśnie trwa nieustanna pieśń cherubinów, serafinów, aniołów i świętych, w którą Kościół mnie włącza podczas Eucharystii.
Nasza fascynacja modlitwą śpiewaną przekłada się na działanie. W Krakowie animujemy liturgię oraz czuwania, m.in. podczas comiesięcznej akcji „Chrystus w Starym Mieście” w bazylice Mariackiej.
Jestem przekonany, że Pan Bóg w śpiewie objawia nam się w szczególny, choć prosty sposób: jako Osoba nieogarniona, pociągająca pięknem i chęcią trwania w Nim bezustannie.
Zachęcam, aby każdy, kto chce poznawać Boga, spróbował na serio takiej modlitwy i to koniecznie w różnorodnej formie: zarówno w wielogłosie czy chorale, jak i w śpiewie współczesnym, uwielbieniowym. Nic nie straci, a może zyskać dar, tak bardzo potrzebny w naszych wspólnotach.
Mało jest tak wyeksploatowanych fragmentów Pisma jak ten. Wydaje się, że wszystko, ale to wszystko już wiadomo… A z drugiej strony przecież wciąż jest to Słowo Boże żywe i skuteczne dla tych, którzy chcą go słuchać. Jezus właśnie uzdrowił niewidomego, wchodząc do miasta. Idzie otoczony tłumem zafascynowanych tym faktem ludzi (a także jak zwykle po prostu gapiów). Zacheusz jest tu znany, ale nie jest to pozytywna popularność. Zwierzchnik celników i bardzo bogaty… Bo nakradł, naoszukiwał, nachapał się cudzym kosztem. Nie szanują go, ale mu się kłaniają, bo może kiedyś potrzebna będzie jego łaska. Św. Łukasz pisze, że Zacheusz KONIECZNIE chciał zobaczyć Jezusa, kto to jest. No jak to? Przecież wszyscy wiedzieli, kto to jest, wiadomości i plotki krążyły, tłumy się zbierały, wszyscy mieli świadomość, że naucza, uzdrawia chorych, wskrzesza umarłych, uwalnia opętanych. Czego chce Zacheusz? Sam pewnie do końca nie wie, skoro podejmuje tak nieracjonalne działania. A może nie do końca nieracjonalne? Wybiera sykomorę (po polsku jawor), bo w gęstej koronie łatwo się schować. Zobaczyć Jezusa, ale tak, żeby Jezus nie zobaczył jego. Tylko obserwacja, żadnej relacji. To pomysł Zacheusza. Niewysoki jest, może się uda. Siedzi na gałęzi drżący, zaciekawiony, ale i zalękniony. Czeka. Ale zachowania Jezusa się nie spodziewał: nieważny tłum, nieważne, co się działo chwilę temu. Kompletnie rozbija plan Zacheusza, nie chce się spotkać na jego warunkach. A na dodatek zwraca się do niego po imieniu. Przecież widzi go pierwszy raz w życiu. A poza tym bezceremonialnie wprasza się do jego domu, twierdząc, że po prostu MUSI. To trochę dużo naraz. Ale przecież reakcja Zacheusza nie jest tanim sentymentem. Za duże przynosi konsekwencje. Bo wokół słychać „wyszemrane” oskarżenie (zgodne przecież z prawdą): GRZESZNIK. Tłum oskarża, Jezus się wprasza. Dziwna sytuacja. Jakie to musiało być mocne zaproszenie, skoro pękają przyzwyczajenia, a Zacheusz przyjmuje tę prawdę: jest grzesznikiem! Oskarżają go ci, których skrzywdził i robią to publicznie, a on mówi: tak, to jest prawda! Widzi skalę swojej grzeszności. I nagle ten majątek, który gromadził przez tyle lat, przestaje być ważny. Nagle może oddać połowę ubogim. Ot tak, po prostu. A świadomość uczynionej krzywdy sprawia, że chce oddawać poczwórnie! Ileż było tego majątku, że starczyło z połowy na poczwórne oddawanie! I jak naprawdę nieważny się stał w porównaniu z obecnością Jezusa? Być może pierwszego, który naprawdę Zacheusza kochał… W każdym razie po oficjalnym przyznaniu się do grzechów następuje oficjalne rozgrzeszenie: Zacheusz słyszy, że jego udziałem stało się zbawienie, że jest synem Abrahama, czyli dziedzicem Bożej obietnicy. Jezus mówi to PUBLICZNIE. Niech nikt nie waży się osądzać Zacheusza, bo on nie tylko uznał swój grzech, ale podjął PUBLICZNĄ pokutę i zadośćuczynienie. Jezus go odszukał i zbawił!
Mimo ogłoszonego w październiku 2025 r. zawieszenia broni i obietnic wstrzymania działań wojennych, w Strefie Gazy zginęło w tym czasie już co najmniej 300 dzieci. To jedno dziecko zabite każdego dnia.
Podziel się cytatem
– powiedział Edouard Beigbeder, dyrektor regionalny UNICEF ds. Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej,
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.